sobota, 2 sierpnia 2014

10.


*Aleks*
   Leżałem w łóżku z Jagodą. Okryłem ją kołdrą a ona mamrotała coś przez sen. Wyglądała uroczo. Mimo iż byłem wściekły na nią i tego całego Edgara to cieszyłem się że jest cała i zdrowa. Po jakimś czasie wstałem powoli z łóżka i wyszedłem jak najciszej z pokoju. Następnie skierowałem się w stronę gabinetu ojca. Gdy znalazłem się w środku wszyscy już na mnie czekali, ten chłopak również.
   - Aleksandrze, w samą porę. Tak więc Edgarze, czy wiesz na jakie niebezpieczeństwo naraziłeś siebie?! Już nie wspomnę o tej dziewczynie! Czy zdajesz sobie sprawę kim ona jest! Gdyby coś jej się stało poniósłbyś ogromne konsekwencję! Za to wykroczenie zostaniesz ukarany, nie wyrzucimy cię bo jesteś jednym z nas, lecz teraz nie masz prawa opuszczania swojego pokoju między treningami i posiłkami. Zrozumiano! – Warknął na niego. – A teraz zejdź mi z oczu. I nie próbuj złamać tego nakazu. Będziemy cię pilnować. – Gdy Edgar wyszedł ojciec zwrócił się ponownie do mnie. – Co z nią?
   - Teraz śpi, ma kilka siniaków i zadrapań. – Odparłem z goryczą.
   - Co się tam wydarzyło?
   - Gdy dotarłem do baru chłopak siedział sam przy barze, pomyślałem więc że Jagoda poszła do łazienki, tam jednak tez jej nie było. Już miałem wracać i jeszcze raz przeszukać sale główną gdy usłyszałem krzyk i pobiegłem tam. Jakiś mężczyzna dobierał się do niej, gdybym się spóźnił… - przerwałem, nie mogłem dłużej o tym rozmawiać.
   - Ale zdążyłeś synu. Wiem że ona wiele dla ciebie znaczy. Wracaj do niej i upewnij się czy wszystko z nią w porządku.
Tak też zrobiłem. Wszedłem po cichu do jej sypialni i zamknęłem drzwi na klucz.
Dziewczyna spała spokojnie. Wyjęłem z jej szafy za duży czarny podkoszulek i usiadłem koło niej. Odkryłem ją i powoli zdjęłem z niej sukienkę. Speszyłem się ponieważ nie miała na sobie majtek. „Skurwysyn!” pomyślałem i szybko włożyłem jej jakąś bieliznę. Gdy miałem zakładać jej koszulkę moja uwagę przykuły bladoróżowe kreski na brzuchu. Przejechałem po nich palcem. Na biodrach i górnej części ud również je miała. Niektóre blizny były już stare, ale znalazłem kilka świeżych ran, które powstały kilka dni temu. Zszokowany założyłem jej tą cholerna koszulkę i sprawdziłem ręce. Tam jednak nic nie znalazłem. Cięła się ona w miejscach, które mogła zasłonić. Ale dlaczego to robiła? Tego nie wiedziałem, ale miałem zamiar się dowiedzieć. Ściągnęłem buty i kurtkę a następnie wgramoliłem się na łóżko i przytuliłem Jagodę. Następnie przykryłem nas kołdrą i usnąłem.

*Jagoda* 
   Szłam pusta drogą, nogi bolały mnie niemiłosiernie i strasznie męczyło mnie pragnienie. Betonowa droga zaczęła przeradzać się w piaszczysta dróżkę. Słońce wisiało wysoko na niebie i ogrzewało moje ciało. Przystanęłam i ściągnęłam moją skórzana kurtkę i rzuciłam na ziemie. Jednak upał dalej mi doskwierał. Otarłam ręką spocone czoło i ruszyłam w dalszą drogę. Już nie byłam w mieście ale na pustyni. Temperatura wciąż rosła i rosła. Przede mną pojawił się jakiś bar. Nie myśląc długo weszłam do środka. Jednak tam również nikogo nie było, weszłam więc za ladę i nalałam sobie wody do szklanki, którą szybko opróżniłam. Gdy ugasiłam już swoje pragnienie weszłam do łazienki i przemyłam twarz zimna wodą. Chciałam wyjść tylnym wyjściem i ruszyć w dalszą drogę. Gdy otworzyłam drzwi uderzył mnie straszny smród dochodzący ze śmietnika. Zmarszczyłam nos i gdy już miałam odejść usłyszałam śmiech.
   - Już idziesz? A kto zapłaci za wodę? – Za mną stał wysoki mężczyzna. Miał na sobie okulary, długie spodnie i białą koszulkę.
   - Ja…ja nie mam pieniędzy.
   - Oj mała, to niedobrze. Ale i tak mi zapłacisz.
Podszedł do mnie i złapał za łokcie. Nie mogłam się ruszyć, nogi wrosły mi w ziemie. Facet zaczął mnie rozbierać a mój krzyk rozległ się po całej pustyni.

   Usiadłam na łóżku, mój krzyk wypełniał pomieszczenie. Byłam zlana potem a z oczy płynęły mi łzy. Nagle ktoś mnie dotknął w ramie a ja podskoczyłam i zaczęłam jeszcze głośniej krzyczeć.
   - Ciii – Usłyszałam i zobaczyłam jak Aleks podnosi ręce do góry. Głos uwiązł mi w gardle a po policzkach spływał mi jeszcze większy strumień łez. Chłopak przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Wtuliłam się w niego i zaczęłam szlochać. Nie wiem ile trwaliśmy w tym uścisku. Sekundy? Minuty? Godziny? Wiem tylko że w jego ramionach czułam się bezpieczna. Gdy uspokoiłam się całkowicie zaczęłam trzeźwiej myśleć. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to, to że miałam na sobie koszulkę a nie sukienkę.
   - Kiedy się przebrałam? – Zapytałam zachrypniętym głosem. Aleks się speszył.
   - Ja cię przebrałem. – Na jego policzkach wykwitł delikatny rumieniec.
   - Ja…ja… - nie mogłam skleić żadnego słowa. Czułam się zawstydzona.
   - Nie gniewaj się.
   - Nie gniewam się, po prostu zaskoczyłeś mnie…. A tak w ogóle to dziękuję za wczoraj, gdyby nie ty to nie wiem co by się ze mną stało. – Przy ostatnich słowach głos mi się załamał a do oczu napłynęły kolejne nieproszone łzy.
   - Jagoda, już po wszystkim. – Powiedział i znowu mnie przytulił. – Co jednak nie zmienia faktu że jestem na ciebie wściekły. – Ton jego głosy się zmienił, było w nim słychać jego frustracje i gniew. – Nie tak bardzo ja na tego dupka ale jednak. Jak mogłaś postąpić tak głupio?! – Odsunęłam się od niego. – Po pierwsze cienie mogły cię dopaść! Nie wiem co bym zrobił gdyby coś się tobie stało! – Opanował się trochę i popatrzył  na mnie z czułością.
   - Przepraszam. – Powiedziałam tylko cicho.
   - Nie przepraszaj. Ale obiecaj mi że więcej nie postąpisz tak lekkomyślnie.
   - Ale..
   - Obiecaj! – Naciskał.
   - Okej, obiecuję.
   - Dobrze. – znowu mnie przytulił. – Możemy o czymś porozmawiać?
   - Jasne. – Odparłam.
   - Wyjaśnisz mi czemu to robisz? – Zapytał smutno.
   - Ale co robię?
   - To. – Podciągnął moją koszulkę do góry i pokazał oszpecone ciało. Szybko z powrotem zasłoniłam się materiałem i chciałam się od niego odsunąć ale trzymał mnie mocno.
   -Ja…to….to nie jest twoja sprawa. – Odparłam oburzona.
   - Jest moją sprawą, bo się o ciebie martwię i cię k… i jesteś dla mnie ważna! Proszę, zaufaj mi. – Widać było smutek w oczach.
   - Dobrze. Ale…
   - Proszę.
   - Jak ojciec odszedł to ja się załamałam. Nie potrafiłam się z nikim dogadać. Ból, który tkwił w moim sercu był nie do wytrzymania. Okaleczałam się żeby poczuć ulgę. A i tak ten ból fizyczny był niczym w porównaniu z psychicznym. Obelgi w szkole również nie poprawiały mojego stanu i ja…ja nie mogłam sobie z tym poradzić, nie byłam w stanie. No i wtedy pojawiłeś się.. ty. Mój promyk w tej ciemności, w której tkwiłam. Dzięki tobie było mi lepiej, ale potem myślałam że ty zrobiłeś to z przymusu…. Że nic już dla ciebie nie znaczę i to wróciło, wszystko ze zdwojona siłą. I potem Edgar trochę uśmierzył ten ból, tylko że to nie było to samo. Brakowało mi ciebie. Mojego Aleksa. – Uśmiechnęłam się blado a on przytulił mnie mocniej do siebie.
   - Mi tez ciebie brakowało, bardzo. A teraz połóżmy się jeszcze spać, dobrze? Jest jeszcze bardzo wcześnie.
   - Dobrze.
Ułożyliśmy się wygodnie, wtuliłam się w niego jak mała małpka. Wyszeptałam jeszcze „Dobranoc” i usnęłam. Tym razem nie obudził mnie już żaden koszmar.

   - Jadzia, wstawaj. – Wyszeptał mi do ucha Aleks.
   - Idź sobie, chcę spać. – Nie miałam zamiaru ruszyć się z miejsca.
   - Wstawaj. – Powiedział troszkę głośniej.
   - Nie, spadaj. – Po tych łowach rzucił się na mnie i razem spadliśmy na podłogę z niemałym hukiem. Chłopak śmiał się głośno a ja okładałam go pięściami również chichotając jak chora umysłowo.
   - Chodź idziemy na śniadanie.- Uśmiechał się od ucha do ucha.
   - Dobra. Tylko się ubiorę. – Pokazałam mu język. I zebrałam swoje zacne dupsko z podłogi a następnie zabrałam kilka ubrań z szafy. – A teraz wyjdź.
   - Oj tam nie wstydź się, wczoraj ja cię przebierałem. – Jak widać całe jego zażenowanie tą sytuacją uszło wczoraj. Tak to był mój Aleks.
   - Wyjdź!
   - Nie. – Pokazał mi język.
   - Ugh… przynajmniej się odwróć!
   - Hmm… no nie wiem, nie wiem.
   - Aleks! – Zgromiłam go wzrokiem ale w moich oczach skakała wesołość.
   - No dobrze. – Westchnął.
Gdy się odwrócił szybko ściągnęłam koszulkę, w której spałam i założyłam czystą, na nogi wciągnęłam krótkie spodenki ponieważ w budynku było ciepło. Chłopak przez cały czas niby grzecznie stał. Ja już przebrana rozpędziłam się i wskoczyłam mojemu przyjacielowi na plecy. On odruchowo złapał mnie oszołomiony.
   - Jazda na śniadanie mój wierny rumaku! – Chłopak dalej jednak stał w miejscu oszołomiony. - No patatajaj!
   - Patatajaj? – Zaczął śmiać się w niebogłosy i zgodnie z poleceniem ruszył w drogę. Całą drogę do stołówki mijaliśmy zdziwionych i rozbawionych pobratymców a ich miny powodowały u nas jeszcze większe salwy śmiechy. W stołówce posadził mnie na krześle i ukłonił się przede mną.
   - Dobra siadaj debilu.
Usiadł koło mnie i zaczęliśmy jeść posiłek. Zauważyłam że Edgar usiadł na końcu sali i unikał ze mną kontaktu wzrokowego. Wstałam więc od stolika i ruszyłam w jego kierunku. Aleks próbował mnie zatrzymać ale zignorowałam go.
   - Miałeś duże kłopoty? – Zapytałam gdy już stałam przy nim.
   - Odejdź, proszę.
   - Co się stało?
   - Co się stało?! Mam zakaz opuszczania mojego pokoju między treningami i posiłkami! A to wszystko przez tego dupka. – Wskazał na mój stolik, gdzie siedział chłopak.
   - Nie przez niego! Tylko przez to że poszliśmy na tą imprezę.- Zaprotestowałam.
   - Gdyby tam nie przylazł byłoby teraz po staremu! – Warknął.
   - Po staremu?! – krzyknęłam i zaraz ściszyłam głos do szeptu. – Gdyby on tam się nie zjawił to leżałabym teraz w jakimś rowie martwa i zgwałcona.
   - Że co? – oczy wyszły mu na wierzch.
   - To co słyszysz. – odwróciłam się na pięcie i skierowałam się w stronę wyjścia. Chłopak krzyknął jeszcze za mną ale ja już wyszłam. Gdy wchodziłam na schody złapał mnie za rękę.
   - Zostaw mnie! – Warknęłam. A po policzku znowu popłynęła łza. Miałam już dość płaczu ale to było silniejsze ode mnie.
   - Nie zostawię! – Odwrócił mnie w swoja stronę i stanęłam oko w oko nie z Edgarem tylko z Aleksem. – Nie zostawię, bo cię kocham.

Powiedziawszy to złączył nasze usta w pocałunku.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~``
Masakra!!! Jestem na siebie taka zła że nie wiem!!! Rozdział miał się pojawić przed moim wyjazdem ale oczywiście nic z tego nie wyszło. A po powrocie ktoś zawsze musiał mi przeszkodzić! ;/

Jak nie kuzynka, która zadawała milion pytań na minutę to rodzice ciągle zaganiali mnie do sprzątania.

A jak już miałam czas to nie miałam siły żeby zabrać się za pisanie.

No ale jakoś napisałam to co widzicie.

Osobiście uważam że zawaliłam z tym rozdziałem.

Ale następny postaram się napisać dużo lepiej no i raczej będzie dłuższy :D

Komentujcie i wgl.

A no i sorka że błędy :P