sobota, 2 sierpnia 2014

10.


*Aleks*
   Leżałem w łóżku z Jagodą. Okryłem ją kołdrą a ona mamrotała coś przez sen. Wyglądała uroczo. Mimo iż byłem wściekły na nią i tego całego Edgara to cieszyłem się że jest cała i zdrowa. Po jakimś czasie wstałem powoli z łóżka i wyszedłem jak najciszej z pokoju. Następnie skierowałem się w stronę gabinetu ojca. Gdy znalazłem się w środku wszyscy już na mnie czekali, ten chłopak również.
   - Aleksandrze, w samą porę. Tak więc Edgarze, czy wiesz na jakie niebezpieczeństwo naraziłeś siebie?! Już nie wspomnę o tej dziewczynie! Czy zdajesz sobie sprawę kim ona jest! Gdyby coś jej się stało poniósłbyś ogromne konsekwencję! Za to wykroczenie zostaniesz ukarany, nie wyrzucimy cię bo jesteś jednym z nas, lecz teraz nie masz prawa opuszczania swojego pokoju między treningami i posiłkami. Zrozumiano! – Warknął na niego. – A teraz zejdź mi z oczu. I nie próbuj złamać tego nakazu. Będziemy cię pilnować. – Gdy Edgar wyszedł ojciec zwrócił się ponownie do mnie. – Co z nią?
   - Teraz śpi, ma kilka siniaków i zadrapań. – Odparłem z goryczą.
   - Co się tam wydarzyło?
   - Gdy dotarłem do baru chłopak siedział sam przy barze, pomyślałem więc że Jagoda poszła do łazienki, tam jednak tez jej nie było. Już miałem wracać i jeszcze raz przeszukać sale główną gdy usłyszałem krzyk i pobiegłem tam. Jakiś mężczyzna dobierał się do niej, gdybym się spóźnił… - przerwałem, nie mogłem dłużej o tym rozmawiać.
   - Ale zdążyłeś synu. Wiem że ona wiele dla ciebie znaczy. Wracaj do niej i upewnij się czy wszystko z nią w porządku.
Tak też zrobiłem. Wszedłem po cichu do jej sypialni i zamknęłem drzwi na klucz.
Dziewczyna spała spokojnie. Wyjęłem z jej szafy za duży czarny podkoszulek i usiadłem koło niej. Odkryłem ją i powoli zdjęłem z niej sukienkę. Speszyłem się ponieważ nie miała na sobie majtek. „Skurwysyn!” pomyślałem i szybko włożyłem jej jakąś bieliznę. Gdy miałem zakładać jej koszulkę moja uwagę przykuły bladoróżowe kreski na brzuchu. Przejechałem po nich palcem. Na biodrach i górnej części ud również je miała. Niektóre blizny były już stare, ale znalazłem kilka świeżych ran, które powstały kilka dni temu. Zszokowany założyłem jej tą cholerna koszulkę i sprawdziłem ręce. Tam jednak nic nie znalazłem. Cięła się ona w miejscach, które mogła zasłonić. Ale dlaczego to robiła? Tego nie wiedziałem, ale miałem zamiar się dowiedzieć. Ściągnęłem buty i kurtkę a następnie wgramoliłem się na łóżko i przytuliłem Jagodę. Następnie przykryłem nas kołdrą i usnąłem.

*Jagoda* 
   Szłam pusta drogą, nogi bolały mnie niemiłosiernie i strasznie męczyło mnie pragnienie. Betonowa droga zaczęła przeradzać się w piaszczysta dróżkę. Słońce wisiało wysoko na niebie i ogrzewało moje ciało. Przystanęłam i ściągnęłam moją skórzana kurtkę i rzuciłam na ziemie. Jednak upał dalej mi doskwierał. Otarłam ręką spocone czoło i ruszyłam w dalszą drogę. Już nie byłam w mieście ale na pustyni. Temperatura wciąż rosła i rosła. Przede mną pojawił się jakiś bar. Nie myśląc długo weszłam do środka. Jednak tam również nikogo nie było, weszłam więc za ladę i nalałam sobie wody do szklanki, którą szybko opróżniłam. Gdy ugasiłam już swoje pragnienie weszłam do łazienki i przemyłam twarz zimna wodą. Chciałam wyjść tylnym wyjściem i ruszyć w dalszą drogę. Gdy otworzyłam drzwi uderzył mnie straszny smród dochodzący ze śmietnika. Zmarszczyłam nos i gdy już miałam odejść usłyszałam śmiech.
   - Już idziesz? A kto zapłaci za wodę? – Za mną stał wysoki mężczyzna. Miał na sobie okulary, długie spodnie i białą koszulkę.
   - Ja…ja nie mam pieniędzy.
   - Oj mała, to niedobrze. Ale i tak mi zapłacisz.
Podszedł do mnie i złapał za łokcie. Nie mogłam się ruszyć, nogi wrosły mi w ziemie. Facet zaczął mnie rozbierać a mój krzyk rozległ się po całej pustyni.

   Usiadłam na łóżku, mój krzyk wypełniał pomieszczenie. Byłam zlana potem a z oczy płynęły mi łzy. Nagle ktoś mnie dotknął w ramie a ja podskoczyłam i zaczęłam jeszcze głośniej krzyczeć.
   - Ciii – Usłyszałam i zobaczyłam jak Aleks podnosi ręce do góry. Głos uwiązł mi w gardle a po policzkach spływał mi jeszcze większy strumień łez. Chłopak przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Wtuliłam się w niego i zaczęłam szlochać. Nie wiem ile trwaliśmy w tym uścisku. Sekundy? Minuty? Godziny? Wiem tylko że w jego ramionach czułam się bezpieczna. Gdy uspokoiłam się całkowicie zaczęłam trzeźwiej myśleć. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to, to że miałam na sobie koszulkę a nie sukienkę.
   - Kiedy się przebrałam? – Zapytałam zachrypniętym głosem. Aleks się speszył.
   - Ja cię przebrałem. – Na jego policzkach wykwitł delikatny rumieniec.
   - Ja…ja… - nie mogłam skleić żadnego słowa. Czułam się zawstydzona.
   - Nie gniewaj się.
   - Nie gniewam się, po prostu zaskoczyłeś mnie…. A tak w ogóle to dziękuję za wczoraj, gdyby nie ty to nie wiem co by się ze mną stało. – Przy ostatnich słowach głos mi się załamał a do oczu napłynęły kolejne nieproszone łzy.
   - Jagoda, już po wszystkim. – Powiedział i znowu mnie przytulił. – Co jednak nie zmienia faktu że jestem na ciebie wściekły. – Ton jego głosy się zmienił, było w nim słychać jego frustracje i gniew. – Nie tak bardzo ja na tego dupka ale jednak. Jak mogłaś postąpić tak głupio?! – Odsunęłam się od niego. – Po pierwsze cienie mogły cię dopaść! Nie wiem co bym zrobił gdyby coś się tobie stało! – Opanował się trochę i popatrzył  na mnie z czułością.
   - Przepraszam. – Powiedziałam tylko cicho.
   - Nie przepraszaj. Ale obiecaj mi że więcej nie postąpisz tak lekkomyślnie.
   - Ale..
   - Obiecaj! – Naciskał.
   - Okej, obiecuję.
   - Dobrze. – znowu mnie przytulił. – Możemy o czymś porozmawiać?
   - Jasne. – Odparłam.
   - Wyjaśnisz mi czemu to robisz? – Zapytał smutno.
   - Ale co robię?
   - To. – Podciągnął moją koszulkę do góry i pokazał oszpecone ciało. Szybko z powrotem zasłoniłam się materiałem i chciałam się od niego odsunąć ale trzymał mnie mocno.
   -Ja…to….to nie jest twoja sprawa. – Odparłam oburzona.
   - Jest moją sprawą, bo się o ciebie martwię i cię k… i jesteś dla mnie ważna! Proszę, zaufaj mi. – Widać było smutek w oczach.
   - Dobrze. Ale…
   - Proszę.
   - Jak ojciec odszedł to ja się załamałam. Nie potrafiłam się z nikim dogadać. Ból, który tkwił w moim sercu był nie do wytrzymania. Okaleczałam się żeby poczuć ulgę. A i tak ten ból fizyczny był niczym w porównaniu z psychicznym. Obelgi w szkole również nie poprawiały mojego stanu i ja…ja nie mogłam sobie z tym poradzić, nie byłam w stanie. No i wtedy pojawiłeś się.. ty. Mój promyk w tej ciemności, w której tkwiłam. Dzięki tobie było mi lepiej, ale potem myślałam że ty zrobiłeś to z przymusu…. Że nic już dla ciebie nie znaczę i to wróciło, wszystko ze zdwojona siłą. I potem Edgar trochę uśmierzył ten ból, tylko że to nie było to samo. Brakowało mi ciebie. Mojego Aleksa. – Uśmiechnęłam się blado a on przytulił mnie mocniej do siebie.
   - Mi tez ciebie brakowało, bardzo. A teraz połóżmy się jeszcze spać, dobrze? Jest jeszcze bardzo wcześnie.
   - Dobrze.
Ułożyliśmy się wygodnie, wtuliłam się w niego jak mała małpka. Wyszeptałam jeszcze „Dobranoc” i usnęłam. Tym razem nie obudził mnie już żaden koszmar.

   - Jadzia, wstawaj. – Wyszeptał mi do ucha Aleks.
   - Idź sobie, chcę spać. – Nie miałam zamiaru ruszyć się z miejsca.
   - Wstawaj. – Powiedział troszkę głośniej.
   - Nie, spadaj. – Po tych łowach rzucił się na mnie i razem spadliśmy na podłogę z niemałym hukiem. Chłopak śmiał się głośno a ja okładałam go pięściami również chichotając jak chora umysłowo.
   - Chodź idziemy na śniadanie.- Uśmiechał się od ucha do ucha.
   - Dobra. Tylko się ubiorę. – Pokazałam mu język. I zebrałam swoje zacne dupsko z podłogi a następnie zabrałam kilka ubrań z szafy. – A teraz wyjdź.
   - Oj tam nie wstydź się, wczoraj ja cię przebierałem. – Jak widać całe jego zażenowanie tą sytuacją uszło wczoraj. Tak to był mój Aleks.
   - Wyjdź!
   - Nie. – Pokazał mi język.
   - Ugh… przynajmniej się odwróć!
   - Hmm… no nie wiem, nie wiem.
   - Aleks! – Zgromiłam go wzrokiem ale w moich oczach skakała wesołość.
   - No dobrze. – Westchnął.
Gdy się odwrócił szybko ściągnęłam koszulkę, w której spałam i założyłam czystą, na nogi wciągnęłam krótkie spodenki ponieważ w budynku było ciepło. Chłopak przez cały czas niby grzecznie stał. Ja już przebrana rozpędziłam się i wskoczyłam mojemu przyjacielowi na plecy. On odruchowo złapał mnie oszołomiony.
   - Jazda na śniadanie mój wierny rumaku! – Chłopak dalej jednak stał w miejscu oszołomiony. - No patatajaj!
   - Patatajaj? – Zaczął śmiać się w niebogłosy i zgodnie z poleceniem ruszył w drogę. Całą drogę do stołówki mijaliśmy zdziwionych i rozbawionych pobratymców a ich miny powodowały u nas jeszcze większe salwy śmiechy. W stołówce posadził mnie na krześle i ukłonił się przede mną.
   - Dobra siadaj debilu.
Usiadł koło mnie i zaczęliśmy jeść posiłek. Zauważyłam że Edgar usiadł na końcu sali i unikał ze mną kontaktu wzrokowego. Wstałam więc od stolika i ruszyłam w jego kierunku. Aleks próbował mnie zatrzymać ale zignorowałam go.
   - Miałeś duże kłopoty? – Zapytałam gdy już stałam przy nim.
   - Odejdź, proszę.
   - Co się stało?
   - Co się stało?! Mam zakaz opuszczania mojego pokoju między treningami i posiłkami! A to wszystko przez tego dupka. – Wskazał na mój stolik, gdzie siedział chłopak.
   - Nie przez niego! Tylko przez to że poszliśmy na tą imprezę.- Zaprotestowałam.
   - Gdyby tam nie przylazł byłoby teraz po staremu! – Warknął.
   - Po staremu?! – krzyknęłam i zaraz ściszyłam głos do szeptu. – Gdyby on tam się nie zjawił to leżałabym teraz w jakimś rowie martwa i zgwałcona.
   - Że co? – oczy wyszły mu na wierzch.
   - To co słyszysz. – odwróciłam się na pięcie i skierowałam się w stronę wyjścia. Chłopak krzyknął jeszcze za mną ale ja już wyszłam. Gdy wchodziłam na schody złapał mnie za rękę.
   - Zostaw mnie! – Warknęłam. A po policzku znowu popłynęła łza. Miałam już dość płaczu ale to było silniejsze ode mnie.
   - Nie zostawię! – Odwrócił mnie w swoja stronę i stanęłam oko w oko nie z Edgarem tylko z Aleksem. – Nie zostawię, bo cię kocham.

Powiedziawszy to złączył nasze usta w pocałunku.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~``
Masakra!!! Jestem na siebie taka zła że nie wiem!!! Rozdział miał się pojawić przed moim wyjazdem ale oczywiście nic z tego nie wyszło. A po powrocie ktoś zawsze musiał mi przeszkodzić! ;/

Jak nie kuzynka, która zadawała milion pytań na minutę to rodzice ciągle zaganiali mnie do sprzątania.

A jak już miałam czas to nie miałam siły żeby zabrać się za pisanie.

No ale jakoś napisałam to co widzicie.

Osobiście uważam że zawaliłam z tym rozdziałem.

Ale następny postaram się napisać dużo lepiej no i raczej będzie dłuższy :D

Komentujcie i wgl.

A no i sorka że błędy :P

piątek, 18 lipca 2014

Info. 2 ^^



   Niestety nowa notka pojawi się dopiero po moim powrocie….czyli pod koniec miesiąca.
Myślałam że dam rade ze wszystkim, no ale jak widać przygotowanie do wyjazdu pochłonęło większość mojego czasu.
Życzę wam udanych wakacji i wgl :D



A tu macie BVB *-*

środa, 16 lipca 2014

Info. :*


Hej kochani!! :*
Chciałam tylko wam powiedzieć że pisze nowego bloga!! :D
Zapraszam więc do czytania :P
http://in-the-end-bvb.blogspot.com/

A jeżeli chodzi o 10 rozdział to powinien pojawić się do piątku… a przynajmniej taki mam plan :*
I strasznie dziękuję za ponad 1000 wyświetleń :D jesteście wielcy!! :P :*:*

środa, 9 lipca 2014

9.

                                                       
*Aleks*
   Siedziałem w tej cholernej kuchni i wpatrywałem się w drzwi przez które wyszła dziewczyna. To co czułem było nie do opisania. Zawiodłem Jagodę, okłamałem ją a ona mi ufała. „Muszę ją odzyskać!”. Krzyczał głos w mojej głowie. Bolało mnie to że już nie rozmawia ze mną, nie uśmiechała się do mnie w ten słodki sposób. Wstałem i ruszyłem do mojego tymczasowego pokoju. Miałem dzisiaj wyjść w teren. Wszedłem do pomieszczenia i otworzyłem moją garderobę. Wszystkie znajdujące się tam ubrania były ciemnego koloru. Wybrałem czarne spodnie i koszule w tym samym kolorze. Potargałem swoje czarne włosy i ubrałem glany. Następnie przejrzałem się w lustrze i ruszyłem na łowy.

*Jagoda*
   Wpadłam do pokoju i trzasnęłam drzwiami.
   - Co on sobie myśli?! Że ja jemu tak po prostu przebaczę? O nie! Musi się postarać chłopak! – Mówiłam sama do siebie.
Podeszłam do ogromnej szafy i otworzyłam ją. Moim oczom ukazały się ubrania w ciemnych kolorach z ćwiekami i łańcuchami. Mimo że znajdowałam się w takiej kiepskiej sytuacji to zawartość szafy zwaliła mnie z nóg. Wyciągnęłam czarną koszulkę z nadrukiem „I hate you” i czarne spodenki z przyjemnego materiału. Następnie otworzyłam pierwszą z trzech szuflad, znajdowała się w niej bielizna, cała wykoronkowana i również w ciemnych kolorach. W drugiej szufladzie były dodatki, bransoletki, naszyjniki i kolczyki. W trzeciej szufladzie odkryłam pełno kosmetyków. Zabrałam z pierwszej szareczki czarny zestaw. Koło małej toaletki znajdowała się szafka, z której wyciągnęłam ręcznik i przybory do mycia zębów i ciała i ruszyłam do łazienki. Wyszłam z pokoju i weszłam do toalety dla dziewczyn. Było tam dziesięć kabin prysznicowych lecz żadna nie była zajęta. Nie zdziwiłam się jednak bo było jeszcze wcześnie. Weszłam do ostatniej kabiny i zamknęłam się na klucz. W środku było przestronnie, mały przedsionek i prysznic. Powiesiłam swoje rzeczy na wieszaku i poukładałam różne płyny w koszyczku. Po długim i przyjemnym prysznicu wytarłam się ręcznikiem i ubrałam ciuchy do spania. Wyszłam z kabiny i podeszłam do umywalki, umyłam zęby a następnie wyszłam z łazienki i wpadłam na kogoś, wszystko wyleciało mi z rąk.
   - Przepraszam. – Usłyszała znajomy głos.
   - Nie no spoko, Edgar?
   - O Jagoda. Jak tam? – Zapytał pomagając mi zbierać rzeczy z podłogi.
   - No bywało lepiej. – Uśmiechnęłam się smutno.
   - Fajna koszulka. – Uśmiechnął się. Jego wzrok trochę za długo spoczywał na moim biuście.
   - Ekhm… dzięki, ja już pójdę. – już kładłam rękę na klamce mojego pokoju gdy chłopak przemówił.
   - Mogę wejść? Pogadamy i w ogóle. – Zapytał niepewnie.
   - Tak, jasne. – Odparłam trochę niechętnie. Weszliśmy do pomieszczenia i usiedliśmy na łóżku.
   - Kto jest twoim trenerem? – Zapytał zaciekawiony.
   - Aleks.
   - Serio?
   - Mhmm… a co?
   - No wiesz, wszystkie laski stąd chcą mieć go za trenera. – Skrzywił się.
   -Czemu? – Zapytałam, ale znałam odpowiedź.
   - No bo wiesz, on jest niby taki przystojny i utalentowany… no i bardzo szybko skończył naukę i jak widzisz już jest trenerem.
   - To ile trzeba się szkolić? I ile on ma lat?
   - Szkolenie trwa około roku, u niego trwało chyba 8 miesięcy. – na jego twarzy pojawił się grymas, widać było że go nie lubi.
   - No ale ile on ma lat? – Zapytałam jeszcze raz z irytacją.
   - 19.
   - Co?! – wydarłam się.
   - No właśnie! I już jest trenerem! Przeważnie są to ludzie około trzydziestki! I niby co on ma czego inni nie mają?! – Edgar zaczął się bulwersować.
   - Znowu mnie okłamał – szepnęłam do siebie. – Edgar proszę idź już.
   - Co się stało?
   - Nic, jestem zmęczona. – Odprowadziłam chłopaka do drzwi i zamknęłam je na klucz.
Padłam na łóżko i schowałam twarz w poduszkach. „ Znowu to zrobił! Ciekawe co było prawdą w naszych relacjach?” te myśli tłukły się po mojej głowie dopóki nie znużył mnie sen.

<trzy tygodnie później>

   Wychodziłam z treningu. Na każdym z nich ćwiczyłam samokontrolę, przemieszczanie różnych przedmiotów, materializowanie i znikanie ich oraz zamieniałam jedną rzecz w drugą. Podreptałam do mojego pokoju ani słowem nie odzywając się do Aleksa. Dalej się z nim nie pogodziłam. Padłam na łóżko rozmyślając o następnym dniu. A mianowicie miały być wtedy moje siedemnaste urodziny. Bałam się ich, nie wiedziałam czego się spodziewać. Przez kilka dni prawie nic nie jadłam ze zdenerwowania, Edgar przychodził do mnie z posiłkami i wmuszał je we mnie. Zaprzyjaźniłam się z chłopakiem ale nie ufałam jemu do końca. Usłyszałam jak ktoś wchodzi do pomieszczenia, przekonana że to mój kolega powiedziałam.
   - I tak nic nie przełknę Edgar.
   - Przełkniesz i to nie Edgar. – Usiadłam na łóżku jak oparzona.
   - Co ty tu robisz? – Zapytałam zdezorientowana Aleksa.
   - Też się cieszę że cię widzę. Przyniosłem kolację i dzisiaj razem spędzimy noc. – Powiedział.
   - Ha! Chyba nie…
   - Oj źle mnie zrozumiałaś… jutro masz urodziny i ja będę nad tobą czuwał.
   - Nie dzięki.
   - Nie masz nic do gadania a teraz wcinaj. – Podał mi talerz z kanapkami.
   - Nic w siebie nie wcisnę. – Zaprotestowałam.
   - Wierzę w ciebie – uśmiechnął się łobuzersko, tak jak lubiłam. Zostały wmuszone we mnie dwie kanapki. Następnie położyłam się do łóżka i czekałam.
Przez cały ten czas nie zamieniłam słowa z chłopakiem. Ale napawałam się jego bliskością. Wiedziałam że niedługo poinformuje jego że już dawno jemu wybaczyłam. Popatrzyłam na zegarek. Była już 23:45, zaraz miało się zacząć. Aleks widząc moje zdenerwowanie powiedział.
   - Spokojnie, wszystko będzie dobrze, jestem tu i dasz rade. – Uśmiechnął się krzepiąco.
Nie wiadomo kiedy wybiła północ. Czekałam na ból czy coś takiego lecz nic się nie działo. Popatrzyłam niepewnie na mojego towarzysza. Już miałam coś powiedzieć lecz coś poczułam. Była to fala ciepła przepływająca przez moje ciało, czułam ją wszędzie i mimowolnie się uśmiechnęłam. Poczułam się silna, niezwyciężona. Po chwili uczucie to zniknęło i wszystko wróciło do normy.
   - Jak się czujesz?
   - Dobrze.
   - Co czułaś?
   - Ciepło i szczęście, tak to miało wyglądać? Czy ja przypadkiem nie miałam rozwalić pokoju czy coś? – Aleks zaśmiał się.
   - Czasami i tak się zdarza. Ale widać że dobrze radzisz sobie z samokontrolą.
   - Czy to znaczy że możesz już iść? – Mimo że to powiedziałam to nie miałam ochoty żeby odchodził.
   - Wiem że mi jeszcze nie wybaczyłaś i nie chcesz mnie widzieć ale musze zostać aż do rana.
   - Dobrze, ale ja idę spać, dobranoc. – Przykryłam się kołdrą i zasnęłam.

   Obudził mnie budzik o 8 godzinie. Wstałam więc niechętnie i zaczęłam się szykować na śniadanie. Popatrzałam na toaletkę, leżał na niej małe pudełeczko i liścik.
   Wszystkiego najlepszego!
   Mam nadzieje że ten mały prezencik
   przyniesie ci dużo radości!
                                                 Aleks.
   Otworzyłam szybko prezent od chłopaka. Moim oczom ukazał się czarny wisiorek z czarnym medalikiem zdobionym czerwonymi różami. Wzięłam go ro ręki a on się otworzył. W środku znajdowało się zdjęcie, była na nim cała moja rodzina. Tata, mama, Majka i ja. Łza zakręciła mi się w oku a następnie spłynęła po policzku. Szybko włożyłam go na szyję, ubrałam się i ruszyłam na śniadanie. Gdy wchodziłam do „stołówki” zobaczyłam Edgara siedzącego przy naszym stole. Podeszłam do niego i przywitałam się.
   - Sto lat Jadzia! – Wykrzyknął i pocałował mnie w policzek a następnie wręczył bombonierkę.
   - Dziękuję. – odparłam.
Resztę dnia spędziłam jak zawsze, czyli trening z przerwami na jedzenie. Następnego dnia miały mi dojść zajęcia fizyczne, czyli miałam się tam uczyć jak skopać parę tyłków.
Po treningu weszłam do mojego pokoju i zastałam w nim Edgara.
   - Ubierz się jakoś fajnie! – Powiedział tylko i wyszedł.
Pomyślałam że mu odbiło ale zrobiłam to co kazał i ubrałam się w czarną, obcisła sukienkę z długimi rękawami i założyłam do tego glany. Umalowałam się i poszłam do pokoju Edgara. Gdy weszłam do pomieszczenia chłopak był już gotowy do wyjścia. Miał na sobie granatowe spodnie i czarną koszulę.
   - Mam dla ciebie niespodziankę! Idziemy do klubu!
   - Co? – Zapytałam się.
   - No! A teraz bądź cicho bo nas przyłapią.
Wyszliśmy na korytarz i zakradliśmy się na tyły ośrodka. Chłopak sprawdził czy nikogo nie ma i wyprowadził mnie przez tylnie wyjście. Po 20 minutach staliśmy już pod klubem. Weszliśmy do środka i zamówiliśmy coś do picia. Nagle Edgar złapał mnie za rękę i poprowadził na parkiet. Przetańczyliśmy kilka piosenek i tańczylibyśmy dalej gdyby nie wezwały mnie sprawy łazienkowe. Oddaliłam się więc od chłopaka i ruszyłam w stronę toalety. Po załatwieniu potrzeby oprawiłam makijaż i wyszłam z łazienki. Ruszyłam słabo oświetlonym  korytarzem i już wchodziłam do sali gdy nagle poczułam mocne uderzenie w głowę. Przewróciłam się, przed oczami miałam mroczki i szumiało mi w uszach. Ktoś złapał mnie w tali i wytargał na tyły klubu. Czułam straszny smród bijący od śmietników i zimne powietrze.
   - No to teraz zabawimy się szmato. – Napastnik wysyczał mi do ucha a potem przygryzł je lekko. Zaczęłam krzyczeć i wyrywać się lecz nic to nie dało. – Zamknij się suko bo inaczej pożałujesz.
Mężczyzna zaczął mnie całować i rozpinać sobie pasek. Ciągle błądził rękami po moim ciele, było mi niedobrze, w tamtym momencie miałam ochotę zginąć! Czułam się brudna. Gdy ten brutal uporał się ze sprzączką od paska opuścił spodnie i zabrał się za ściąganie moich majtek. Płakałam i krzyczałam ale nikt mnie nie słyszał. Mój oprawca powoli pozbył się materiału a następnie uderzył mnie w twarz.
   - Cicho bądź bo mnie zdenerwujesz a nie chcesz tego. Prawda laleczko? – Zaśmiał się drwiąco.
Gorące łzy spływały po mojej twarzy. Mężczyzna już zabierał się do roboty gdy nagle jego ręce zniknęły. Upadłam na ziemie i patrzyłam jak ktoś bije niedoszłego gwałciciela. Gdy chłopak zorientował się że na niego patrzę podbiegł do mnie i mocno przytulił a ja rozszlochałam się na dobre. Kołysał mnie w swoich ramionach i powtarzał że to nie moja wina i że wszystko będzie dobrze. Gdy się uspokoiłam zapytałam się.
   - Jak mnie znalazłeś?
   - Wpadłem do ciebie żeby porozmawiać, miałem nadzieje że mi już wybaczyłaś ale ciebie nie było. Przeszukałem wszystkie miejsca w które chodzisz. Potem wpadłem na kolegę Edgara i wszystko mi wyśpiewał. Martwiłem się o ciebie. A gdzie jest ten bezmyślny debil? – Zapytał ze złością.
   - Przy barze i nie nazywaj go tak!
   - Ty już go nie broń! A teraz chodź, idziemy do domu.
Chciałam wstać ale nie mogłam więc Aleks wziął mnie na ręce. Następnie wsadził do samochodu i odjechał.
   - A co z Edgarem? – Zapytałam zaniepokojona.
   - Zaraz ktoś po niego przyjedzie. – Odparł.
Pod ośrodkiem chłopak pomógł mi wyjść z auta i znowu wziął na ręce, a następnie zaniósł do pokoju. Położył mnie na łóżku i już miał ode mnie odejść ale ja złapałam go za rękę.
   - Zostań! Proszę, ja nie chce teraz być sama. – Wyszeptałam.
Nie ospowiedział tylko położył się koło mnie i mocno przytulił, a potem zasęłam
     
                                                               




 No i mamy 9!! :D 
Jakoś nie mogłam się zabrać do pisania tego posta.
Mam nadzieje że chociaż troszkę będzie się wam podobał :D
Następny rozdział powinien się pojawić w poniedziałek albo we wtorek.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

8.



   - Nie dotykaj mnie! – Wrzasnęłam na niego gdy wyciągnął do mnie rękę. Jeszcze bardziej zwiększyłam odległość między nami. – Kto a raczej co to było? I kim ty jesteś do chuja?!
   - Uspokój się. – Powiedział spokojnie. – Powiem ci wszystko ale nie tutaj. Chodź.
   - Nie.
   - Jagoda dobrze wiesz że możesz mi ufać. Proszę cię. – Aleks wyciągnął do mnie rękę. Zignorowałam to i sama wstałam.
   - Prowadź. – Odetchnęłam głęboko.
  Podniósł rzucony wcześniej przez niego miecz, wytarł go o jakąś szmatę a następnie miecz złożył się do wielkości małego noża, schował go do pochwy i ruszył przed siebie, niechętnie poszłam za nim. Przez cała drogę milczeliśmy. Trzymałam się w pewnej odległości od niego. Po około trzydziestu minutach marszu dotarliśmy na obrzeża miasta. Zatrzymał się przed jakąś bramą i otworzył ją dziwnym kluczem a następnie zaprosił mnie teatralnym ukłonem abym ruszyła ścieżką. Przez kolejne pięć minut szliśmy żwirową dróżką. Po bokach rósł gęsto lasek. Nigdy nie byłam w tamtej części miasta. Przed nami zaczęła pojawiać się polana, na której stała ogromna posiadłość, przypominała ona zamek. Miała cztery piętra a po bokach znajdowały się wieżyczki. Cały budynek był wykonany w stylu barokowym i był tak piękny że zaparło mi dech w piersiach.
   - Chodź. – Nakazał mi mój towarzysz.
   - Gdzie my jesteśmy?
   - Zaraz wszystko tobie wyjaśnię, cierpliwości. – Odpowiedział tylko.
   - Super..- mruknęłam pod nosem z wściekłością.
  Wprowadził mnie do środka przez wielkie dębowe drzwi. Gdy tylko przekroczyłam próg stanęłam jak wryta. Hol był ogromny, piękna marmurowa podłoga, pełno kwiatów na drewnianych, zdobionych stolikach, ściany pomalowane na kremowy kolor a na nich ogromne portrety, zaczęłam się im przyglądać i to co zobaczyłam na jednym z nich sprawiło że zamarło mi serce a łzy napłynęły do oczu.
   - C…co tu r..robi mój ojciec? – Zapytałam cicho. Nic nie odpowiedział tylko popatrzył się na mnie i nakazał mi gestem dłoni iść za nim, lecz ja nie miałam zamiaru tego robić. – Głuchy jesteś?! Nie zamierzam nigdzie iść dopóki się nie dowiem!!  
   - Jak chcesz się czegokolwiek dowiedzieć to idź i rób co karze. – Odparł sucho.
Poszłam więc za nim wściekła i zrozpaczona. Weszliśmy po schodach na pierwsze piętro. Weszliśmy do pomieszczenia mieszczącego się za czarnymi, ciężkimi drzwiami. Okazało się że to wielka biblioteka z mahoniowymi stołami i miękkimi fotelami. Usiadłam na jednym z nich i czekałam na wyjaśnienia.
   - Czekam. – Warknęłam na niego.
   - Dobrze. Miałem powiedzieć to tobie jutro ale dzisiejsza sytuacja zmieniła trochę moje plany.
   - Do rzeczy. – Odparłam głosem wypranym z emocji.
   - No to tak… nie wiem od czego zacząć.. – Zamyślił się.
   - Najlepiej od początku..- Powiedziałam z sarkazmem.
   - Tak więc… jest pewna historia, powinna ona wyjaśnić tobie choć trochę . Przed wiekami na świecie panował spokój, a był on zawdzięczany aniołom. Chroniły one ludzi i całą Ziemię, żyli z przyrodą w zgodzie i harmonii. Pewnego dnia pewna grupa aniołów zbuntowała się i chciała przejąć władzę nad światem, mówili  ze ludzie nie są warci tego żebyśmy żyli z nimi w takich stosunkach, uważali że powinni nam służyć. Gdy owa grupa zaczęła wcielać swoje plany w życie, rada wtrąciła się w ich postępowanie i zostali oni wygnani z królestwa aniołów, Nieba, na Ziemię. Upadli chcąc zemścić się na aniołach zaczęli mordować istoty ludzkie. Anioły chcąc bronić ludzi stworzyli Posłańców, którzy mieli posyłać upadłych do piekła na wieczność. Posłańcy mieli nadprzyrodzone moce, mogli kontrolować materię, jednak nie mogli kontrolować zwierząt oraz ludzi lecz mogli wyczuwać ich intencję lub wpływać na ich zachowanie jak byli ulegli, oraz przenikać do ich snów. Wojna ta toczy się do dziś. Co jakiś czas pojedyncze anioły buntują się i zostają zesłani do reszty zdrajców. Upadli z czasem zaczęli się zmieniać, mogli przyjmować różne postacie i deformować się. Stali się cieniami.
   - Cieniami? – Zapytałam z niedowierzaniem. – Najarałeś się czegoś czy co?
   - Możesz mi nie przerywać? Wracając do tematu, my nazywamy ich cieniami, ludzie demonami, złymi mocami… Posłańcy mogli płodzić dzieci, pierworodne dziecko każdego z nich odziedziczało umiejętności, które zaczynają się ujawniać u każdego z nich około 15 roku życia a osiągają pełną moc w wieku 17 lat. Twój ojciec był naszym jakby to określić…przywódcą, jednak rok temu dopadły go cienie.
   - Jak to go dopadły?! Przecież on zginął w wypadku! Mówiłam tobie przecież! – Oburzyłam się.
   - Tak wam tylko powiedzieli, demony wysysają z człowieka całą  energię życiową, człowiek po takiej śmierci wygląda tragicznie, dlatego tak wam powiedziano. Posłuchaj Jagoda, ty jesteś jego pierworodną córką, odziedziczyłaś po nim moce, które obudziły się w tobie już w wieku 6 lat! To jest niewiarygodne. Za trzy tygodnie twoje umiejętności zbudzą się całkowicie, ty już jesteś silna a co dopiero jak skończysz 17 lat! Musisz przejść trening. To jest właśnie ośrodek treningowy jak i dom dla nas, mieszkają tu Posłańcy, jesteśmy tu bezpieczni ponieważ jest to miejsce święte. A od dziś jest to również twój dom.
   - Powaliło cię? Ja mam już dom!
   - Tam już nie jest bezpiecznie. Twój ojciec zabezpieczył go, ale z dniem w którym się o tym wszystkim dowiesz ochrona znika, cienie dopadną cię. A nam brakuje ludzi żeby dalej robili za twoja ochronę… - Zamilkł szybko.
   - Jak to dalej? Czy to znaczy że wy mnie śledzicie przez cały ten czas??
   - Uspokój się, masz całodobową ochronę. Tak na wypadek..- Speszył się.
   - Czy ty tez jesteś moim ochroniarzem?! – Zapytałam gniewnie.
   - Jagoda…
   - Czyli byłam dla ciebie tylko przydzielonym zadaniem?! – Zapytałam z rozpaczą.
   - Na początku tak, miałem się do ciebie zbliżyć, wszystko wyjaśnić i sprowadzić tutaj…
   - Jak mogłeś! A ja tobie ufałam! Nienawidzę cię!! – Wydarłam się na niego.
   - Proszę cię, zrozum mnie – Był zrozpaczony.
   - Nie zbliżaj się do mnie!! Nie chcę cię już więcej widzieć. – Odwróciłam się na pięcie i wyszłam z pomieszczenia.
  Nie chciałam tam już być, musiałam się wydostać. Zbiegłam po schodach i podbiegłam do drzwi frontowych, były zamknięte. Zaczęłam szukać innej drogi ucieczki ale nic z tego. W panice wpadłam na jakiegoś chłopaka, który złapał mnie w pasie i zaczął uspokajać.
   - Ciii, wszystko będzie dobrze. – Opadłam z sił i zaczęłam wypłakiwać się w ramię nieznajomego. – Jestem Edgar, a ty? – Zapytał mnie gdy już się uspokoiłam i wyplątałam z jego objęć.
   - Jagoda..
   - Jesteś nowa co? Dopiero się o wszystkim dowiedziałaś? – Uśmiechnął się smutno.
   - Tak… czy jest stąd jakieś wyjście? Muszę wrócić do domu.
   - Przykro mi ale musisz tu zostać. Nie puszcze cię teraz. – Odpowiedział smutno.
   - Dlaczego?
   -Ponieważ musisz przejść szkolenie, niestety ja też niemiałem innego wyboru.
   - Jagoda! Tu jesteś! Szukałem cię.- Podbiegł do nas zdyszany Aleks.
   - Niepotrzebnie! Mówiłam ci że nie chce cię widzieć, okłamałeś mnie! Wszystko to było jedno wielkie kłamstwo! – Powiedziałam a w gardle zaczęła rosnąć mi gula.
   - Posłuchaj…- Zaczął ale nie skończył bo zwrócił się do mojego towarzysza. – A ty co tu robisz?
   - Wracam z kolacji.- wyjaśnił.
   - To wracaj do pokoju. – Powiedział władczo Aleks.
   - A ty kim jesteś że mi rozkazujesz? – Zapytał zaczepnie.
   - Synem tymczasowego przywódcy! A teraz zmiataj.
   - Oh przepraszam już idę – Odparł zirytowany. – Do zobaczenia Jagoda! – Uśmiechnął się do mnie słodko a ja się zaczerwieniłam.
   - Kto to był? I czemu się czerwienisz? – Zapytał zły gdy Edgar odszedł.
   - A co cię to interesuje! Już nie jesteś moim ochroniarzem więc spadaj!
   - Jadziu, na początku byłaś tylko moim rozkazem ale ja naprawdę cię polubiłem i to bardzo. – Zbliżył się do mnie a ja odskoczyłam.
   - Nie dotykaj mnie! Już ci to mówiłam, a teraz zabierz mnie do domu! – rozkazałam. Popatrzał na mnie ze smutkiem, widać było że go zraniłam.
   - To nie możliwe. Teraz pokażę ci pokój. – Zaprowadziła mnie na drugie piętro i pokazał mój pokój. – Masz tu szafę z ubraniami, łazienka jest naprzeciwko twojego pokoju. Jak będziesz czegoś potrzebować daj mi znać.
   - Od ciebie nic już nie chcę. – popatrzał się tylko na mnie smutno i wyszedł.
Padłam zrozpaczona na łóżko i zaczęłam szlochać. Nie mogłam się uspokoić przez dość długi czas. Jak on mógł mnie tak oszukać? Ufałam mu! Jaka ja byłam głupia! Tylko te myśli tłukły się w mojej głowie. Nie wiedziałam kiedy zasnęłam z wykończenia.
   Obudziłam się gdy na dworze robiło się już jasno. Przeciągnęłam się i przewróciłam na drugi bok z zamiarem ponownego uśnięcia. Jednak po chwili wróciły do mnie wspomnienia z poprzedniego dnia i szubko usiadłam na łóżku. O nie, pewnie mama się o mnie martwi. Pomyślałam. Wstałam z łóżka i ruszyłam do łazienki. Gdy załatwiłam już potrzebę wyszłam z niej i jak najszybciej zniknęłam w „moim” pokoju. Gdy przekroczyłam próg stanęłam jak wryta.
   - Co ty tu robisz? – Warknęłam nieprzyjemnie. – Myślałam że wczoraj wyjaśniłam tobie jasno że nie chcę cię więcej widzieć.
   - Uspokój się. Od dziś jestem twoim trenerem..- poinformował mnie.
   - Ha! Chyba nie..!
   - Zbieraj się, za 10 minut masz być gotowa.- odparł tylko.
   - Chyba śnisz.. nie mam zamiaru nigdzie iść, no chyba że do domu! – Moje spojrzenie ciskało błyskawicami. Ruszyłam przed siebie i położyłam się na łóżku, wyciągnęłam słuchawki. – Zostaw mnie samą!
   - Chciałabyś..- Powiedział tylko i zanim się obejrzałam przerzucił mnie przez ramię tak że w tamtym momencie zwisałam głową w dół.
Zaczęłam okładać go pięściami po plecach i szarpać się. Niestety nic to nie pomogło. Wyszedł z pomieszczenia, wniósł mnie na czwarte piętro i przeszedł przez jakieś drzwi, następnie postawił mnie na ziemi.
   - Nigdy więcej tego nie rób! – Krzyknęłam i skierowałam się do wyjścia, drzwi były zamknięte. – Wypuść mnie!
   - Po treningu. – Uśmiechnął się z satysfakcję.
   - Phi..
   - Będziemy tu siedzieć tak długo dopóki nie opanujesz podstaw. – Poinformował mnie dalej rozbawiony moim zachowaniem. – A swoja drogą, nigdy nie myślałem że jesteś taka wojownicza.
   - Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz! I nie dowiesz się.. – uśmiechnęłam się nieszczerze. Widać było że sprawiłam jemu tym przykrość.
   - Są dwa etapy szkolenia. Pierwszy polega na okiełznaniu twoich umiejętności i nauczenie cię z nich korzystać. Drugi zaś polega na walce. Musisz nauczyć się zabijać cienie.
   - Powodzenia..
   - Usiądź. – Nakazał mi. Dopiero w tamtym momencie zwróciłam uwagę na otoczenie, stałam po środku szarego pokoju, w którym nie znajdowało się nic oprócz naszej dwójki.
   - Gdzie?
   - Na ziemi..- Mówiąc to sam usiadł po turecku i czekał na mnie, jakoś cały bunt ze mnie uleciał, usiadłam bo wiedziałam że i tak zmusiłby mnie do tego. Mimo iż byłam na niego wściekła to cieszyłam się że jestem w jego towarzystwie.
   - Co teraz? – Zapytałam obojętnym tanem.
   - Rozluźnij się… dobrze, pomyśl teraz o czymś miłym, odtrąć całą złość..
   -Łatwo powiedzieć. - Odburknęłam
   - Cicho, trzymaj – podał mi czerwoną piłeczkę.- zamknij oczy i wyobraź sobie że ta piłeczka drga, unosi się, szybuje. Musisz ją zobaczyć w swojej wyobraźni, spokojnie to wymaga cza…- zamilkł nagle a ja otworzyłam oczy. Piłka nie leżała już na mojej ręce tylko wisiała w powietrzu pomiędzy nami.
   - To ja miałam ćwiczyć a nie ty..- zadrwiłam.
   - Ale to ty robisz.
   - Jak ja? – Piłeczka spadła na ziemie. – Nic nie czułam, tylko widziałam w wyobraźni jak lewituje… to nie mogłam być ja.
   - Nic nie czułaś? Nie sprawiało ci to trudności? Mało komu udaje się coś takiego na pierwszej lekcji a jak nawet to tracą na tym sporo energii …to jest niesamowite. – Nie mógł się nadziwić.
Przez kilka godzin musiałam powtarzać tą czynność jeszcze miliony razy a jego entuzjazm nie słabł. Mówił że po takim czasie ćwiczeń powinnam być wykończona a głowa powinna mnie boleć niemiłosiernie, a ja natomiast miałam lekką migrenę i byłam strasznie głodna. Wyszliśmy więc z sali i ruszyliśmy do ogromnej kuchni, która mieściła się na parterze.
   - Na co masz ochotę?
   - Na nic – odpowiedziałam.
   - Jagoda, musisz jeść.. jak dla mnie to i tak jesteś za chuda a musisz mieć siły na treningi.
   - Męczysz, dobra zrób mi tosty z czekoladą. – Uśmiechnął się i zaczął robić mi przekąskę. – Dużo jest osób takich jak my?
   - Hmm… na świecie jest jeszcze kilka takich ośrodków, ale nas jest coraz mniej, cienie zmniejszają naszą liczebność co dnia a my nie wiemy jak sobie z tym poradzić. – Posmutniał.
   - Aha. – Speszyłam się.
   - Proszę, smacznego.-Postawił talerz pełen tostów przede mną i usiadł obok mnie. Zajadaliśmy się w ciszy.
   - Ja już pójdę. – Oznajmiłam po zjedzeniu.
   - Nie chcesz jeszcze zostać? – Zapytał z nadzieją.
   - Nie, od dziś jesteś tylko moim trenerem… i niech tak zostanie.
   - Proszę cię! Zapomnijmy o tym.
   - O czym? O tym że mnie oszukałeś? Nie, jakoś nie mam ochoty o tym zapomnieć. – Wyszłam szybko z kuchni i ruszyłam biegiem do mojego, tymczasowego pokoju.
`~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest i 8 :D ~
Oby się wam podobał! :D
Komentujcie i wgl!! Serio z każdego komentarza cieszę się jak z prezentu pod choinkę :D
Wakacje pięknie się zaczęły… tylko pada i pada -,-
Miłego wieczorku :*