piątek, 18 lipca 2014

Info. 2 ^^



   Niestety nowa notka pojawi się dopiero po moim powrocie….czyli pod koniec miesiąca.
Myślałam że dam rade ze wszystkim, no ale jak widać przygotowanie do wyjazdu pochłonęło większość mojego czasu.
Życzę wam udanych wakacji i wgl :D



A tu macie BVB *-*

środa, 16 lipca 2014

Info. :*


Hej kochani!! :*
Chciałam tylko wam powiedzieć że pisze nowego bloga!! :D
Zapraszam więc do czytania :P
http://in-the-end-bvb.blogspot.com/

A jeżeli chodzi o 10 rozdział to powinien pojawić się do piątku… a przynajmniej taki mam plan :*
I strasznie dziękuję za ponad 1000 wyświetleń :D jesteście wielcy!! :P :*:*

środa, 9 lipca 2014

9.

                                                       
*Aleks*
   Siedziałem w tej cholernej kuchni i wpatrywałem się w drzwi przez które wyszła dziewczyna. To co czułem było nie do opisania. Zawiodłem Jagodę, okłamałem ją a ona mi ufała. „Muszę ją odzyskać!”. Krzyczał głos w mojej głowie. Bolało mnie to że już nie rozmawia ze mną, nie uśmiechała się do mnie w ten słodki sposób. Wstałem i ruszyłem do mojego tymczasowego pokoju. Miałem dzisiaj wyjść w teren. Wszedłem do pomieszczenia i otworzyłem moją garderobę. Wszystkie znajdujące się tam ubrania były ciemnego koloru. Wybrałem czarne spodnie i koszule w tym samym kolorze. Potargałem swoje czarne włosy i ubrałem glany. Następnie przejrzałem się w lustrze i ruszyłem na łowy.

*Jagoda*
   Wpadłam do pokoju i trzasnęłam drzwiami.
   - Co on sobie myśli?! Że ja jemu tak po prostu przebaczę? O nie! Musi się postarać chłopak! – Mówiłam sama do siebie.
Podeszłam do ogromnej szafy i otworzyłam ją. Moim oczom ukazały się ubrania w ciemnych kolorach z ćwiekami i łańcuchami. Mimo że znajdowałam się w takiej kiepskiej sytuacji to zawartość szafy zwaliła mnie z nóg. Wyciągnęłam czarną koszulkę z nadrukiem „I hate you” i czarne spodenki z przyjemnego materiału. Następnie otworzyłam pierwszą z trzech szuflad, znajdowała się w niej bielizna, cała wykoronkowana i również w ciemnych kolorach. W drugiej szufladzie były dodatki, bransoletki, naszyjniki i kolczyki. W trzeciej szufladzie odkryłam pełno kosmetyków. Zabrałam z pierwszej szareczki czarny zestaw. Koło małej toaletki znajdowała się szafka, z której wyciągnęłam ręcznik i przybory do mycia zębów i ciała i ruszyłam do łazienki. Wyszłam z pokoju i weszłam do toalety dla dziewczyn. Było tam dziesięć kabin prysznicowych lecz żadna nie była zajęta. Nie zdziwiłam się jednak bo było jeszcze wcześnie. Weszłam do ostatniej kabiny i zamknęłam się na klucz. W środku było przestronnie, mały przedsionek i prysznic. Powiesiłam swoje rzeczy na wieszaku i poukładałam różne płyny w koszyczku. Po długim i przyjemnym prysznicu wytarłam się ręcznikiem i ubrałam ciuchy do spania. Wyszłam z kabiny i podeszłam do umywalki, umyłam zęby a następnie wyszłam z łazienki i wpadłam na kogoś, wszystko wyleciało mi z rąk.
   - Przepraszam. – Usłyszała znajomy głos.
   - Nie no spoko, Edgar?
   - O Jagoda. Jak tam? – Zapytał pomagając mi zbierać rzeczy z podłogi.
   - No bywało lepiej. – Uśmiechnęłam się smutno.
   - Fajna koszulka. – Uśmiechnął się. Jego wzrok trochę za długo spoczywał na moim biuście.
   - Ekhm… dzięki, ja już pójdę. – już kładłam rękę na klamce mojego pokoju gdy chłopak przemówił.
   - Mogę wejść? Pogadamy i w ogóle. – Zapytał niepewnie.
   - Tak, jasne. – Odparłam trochę niechętnie. Weszliśmy do pomieszczenia i usiedliśmy na łóżku.
   - Kto jest twoim trenerem? – Zapytał zaciekawiony.
   - Aleks.
   - Serio?
   - Mhmm… a co?
   - No wiesz, wszystkie laski stąd chcą mieć go za trenera. – Skrzywił się.
   -Czemu? – Zapytałam, ale znałam odpowiedź.
   - No bo wiesz, on jest niby taki przystojny i utalentowany… no i bardzo szybko skończył naukę i jak widzisz już jest trenerem.
   - To ile trzeba się szkolić? I ile on ma lat?
   - Szkolenie trwa około roku, u niego trwało chyba 8 miesięcy. – na jego twarzy pojawił się grymas, widać było że go nie lubi.
   - No ale ile on ma lat? – Zapytałam jeszcze raz z irytacją.
   - 19.
   - Co?! – wydarłam się.
   - No właśnie! I już jest trenerem! Przeważnie są to ludzie około trzydziestki! I niby co on ma czego inni nie mają?! – Edgar zaczął się bulwersować.
   - Znowu mnie okłamał – szepnęłam do siebie. – Edgar proszę idź już.
   - Co się stało?
   - Nic, jestem zmęczona. – Odprowadziłam chłopaka do drzwi i zamknęłam je na klucz.
Padłam na łóżko i schowałam twarz w poduszkach. „ Znowu to zrobił! Ciekawe co było prawdą w naszych relacjach?” te myśli tłukły się po mojej głowie dopóki nie znużył mnie sen.

<trzy tygodnie później>

   Wychodziłam z treningu. Na każdym z nich ćwiczyłam samokontrolę, przemieszczanie różnych przedmiotów, materializowanie i znikanie ich oraz zamieniałam jedną rzecz w drugą. Podreptałam do mojego pokoju ani słowem nie odzywając się do Aleksa. Dalej się z nim nie pogodziłam. Padłam na łóżko rozmyślając o następnym dniu. A mianowicie miały być wtedy moje siedemnaste urodziny. Bałam się ich, nie wiedziałam czego się spodziewać. Przez kilka dni prawie nic nie jadłam ze zdenerwowania, Edgar przychodził do mnie z posiłkami i wmuszał je we mnie. Zaprzyjaźniłam się z chłopakiem ale nie ufałam jemu do końca. Usłyszałam jak ktoś wchodzi do pomieszczenia, przekonana że to mój kolega powiedziałam.
   - I tak nic nie przełknę Edgar.
   - Przełkniesz i to nie Edgar. – Usiadłam na łóżku jak oparzona.
   - Co ty tu robisz? – Zapytałam zdezorientowana Aleksa.
   - Też się cieszę że cię widzę. Przyniosłem kolację i dzisiaj razem spędzimy noc. – Powiedział.
   - Ha! Chyba nie…
   - Oj źle mnie zrozumiałaś… jutro masz urodziny i ja będę nad tobą czuwał.
   - Nie dzięki.
   - Nie masz nic do gadania a teraz wcinaj. – Podał mi talerz z kanapkami.
   - Nic w siebie nie wcisnę. – Zaprotestowałam.
   - Wierzę w ciebie – uśmiechnął się łobuzersko, tak jak lubiłam. Zostały wmuszone we mnie dwie kanapki. Następnie położyłam się do łóżka i czekałam.
Przez cały ten czas nie zamieniłam słowa z chłopakiem. Ale napawałam się jego bliskością. Wiedziałam że niedługo poinformuje jego że już dawno jemu wybaczyłam. Popatrzyłam na zegarek. Była już 23:45, zaraz miało się zacząć. Aleks widząc moje zdenerwowanie powiedział.
   - Spokojnie, wszystko będzie dobrze, jestem tu i dasz rade. – Uśmiechnął się krzepiąco.
Nie wiadomo kiedy wybiła północ. Czekałam na ból czy coś takiego lecz nic się nie działo. Popatrzyłam niepewnie na mojego towarzysza. Już miałam coś powiedzieć lecz coś poczułam. Była to fala ciepła przepływająca przez moje ciało, czułam ją wszędzie i mimowolnie się uśmiechnęłam. Poczułam się silna, niezwyciężona. Po chwili uczucie to zniknęło i wszystko wróciło do normy.
   - Jak się czujesz?
   - Dobrze.
   - Co czułaś?
   - Ciepło i szczęście, tak to miało wyglądać? Czy ja przypadkiem nie miałam rozwalić pokoju czy coś? – Aleks zaśmiał się.
   - Czasami i tak się zdarza. Ale widać że dobrze radzisz sobie z samokontrolą.
   - Czy to znaczy że możesz już iść? – Mimo że to powiedziałam to nie miałam ochoty żeby odchodził.
   - Wiem że mi jeszcze nie wybaczyłaś i nie chcesz mnie widzieć ale musze zostać aż do rana.
   - Dobrze, ale ja idę spać, dobranoc. – Przykryłam się kołdrą i zasnęłam.

   Obudził mnie budzik o 8 godzinie. Wstałam więc niechętnie i zaczęłam się szykować na śniadanie. Popatrzałam na toaletkę, leżał na niej małe pudełeczko i liścik.
   Wszystkiego najlepszego!
   Mam nadzieje że ten mały prezencik
   przyniesie ci dużo radości!
                                                 Aleks.
   Otworzyłam szybko prezent od chłopaka. Moim oczom ukazał się czarny wisiorek z czarnym medalikiem zdobionym czerwonymi różami. Wzięłam go ro ręki a on się otworzył. W środku znajdowało się zdjęcie, była na nim cała moja rodzina. Tata, mama, Majka i ja. Łza zakręciła mi się w oku a następnie spłynęła po policzku. Szybko włożyłam go na szyję, ubrałam się i ruszyłam na śniadanie. Gdy wchodziłam do „stołówki” zobaczyłam Edgara siedzącego przy naszym stole. Podeszłam do niego i przywitałam się.
   - Sto lat Jadzia! – Wykrzyknął i pocałował mnie w policzek a następnie wręczył bombonierkę.
   - Dziękuję. – odparłam.
Resztę dnia spędziłam jak zawsze, czyli trening z przerwami na jedzenie. Następnego dnia miały mi dojść zajęcia fizyczne, czyli miałam się tam uczyć jak skopać parę tyłków.
Po treningu weszłam do mojego pokoju i zastałam w nim Edgara.
   - Ubierz się jakoś fajnie! – Powiedział tylko i wyszedł.
Pomyślałam że mu odbiło ale zrobiłam to co kazał i ubrałam się w czarną, obcisła sukienkę z długimi rękawami i założyłam do tego glany. Umalowałam się i poszłam do pokoju Edgara. Gdy weszłam do pomieszczenia chłopak był już gotowy do wyjścia. Miał na sobie granatowe spodnie i czarną koszulę.
   - Mam dla ciebie niespodziankę! Idziemy do klubu!
   - Co? – Zapytałam się.
   - No! A teraz bądź cicho bo nas przyłapią.
Wyszliśmy na korytarz i zakradliśmy się na tyły ośrodka. Chłopak sprawdził czy nikogo nie ma i wyprowadził mnie przez tylnie wyjście. Po 20 minutach staliśmy już pod klubem. Weszliśmy do środka i zamówiliśmy coś do picia. Nagle Edgar złapał mnie za rękę i poprowadził na parkiet. Przetańczyliśmy kilka piosenek i tańczylibyśmy dalej gdyby nie wezwały mnie sprawy łazienkowe. Oddaliłam się więc od chłopaka i ruszyłam w stronę toalety. Po załatwieniu potrzeby oprawiłam makijaż i wyszłam z łazienki. Ruszyłam słabo oświetlonym  korytarzem i już wchodziłam do sali gdy nagle poczułam mocne uderzenie w głowę. Przewróciłam się, przed oczami miałam mroczki i szumiało mi w uszach. Ktoś złapał mnie w tali i wytargał na tyły klubu. Czułam straszny smród bijący od śmietników i zimne powietrze.
   - No to teraz zabawimy się szmato. – Napastnik wysyczał mi do ucha a potem przygryzł je lekko. Zaczęłam krzyczeć i wyrywać się lecz nic to nie dało. – Zamknij się suko bo inaczej pożałujesz.
Mężczyzna zaczął mnie całować i rozpinać sobie pasek. Ciągle błądził rękami po moim ciele, było mi niedobrze, w tamtym momencie miałam ochotę zginąć! Czułam się brudna. Gdy ten brutal uporał się ze sprzączką od paska opuścił spodnie i zabrał się za ściąganie moich majtek. Płakałam i krzyczałam ale nikt mnie nie słyszał. Mój oprawca powoli pozbył się materiału a następnie uderzył mnie w twarz.
   - Cicho bądź bo mnie zdenerwujesz a nie chcesz tego. Prawda laleczko? – Zaśmiał się drwiąco.
Gorące łzy spływały po mojej twarzy. Mężczyzna już zabierał się do roboty gdy nagle jego ręce zniknęły. Upadłam na ziemie i patrzyłam jak ktoś bije niedoszłego gwałciciela. Gdy chłopak zorientował się że na niego patrzę podbiegł do mnie i mocno przytulił a ja rozszlochałam się na dobre. Kołysał mnie w swoich ramionach i powtarzał że to nie moja wina i że wszystko będzie dobrze. Gdy się uspokoiłam zapytałam się.
   - Jak mnie znalazłeś?
   - Wpadłem do ciebie żeby porozmawiać, miałem nadzieje że mi już wybaczyłaś ale ciebie nie było. Przeszukałem wszystkie miejsca w które chodzisz. Potem wpadłem na kolegę Edgara i wszystko mi wyśpiewał. Martwiłem się o ciebie. A gdzie jest ten bezmyślny debil? – Zapytał ze złością.
   - Przy barze i nie nazywaj go tak!
   - Ty już go nie broń! A teraz chodź, idziemy do domu.
Chciałam wstać ale nie mogłam więc Aleks wziął mnie na ręce. Następnie wsadził do samochodu i odjechał.
   - A co z Edgarem? – Zapytałam zaniepokojona.
   - Zaraz ktoś po niego przyjedzie. – Odparł.
Pod ośrodkiem chłopak pomógł mi wyjść z auta i znowu wziął na ręce, a następnie zaniósł do pokoju. Położył mnie na łóżku i już miał ode mnie odejść ale ja złapałam go za rękę.
   - Zostań! Proszę, ja nie chce teraz być sama. – Wyszeptałam.
Nie ospowiedział tylko położył się koło mnie i mocno przytulił, a potem zasęłam
     
                                                               




 No i mamy 9!! :D 
Jakoś nie mogłam się zabrać do pisania tego posta.
Mam nadzieje że chociaż troszkę będzie się wam podobał :D
Następny rozdział powinien się pojawić w poniedziałek albo we wtorek.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

8.



   - Nie dotykaj mnie! – Wrzasnęłam na niego gdy wyciągnął do mnie rękę. Jeszcze bardziej zwiększyłam odległość między nami. – Kto a raczej co to było? I kim ty jesteś do chuja?!
   - Uspokój się. – Powiedział spokojnie. – Powiem ci wszystko ale nie tutaj. Chodź.
   - Nie.
   - Jagoda dobrze wiesz że możesz mi ufać. Proszę cię. – Aleks wyciągnął do mnie rękę. Zignorowałam to i sama wstałam.
   - Prowadź. – Odetchnęłam głęboko.
  Podniósł rzucony wcześniej przez niego miecz, wytarł go o jakąś szmatę a następnie miecz złożył się do wielkości małego noża, schował go do pochwy i ruszył przed siebie, niechętnie poszłam za nim. Przez cała drogę milczeliśmy. Trzymałam się w pewnej odległości od niego. Po około trzydziestu minutach marszu dotarliśmy na obrzeża miasta. Zatrzymał się przed jakąś bramą i otworzył ją dziwnym kluczem a następnie zaprosił mnie teatralnym ukłonem abym ruszyła ścieżką. Przez kolejne pięć minut szliśmy żwirową dróżką. Po bokach rósł gęsto lasek. Nigdy nie byłam w tamtej części miasta. Przed nami zaczęła pojawiać się polana, na której stała ogromna posiadłość, przypominała ona zamek. Miała cztery piętra a po bokach znajdowały się wieżyczki. Cały budynek był wykonany w stylu barokowym i był tak piękny że zaparło mi dech w piersiach.
   - Chodź. – Nakazał mi mój towarzysz.
   - Gdzie my jesteśmy?
   - Zaraz wszystko tobie wyjaśnię, cierpliwości. – Odpowiedział tylko.
   - Super..- mruknęłam pod nosem z wściekłością.
  Wprowadził mnie do środka przez wielkie dębowe drzwi. Gdy tylko przekroczyłam próg stanęłam jak wryta. Hol był ogromny, piękna marmurowa podłoga, pełno kwiatów na drewnianych, zdobionych stolikach, ściany pomalowane na kremowy kolor a na nich ogromne portrety, zaczęłam się im przyglądać i to co zobaczyłam na jednym z nich sprawiło że zamarło mi serce a łzy napłynęły do oczu.
   - C…co tu r..robi mój ojciec? – Zapytałam cicho. Nic nie odpowiedział tylko popatrzył się na mnie i nakazał mi gestem dłoni iść za nim, lecz ja nie miałam zamiaru tego robić. – Głuchy jesteś?! Nie zamierzam nigdzie iść dopóki się nie dowiem!!  
   - Jak chcesz się czegokolwiek dowiedzieć to idź i rób co karze. – Odparł sucho.
Poszłam więc za nim wściekła i zrozpaczona. Weszliśmy po schodach na pierwsze piętro. Weszliśmy do pomieszczenia mieszczącego się za czarnymi, ciężkimi drzwiami. Okazało się że to wielka biblioteka z mahoniowymi stołami i miękkimi fotelami. Usiadłam na jednym z nich i czekałam na wyjaśnienia.
   - Czekam. – Warknęłam na niego.
   - Dobrze. Miałem powiedzieć to tobie jutro ale dzisiejsza sytuacja zmieniła trochę moje plany.
   - Do rzeczy. – Odparłam głosem wypranym z emocji.
   - No to tak… nie wiem od czego zacząć.. – Zamyślił się.
   - Najlepiej od początku..- Powiedziałam z sarkazmem.
   - Tak więc… jest pewna historia, powinna ona wyjaśnić tobie choć trochę . Przed wiekami na świecie panował spokój, a był on zawdzięczany aniołom. Chroniły one ludzi i całą Ziemię, żyli z przyrodą w zgodzie i harmonii. Pewnego dnia pewna grupa aniołów zbuntowała się i chciała przejąć władzę nad światem, mówili  ze ludzie nie są warci tego żebyśmy żyli z nimi w takich stosunkach, uważali że powinni nam służyć. Gdy owa grupa zaczęła wcielać swoje plany w życie, rada wtrąciła się w ich postępowanie i zostali oni wygnani z królestwa aniołów, Nieba, na Ziemię. Upadli chcąc zemścić się na aniołach zaczęli mordować istoty ludzkie. Anioły chcąc bronić ludzi stworzyli Posłańców, którzy mieli posyłać upadłych do piekła na wieczność. Posłańcy mieli nadprzyrodzone moce, mogli kontrolować materię, jednak nie mogli kontrolować zwierząt oraz ludzi lecz mogli wyczuwać ich intencję lub wpływać na ich zachowanie jak byli ulegli, oraz przenikać do ich snów. Wojna ta toczy się do dziś. Co jakiś czas pojedyncze anioły buntują się i zostają zesłani do reszty zdrajców. Upadli z czasem zaczęli się zmieniać, mogli przyjmować różne postacie i deformować się. Stali się cieniami.
   - Cieniami? – Zapytałam z niedowierzaniem. – Najarałeś się czegoś czy co?
   - Możesz mi nie przerywać? Wracając do tematu, my nazywamy ich cieniami, ludzie demonami, złymi mocami… Posłańcy mogli płodzić dzieci, pierworodne dziecko każdego z nich odziedziczało umiejętności, które zaczynają się ujawniać u każdego z nich około 15 roku życia a osiągają pełną moc w wieku 17 lat. Twój ojciec był naszym jakby to określić…przywódcą, jednak rok temu dopadły go cienie.
   - Jak to go dopadły?! Przecież on zginął w wypadku! Mówiłam tobie przecież! – Oburzyłam się.
   - Tak wam tylko powiedzieli, demony wysysają z człowieka całą  energię życiową, człowiek po takiej śmierci wygląda tragicznie, dlatego tak wam powiedziano. Posłuchaj Jagoda, ty jesteś jego pierworodną córką, odziedziczyłaś po nim moce, które obudziły się w tobie już w wieku 6 lat! To jest niewiarygodne. Za trzy tygodnie twoje umiejętności zbudzą się całkowicie, ty już jesteś silna a co dopiero jak skończysz 17 lat! Musisz przejść trening. To jest właśnie ośrodek treningowy jak i dom dla nas, mieszkają tu Posłańcy, jesteśmy tu bezpieczni ponieważ jest to miejsce święte. A od dziś jest to również twój dom.
   - Powaliło cię? Ja mam już dom!
   - Tam już nie jest bezpiecznie. Twój ojciec zabezpieczył go, ale z dniem w którym się o tym wszystkim dowiesz ochrona znika, cienie dopadną cię. A nam brakuje ludzi żeby dalej robili za twoja ochronę… - Zamilkł szybko.
   - Jak to dalej? Czy to znaczy że wy mnie śledzicie przez cały ten czas??
   - Uspokój się, masz całodobową ochronę. Tak na wypadek..- Speszył się.
   - Czy ty tez jesteś moim ochroniarzem?! – Zapytałam gniewnie.
   - Jagoda…
   - Czyli byłam dla ciebie tylko przydzielonym zadaniem?! – Zapytałam z rozpaczą.
   - Na początku tak, miałem się do ciebie zbliżyć, wszystko wyjaśnić i sprowadzić tutaj…
   - Jak mogłeś! A ja tobie ufałam! Nienawidzę cię!! – Wydarłam się na niego.
   - Proszę cię, zrozum mnie – Był zrozpaczony.
   - Nie zbliżaj się do mnie!! Nie chcę cię już więcej widzieć. – Odwróciłam się na pięcie i wyszłam z pomieszczenia.
  Nie chciałam tam już być, musiałam się wydostać. Zbiegłam po schodach i podbiegłam do drzwi frontowych, były zamknięte. Zaczęłam szukać innej drogi ucieczki ale nic z tego. W panice wpadłam na jakiegoś chłopaka, który złapał mnie w pasie i zaczął uspokajać.
   - Ciii, wszystko będzie dobrze. – Opadłam z sił i zaczęłam wypłakiwać się w ramię nieznajomego. – Jestem Edgar, a ty? – Zapytał mnie gdy już się uspokoiłam i wyplątałam z jego objęć.
   - Jagoda..
   - Jesteś nowa co? Dopiero się o wszystkim dowiedziałaś? – Uśmiechnął się smutno.
   - Tak… czy jest stąd jakieś wyjście? Muszę wrócić do domu.
   - Przykro mi ale musisz tu zostać. Nie puszcze cię teraz. – Odpowiedział smutno.
   - Dlaczego?
   -Ponieważ musisz przejść szkolenie, niestety ja też niemiałem innego wyboru.
   - Jagoda! Tu jesteś! Szukałem cię.- Podbiegł do nas zdyszany Aleks.
   - Niepotrzebnie! Mówiłam ci że nie chce cię widzieć, okłamałeś mnie! Wszystko to było jedno wielkie kłamstwo! – Powiedziałam a w gardle zaczęła rosnąć mi gula.
   - Posłuchaj…- Zaczął ale nie skończył bo zwrócił się do mojego towarzysza. – A ty co tu robisz?
   - Wracam z kolacji.- wyjaśnił.
   - To wracaj do pokoju. – Powiedział władczo Aleks.
   - A ty kim jesteś że mi rozkazujesz? – Zapytał zaczepnie.
   - Synem tymczasowego przywódcy! A teraz zmiataj.
   - Oh przepraszam już idę – Odparł zirytowany. – Do zobaczenia Jagoda! – Uśmiechnął się do mnie słodko a ja się zaczerwieniłam.
   - Kto to był? I czemu się czerwienisz? – Zapytał zły gdy Edgar odszedł.
   - A co cię to interesuje! Już nie jesteś moim ochroniarzem więc spadaj!
   - Jadziu, na początku byłaś tylko moim rozkazem ale ja naprawdę cię polubiłem i to bardzo. – Zbliżył się do mnie a ja odskoczyłam.
   - Nie dotykaj mnie! Już ci to mówiłam, a teraz zabierz mnie do domu! – rozkazałam. Popatrzał na mnie ze smutkiem, widać było że go zraniłam.
   - To nie możliwe. Teraz pokażę ci pokój. – Zaprowadziła mnie na drugie piętro i pokazał mój pokój. – Masz tu szafę z ubraniami, łazienka jest naprzeciwko twojego pokoju. Jak będziesz czegoś potrzebować daj mi znać.
   - Od ciebie nic już nie chcę. – popatrzał się tylko na mnie smutno i wyszedł.
Padłam zrozpaczona na łóżko i zaczęłam szlochać. Nie mogłam się uspokoić przez dość długi czas. Jak on mógł mnie tak oszukać? Ufałam mu! Jaka ja byłam głupia! Tylko te myśli tłukły się w mojej głowie. Nie wiedziałam kiedy zasnęłam z wykończenia.
   Obudziłam się gdy na dworze robiło się już jasno. Przeciągnęłam się i przewróciłam na drugi bok z zamiarem ponownego uśnięcia. Jednak po chwili wróciły do mnie wspomnienia z poprzedniego dnia i szubko usiadłam na łóżku. O nie, pewnie mama się o mnie martwi. Pomyślałam. Wstałam z łóżka i ruszyłam do łazienki. Gdy załatwiłam już potrzebę wyszłam z niej i jak najszybciej zniknęłam w „moim” pokoju. Gdy przekroczyłam próg stanęłam jak wryta.
   - Co ty tu robisz? – Warknęłam nieprzyjemnie. – Myślałam że wczoraj wyjaśniłam tobie jasno że nie chcę cię więcej widzieć.
   - Uspokój się. Od dziś jestem twoim trenerem..- poinformował mnie.
   - Ha! Chyba nie..!
   - Zbieraj się, za 10 minut masz być gotowa.- odparł tylko.
   - Chyba śnisz.. nie mam zamiaru nigdzie iść, no chyba że do domu! – Moje spojrzenie ciskało błyskawicami. Ruszyłam przed siebie i położyłam się na łóżku, wyciągnęłam słuchawki. – Zostaw mnie samą!
   - Chciałabyś..- Powiedział tylko i zanim się obejrzałam przerzucił mnie przez ramię tak że w tamtym momencie zwisałam głową w dół.
Zaczęłam okładać go pięściami po plecach i szarpać się. Niestety nic to nie pomogło. Wyszedł z pomieszczenia, wniósł mnie na czwarte piętro i przeszedł przez jakieś drzwi, następnie postawił mnie na ziemi.
   - Nigdy więcej tego nie rób! – Krzyknęłam i skierowałam się do wyjścia, drzwi były zamknięte. – Wypuść mnie!
   - Po treningu. – Uśmiechnął się z satysfakcję.
   - Phi..
   - Będziemy tu siedzieć tak długo dopóki nie opanujesz podstaw. – Poinformował mnie dalej rozbawiony moim zachowaniem. – A swoja drogą, nigdy nie myślałem że jesteś taka wojownicza.
   - Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz! I nie dowiesz się.. – uśmiechnęłam się nieszczerze. Widać było że sprawiłam jemu tym przykrość.
   - Są dwa etapy szkolenia. Pierwszy polega na okiełznaniu twoich umiejętności i nauczenie cię z nich korzystać. Drugi zaś polega na walce. Musisz nauczyć się zabijać cienie.
   - Powodzenia..
   - Usiądź. – Nakazał mi. Dopiero w tamtym momencie zwróciłam uwagę na otoczenie, stałam po środku szarego pokoju, w którym nie znajdowało się nic oprócz naszej dwójki.
   - Gdzie?
   - Na ziemi..- Mówiąc to sam usiadł po turecku i czekał na mnie, jakoś cały bunt ze mnie uleciał, usiadłam bo wiedziałam że i tak zmusiłby mnie do tego. Mimo iż byłam na niego wściekła to cieszyłam się że jestem w jego towarzystwie.
   - Co teraz? – Zapytałam obojętnym tanem.
   - Rozluźnij się… dobrze, pomyśl teraz o czymś miłym, odtrąć całą złość..
   -Łatwo powiedzieć. - Odburknęłam
   - Cicho, trzymaj – podał mi czerwoną piłeczkę.- zamknij oczy i wyobraź sobie że ta piłeczka drga, unosi się, szybuje. Musisz ją zobaczyć w swojej wyobraźni, spokojnie to wymaga cza…- zamilkł nagle a ja otworzyłam oczy. Piłka nie leżała już na mojej ręce tylko wisiała w powietrzu pomiędzy nami.
   - To ja miałam ćwiczyć a nie ty..- zadrwiłam.
   - Ale to ty robisz.
   - Jak ja? – Piłeczka spadła na ziemie. – Nic nie czułam, tylko widziałam w wyobraźni jak lewituje… to nie mogłam być ja.
   - Nic nie czułaś? Nie sprawiało ci to trudności? Mało komu udaje się coś takiego na pierwszej lekcji a jak nawet to tracą na tym sporo energii …to jest niesamowite. – Nie mógł się nadziwić.
Przez kilka godzin musiałam powtarzać tą czynność jeszcze miliony razy a jego entuzjazm nie słabł. Mówił że po takim czasie ćwiczeń powinnam być wykończona a głowa powinna mnie boleć niemiłosiernie, a ja natomiast miałam lekką migrenę i byłam strasznie głodna. Wyszliśmy więc z sali i ruszyliśmy do ogromnej kuchni, która mieściła się na parterze.
   - Na co masz ochotę?
   - Na nic – odpowiedziałam.
   - Jagoda, musisz jeść.. jak dla mnie to i tak jesteś za chuda a musisz mieć siły na treningi.
   - Męczysz, dobra zrób mi tosty z czekoladą. – Uśmiechnął się i zaczął robić mi przekąskę. – Dużo jest osób takich jak my?
   - Hmm… na świecie jest jeszcze kilka takich ośrodków, ale nas jest coraz mniej, cienie zmniejszają naszą liczebność co dnia a my nie wiemy jak sobie z tym poradzić. – Posmutniał.
   - Aha. – Speszyłam się.
   - Proszę, smacznego.-Postawił talerz pełen tostów przede mną i usiadł obok mnie. Zajadaliśmy się w ciszy.
   - Ja już pójdę. – Oznajmiłam po zjedzeniu.
   - Nie chcesz jeszcze zostać? – Zapytał z nadzieją.
   - Nie, od dziś jesteś tylko moim trenerem… i niech tak zostanie.
   - Proszę cię! Zapomnijmy o tym.
   - O czym? O tym że mnie oszukałeś? Nie, jakoś nie mam ochoty o tym zapomnieć. – Wyszłam szybko z kuchni i ruszyłam biegiem do mojego, tymczasowego pokoju.
`~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest i 8 :D ~
Oby się wam podobał! :D
Komentujcie i wgl!! Serio z każdego komentarza cieszę się jak z prezentu pod choinkę :D
Wakacje pięknie się zaczęły… tylko pada i pada -,-
Miłego wieczorku :*

piątek, 27 czerwca 2014

7.


Zamknęłam za sobą cichutko drzwi. Rozebrałam się i chciałam pójść do pokoju lecz drogę zastąpiła mi moja mama.
   - Gdzie byłaś?! – Warknęła ze złością.
   - Nigdzie.. – odburknęłam.
   - Nie przeginaj!
   - Ważne że wróciłam! – Krzyknęłam i wbiegłam po schodach.
   - Jeszcze nie skończyłam! – Usłyszałam za sobą.
   - A ja tak! I daj mi spokój. – Wbiegłam do pokoju i zamknęłam drzwi na klucz.
Usłyszałam tylko jak drzwi od sypialni mamy zamykają się. Miałam więc na tamten moment spokój. Wiedziałam że miała prawo się denerwować. Kochałam mamę i to bardzo, ale od śmierci taty zmieniła się, teraz tylko udaje że jest szczęśliwa. I mimo że wiedziałam, że mnie kocha to również wiedziałam że za śmierć ojca obwiniała mnie tak samo, jak ja obwiniałam samą siebie. Wgramoliłam się do łóżka i zasnęłam.

   Obudziłam się jak słońce za oknem było już wysoko. Był to poniedziałek. Miałam wolne od szkoły na tydzień. Wstałam i podreptałam pod prysznic. Moje myśli powędrowały do moich przyszłych urodzin. 14 marca. Nie cierpiałam tej daty, a to miało być za miesiąc. Owinęłam się ręcznikiem i ubrałam. Położyłam się na łóżku i wróciłam myślami do poprzedniego wieczoru. Całowałam się z Aleksem, ale to nic nie znaczyło. Nie mogło nic znaczyć. Byliśmy tylko przyjaciółmi i chciałam żeby tak już zostało. Przynajmniej na tamtą chwilę. To potoczyło się za szybko. Musiałam to sobie z nim wyjaśnić, musiałam jemu powiedzieć że nie byłam i nie wiedziałam kiedy będę gotowa na związek. Mając nadzieje że on o wszystkim już zapomniał, włączyłam muzykę. W głośnikach rozbrzmiały pierwsze dźwięki piosenki The death of me.

I ask myself over and over and over again
 Trapped in my brain
 Pull it out from the threads in my skull

 (Am I alone?)
 Surrounded by shadows I think I might just be suffocating
 The devil came to take me to hell,
 But I'm already there.

 Am I Insane?!
 Am I Insane?!
 Am I Insane?!
 The devil came to take me to hell,
 But I'm already there!

 I won't let you be the death of me,
 No, I refuse to let you bring me down. (Bring me down!)
 I won't let you make me out to be,
 The one who's in the wrong.
 And i've lost my mind before!

 But now I'm back!
 And I'm better than ever!

 (Am I Insane?)
 I've rolled myself over and screamed 'til I spit up blood.
 Trapped in my brain,
 The answer has taken my hands to pull my eyeballs out.

 (Am I Alone?)
 The voices who fight in my brain just won't fucking go away.
 The devil came to take me to hell,
 But I'm already there!

  Poczułam jak mój telefon wibruje pod poduszką. Śpiewając odblokowałam telefon i odczytałam wiadomość.
   Aleks: Czemu nie było cię w szkole? Chciałem pogadać bo wczoraj, a raczej dzisiaj nie było okazji bo zwiałaś. Martwię się :c
  Ja: Nie ma mnie w szkole do końca tygodnia. Musiałam zwiać bo nie chciałam cię budzić a mama się do mnie dobijała…
  Aleks: Mogłaś mnie obudzić a nie wracałaś o takiej godzinie sama do domu! A właśnie jak tam w domu?
  Ja: Nie wiem, mama była zła ale nie miałam ochoty z nią rozmawiać.
  Aleks: To moja wina… :c
  Ja: Przestań! To nie jest nikogo wina.. po prostu zasnęliśmy, chyba nas za to nie powieszą.. :P
  Aleks: Ehh, masz dzisiaj czas? :*
  Ja: Może… a co? :P
  Aleks: No bo może się spotkamy? ^^
  Ja: Oki, no to wpadnij koło 14 :D
  Aleks: Hahaha. Jest 14:30 ;D
  Ja: Serio?! O.o  No to o 15?
  Aleks: Dobrze :*
Przyłożyłam telefon do serca i przytuliłam. Zachowywałam się jak te wszystkie nastolatki z filmów i przez to zaczęłam się śmieć jak głupia. Wstałam i podeszłam do lusterka wraz z przyborami do malowania. Zrobiłam mój standardowy makijaż. Mocno pomalowane oczy, lekki jasny podkład, poprawiłam jeszcze tylko kolczyki i przyjrzałam się swojemu strojowi. Czarne rurki, które były standardem i fioletowa koszulka, zarzuciłam jeszcze zwykłą czarną bluzę, rozczesałam włosy i byłam gotowa do wyjścia. Gdy zakładałam moje kochane glany ktoś zapukał do drzwi. Założyłam jeszcze kurtkę i wyszłam na dwór do chłopaka. Jego promienny uśmiech spowodował u mnie szybsze bicie serca.
   - Hej – Przywitałam się z uśmiechem.
   - No hej – przytulił mnie na powitanie i ruszyliśmy przed siebie. Po kilku minutach maszerowania dotarliśmy nad malutki stawik w parku i usiedliśmy na ławce. Siedzieliśmy tak chwile w milczeniu a po chwili chłopak się do mnie przytulił.
   - Aleks? – Zapytałam niepewnie.
   - Tak?
   - No bo ja chciałam pogadać…
   - Jasne – Uśmiechnął się.
   -Bo ja cię lubię i w ogóle ale to się dzieje za szybko. Moglibyśmy na razie o tym co było wczoraj zapomnieć i dalej się przyjaźnić? No bo ja jeszcze nie jestem na to gotowa… - Wyrzuciłam z siebie cichutko i szybko.
   -Jagoda… ja rozumiem, jak chcesz możemy do tego nie wracać, ale dalej mi na tobie zależy. – Odpowiedział z czułością.

  Przez następne dwa i pół tygodnia jeszcze bardziej zbliżyłam się do Aleksa. Dużo ze sobą spędzaliśmy czasu, chodziliśmy razem do szkoły, uczyliśmy się i wygłupialiśmy. Widziałam w nim przyjaciela, którego nigdy nie miałam, mogłam z nim szczerze porozmawiać o wszystkim, był dla mnie oparciem. Tego dnia miałam wyjść z chłopakiem do kina. Był piątek, 22 lutego. Już prawie wychodziłam z domu gdy nagle zatrzymała mnie moja mama.
   - Gdzie wychodzisz?
   - Idę do kina. – Odparłam spokojnie.
   - Kiedy wrócisz?
   - Nie wiem.
   - Jagoda, nie bądź taka.. wiesz że się o ciebie martwię.
   - Wiem mamo, będę koło 22. Dobrze? – Zapytałam.
   - Dobrze. Kocham cię – Pocałowała mnie w czoło i wyszła, zostawiając mnie sama w pomieszczeniu. Ubrałam się ciepło i wyszłam. Z chłopakiem byłam umówiona na 19:30 pod kinem. Szłam więc powolutku w tamtą stronę, na ulicach było już dość ciemno i drogę oświecały tylko lampy. W tamtym okresie działo się coś dziwnego. Moje umiejętności tak jakby się wzmocniły, ale panowałam nad nimi i utrzymywałam kontrole nad wszystkim, a przyjęłam to z niemałym zdumieniem. Od kina dzieliły mnie jakieś dwie ulice, wtedy poczułam silny ucisk na moim ramieniu. Odwróciłam się gwałtownie i stanęłam oko w oko z jakimś mężczyzną. Miał on około dwudziestu paru lat. Był przystojny i to bardzo, około merta osiemdziesiąt a jego oczy były czarne jak smoła, nieprzeniknione i groźne.
   - Mam cię. – Warknął na mnie. Jego proste, białe zęby zaczęły żółknąć i deformować się. Krzyknęłam z przerażenia. Wepchnął mnie w jakąś uliczkę i spoliczkował. – Spokojnie mała. Jak będziesz grzeczna to nic nie poczujesz. Zabiję cię szybko i bezboleśnie. Ale nie teraz, jesteś mi jeszcze potrzebna. – Wysyczał i popchał mnie na śmietnik, wpadłam na niego z impetem i upadłam na ziemię.
  Zrobiło mi się ciemno przed oczami i dzwoniło mi w uszach. Napastnik śmiał się ze mnie jakbym była dla niego wspaniałą rozrywką. Nie wiadomo kiedy w uliczkę wbiegła zakapturzona postać z mieczem w ręku, tak z MIECZEM! Ja sama w szoku przypatrywałam się jak mój wybawca i ten stwór zadawali sobie ciosy, w sekundę wyrosły temu czemuś  ogromne ostre pazury, którymi próbował zabić chłopaka. Po chwili pochłonęła mnie całkowita ciemność.
  Ocknęłam się w czyiś ramionach. Tuż przy mojej twarzy znajdowała się twarz chłopaka. Powoli wracały mi wspomnienia z przed mojej utraty przytomności i odskoczyłam od niego jak oparzona. Byłam przerażona tym co się stało. Rozglądałam się niespokojnie i natrafiłam wzrokiem na truchlejące szczątki, które w ciągu kilku sekund zamieniły się w proch.
   - C..c..co się dzieje d..do cholery! – Zająkałam się a łzy mimowolnie popłynęły mi po policzkach.
   - Spokojnie, już po wszystkim. Jesteś już bezpieczna. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej! Hej! Jak tam i wgl? :D

Rozdzialik krótki ale to chyba norma :c No ale postaram się żeby następny był dłuższy.
Mam nadzieje że chociaż troszkę będzie się podobał :D
A tak na marginesie…. Jak tak zakończenie roku?! 
Czekam na komentarze !!  Te komy wiele dla mnie znaczą więc się nie krępujcie i piszcie!! Sorka za wszystkie błędy i literówki :D :*:* Miłego rozpoczęcia wakacji !!!!!! <33 x.x


Kocham to zdjęcie *-*
Andy<33