poniedziałek, 30 czerwca 2014

8.



   - Nie dotykaj mnie! – Wrzasnęłam na niego gdy wyciągnął do mnie rękę. Jeszcze bardziej zwiększyłam odległość między nami. – Kto a raczej co to było? I kim ty jesteś do chuja?!
   - Uspokój się. – Powiedział spokojnie. – Powiem ci wszystko ale nie tutaj. Chodź.
   - Nie.
   - Jagoda dobrze wiesz że możesz mi ufać. Proszę cię. – Aleks wyciągnął do mnie rękę. Zignorowałam to i sama wstałam.
   - Prowadź. – Odetchnęłam głęboko.
  Podniósł rzucony wcześniej przez niego miecz, wytarł go o jakąś szmatę a następnie miecz złożył się do wielkości małego noża, schował go do pochwy i ruszył przed siebie, niechętnie poszłam za nim. Przez cała drogę milczeliśmy. Trzymałam się w pewnej odległości od niego. Po około trzydziestu minutach marszu dotarliśmy na obrzeża miasta. Zatrzymał się przed jakąś bramą i otworzył ją dziwnym kluczem a następnie zaprosił mnie teatralnym ukłonem abym ruszyła ścieżką. Przez kolejne pięć minut szliśmy żwirową dróżką. Po bokach rósł gęsto lasek. Nigdy nie byłam w tamtej części miasta. Przed nami zaczęła pojawiać się polana, na której stała ogromna posiadłość, przypominała ona zamek. Miała cztery piętra a po bokach znajdowały się wieżyczki. Cały budynek był wykonany w stylu barokowym i był tak piękny że zaparło mi dech w piersiach.
   - Chodź. – Nakazał mi mój towarzysz.
   - Gdzie my jesteśmy?
   - Zaraz wszystko tobie wyjaśnię, cierpliwości. – Odpowiedział tylko.
   - Super..- mruknęłam pod nosem z wściekłością.
  Wprowadził mnie do środka przez wielkie dębowe drzwi. Gdy tylko przekroczyłam próg stanęłam jak wryta. Hol był ogromny, piękna marmurowa podłoga, pełno kwiatów na drewnianych, zdobionych stolikach, ściany pomalowane na kremowy kolor a na nich ogromne portrety, zaczęłam się im przyglądać i to co zobaczyłam na jednym z nich sprawiło że zamarło mi serce a łzy napłynęły do oczu.
   - C…co tu r..robi mój ojciec? – Zapytałam cicho. Nic nie odpowiedział tylko popatrzył się na mnie i nakazał mi gestem dłoni iść za nim, lecz ja nie miałam zamiaru tego robić. – Głuchy jesteś?! Nie zamierzam nigdzie iść dopóki się nie dowiem!!  
   - Jak chcesz się czegokolwiek dowiedzieć to idź i rób co karze. – Odparł sucho.
Poszłam więc za nim wściekła i zrozpaczona. Weszliśmy po schodach na pierwsze piętro. Weszliśmy do pomieszczenia mieszczącego się za czarnymi, ciężkimi drzwiami. Okazało się że to wielka biblioteka z mahoniowymi stołami i miękkimi fotelami. Usiadłam na jednym z nich i czekałam na wyjaśnienia.
   - Czekam. – Warknęłam na niego.
   - Dobrze. Miałem powiedzieć to tobie jutro ale dzisiejsza sytuacja zmieniła trochę moje plany.
   - Do rzeczy. – Odparłam głosem wypranym z emocji.
   - No to tak… nie wiem od czego zacząć.. – Zamyślił się.
   - Najlepiej od początku..- Powiedziałam z sarkazmem.
   - Tak więc… jest pewna historia, powinna ona wyjaśnić tobie choć trochę . Przed wiekami na świecie panował spokój, a był on zawdzięczany aniołom. Chroniły one ludzi i całą Ziemię, żyli z przyrodą w zgodzie i harmonii. Pewnego dnia pewna grupa aniołów zbuntowała się i chciała przejąć władzę nad światem, mówili  ze ludzie nie są warci tego żebyśmy żyli z nimi w takich stosunkach, uważali że powinni nam służyć. Gdy owa grupa zaczęła wcielać swoje plany w życie, rada wtrąciła się w ich postępowanie i zostali oni wygnani z królestwa aniołów, Nieba, na Ziemię. Upadli chcąc zemścić się na aniołach zaczęli mordować istoty ludzkie. Anioły chcąc bronić ludzi stworzyli Posłańców, którzy mieli posyłać upadłych do piekła na wieczność. Posłańcy mieli nadprzyrodzone moce, mogli kontrolować materię, jednak nie mogli kontrolować zwierząt oraz ludzi lecz mogli wyczuwać ich intencję lub wpływać na ich zachowanie jak byli ulegli, oraz przenikać do ich snów. Wojna ta toczy się do dziś. Co jakiś czas pojedyncze anioły buntują się i zostają zesłani do reszty zdrajców. Upadli z czasem zaczęli się zmieniać, mogli przyjmować różne postacie i deformować się. Stali się cieniami.
   - Cieniami? – Zapytałam z niedowierzaniem. – Najarałeś się czegoś czy co?
   - Możesz mi nie przerywać? Wracając do tematu, my nazywamy ich cieniami, ludzie demonami, złymi mocami… Posłańcy mogli płodzić dzieci, pierworodne dziecko każdego z nich odziedziczało umiejętności, które zaczynają się ujawniać u każdego z nich około 15 roku życia a osiągają pełną moc w wieku 17 lat. Twój ojciec był naszym jakby to określić…przywódcą, jednak rok temu dopadły go cienie.
   - Jak to go dopadły?! Przecież on zginął w wypadku! Mówiłam tobie przecież! – Oburzyłam się.
   - Tak wam tylko powiedzieli, demony wysysają z człowieka całą  energię życiową, człowiek po takiej śmierci wygląda tragicznie, dlatego tak wam powiedziano. Posłuchaj Jagoda, ty jesteś jego pierworodną córką, odziedziczyłaś po nim moce, które obudziły się w tobie już w wieku 6 lat! To jest niewiarygodne. Za trzy tygodnie twoje umiejętności zbudzą się całkowicie, ty już jesteś silna a co dopiero jak skończysz 17 lat! Musisz przejść trening. To jest właśnie ośrodek treningowy jak i dom dla nas, mieszkają tu Posłańcy, jesteśmy tu bezpieczni ponieważ jest to miejsce święte. A od dziś jest to również twój dom.
   - Powaliło cię? Ja mam już dom!
   - Tam już nie jest bezpiecznie. Twój ojciec zabezpieczył go, ale z dniem w którym się o tym wszystkim dowiesz ochrona znika, cienie dopadną cię. A nam brakuje ludzi żeby dalej robili za twoja ochronę… - Zamilkł szybko.
   - Jak to dalej? Czy to znaczy że wy mnie śledzicie przez cały ten czas??
   - Uspokój się, masz całodobową ochronę. Tak na wypadek..- Speszył się.
   - Czy ty tez jesteś moim ochroniarzem?! – Zapytałam gniewnie.
   - Jagoda…
   - Czyli byłam dla ciebie tylko przydzielonym zadaniem?! – Zapytałam z rozpaczą.
   - Na początku tak, miałem się do ciebie zbliżyć, wszystko wyjaśnić i sprowadzić tutaj…
   - Jak mogłeś! A ja tobie ufałam! Nienawidzę cię!! – Wydarłam się na niego.
   - Proszę cię, zrozum mnie – Był zrozpaczony.
   - Nie zbliżaj się do mnie!! Nie chcę cię już więcej widzieć. – Odwróciłam się na pięcie i wyszłam z pomieszczenia.
  Nie chciałam tam już być, musiałam się wydostać. Zbiegłam po schodach i podbiegłam do drzwi frontowych, były zamknięte. Zaczęłam szukać innej drogi ucieczki ale nic z tego. W panice wpadłam na jakiegoś chłopaka, który złapał mnie w pasie i zaczął uspokajać.
   - Ciii, wszystko będzie dobrze. – Opadłam z sił i zaczęłam wypłakiwać się w ramię nieznajomego. – Jestem Edgar, a ty? – Zapytał mnie gdy już się uspokoiłam i wyplątałam z jego objęć.
   - Jagoda..
   - Jesteś nowa co? Dopiero się o wszystkim dowiedziałaś? – Uśmiechnął się smutno.
   - Tak… czy jest stąd jakieś wyjście? Muszę wrócić do domu.
   - Przykro mi ale musisz tu zostać. Nie puszcze cię teraz. – Odpowiedział smutno.
   - Dlaczego?
   -Ponieważ musisz przejść szkolenie, niestety ja też niemiałem innego wyboru.
   - Jagoda! Tu jesteś! Szukałem cię.- Podbiegł do nas zdyszany Aleks.
   - Niepotrzebnie! Mówiłam ci że nie chce cię widzieć, okłamałeś mnie! Wszystko to było jedno wielkie kłamstwo! – Powiedziałam a w gardle zaczęła rosnąć mi gula.
   - Posłuchaj…- Zaczął ale nie skończył bo zwrócił się do mojego towarzysza. – A ty co tu robisz?
   - Wracam z kolacji.- wyjaśnił.
   - To wracaj do pokoju. – Powiedział władczo Aleks.
   - A ty kim jesteś że mi rozkazujesz? – Zapytał zaczepnie.
   - Synem tymczasowego przywódcy! A teraz zmiataj.
   - Oh przepraszam już idę – Odparł zirytowany. – Do zobaczenia Jagoda! – Uśmiechnął się do mnie słodko a ja się zaczerwieniłam.
   - Kto to był? I czemu się czerwienisz? – Zapytał zły gdy Edgar odszedł.
   - A co cię to interesuje! Już nie jesteś moim ochroniarzem więc spadaj!
   - Jadziu, na początku byłaś tylko moim rozkazem ale ja naprawdę cię polubiłem i to bardzo. – Zbliżył się do mnie a ja odskoczyłam.
   - Nie dotykaj mnie! Już ci to mówiłam, a teraz zabierz mnie do domu! – rozkazałam. Popatrzał na mnie ze smutkiem, widać było że go zraniłam.
   - To nie możliwe. Teraz pokażę ci pokój. – Zaprowadziła mnie na drugie piętro i pokazał mój pokój. – Masz tu szafę z ubraniami, łazienka jest naprzeciwko twojego pokoju. Jak będziesz czegoś potrzebować daj mi znać.
   - Od ciebie nic już nie chcę. – popatrzał się tylko na mnie smutno i wyszedł.
Padłam zrozpaczona na łóżko i zaczęłam szlochać. Nie mogłam się uspokoić przez dość długi czas. Jak on mógł mnie tak oszukać? Ufałam mu! Jaka ja byłam głupia! Tylko te myśli tłukły się w mojej głowie. Nie wiedziałam kiedy zasnęłam z wykończenia.
   Obudziłam się gdy na dworze robiło się już jasno. Przeciągnęłam się i przewróciłam na drugi bok z zamiarem ponownego uśnięcia. Jednak po chwili wróciły do mnie wspomnienia z poprzedniego dnia i szubko usiadłam na łóżku. O nie, pewnie mama się o mnie martwi. Pomyślałam. Wstałam z łóżka i ruszyłam do łazienki. Gdy załatwiłam już potrzebę wyszłam z niej i jak najszybciej zniknęłam w „moim” pokoju. Gdy przekroczyłam próg stanęłam jak wryta.
   - Co ty tu robisz? – Warknęłam nieprzyjemnie. – Myślałam że wczoraj wyjaśniłam tobie jasno że nie chcę cię więcej widzieć.
   - Uspokój się. Od dziś jestem twoim trenerem..- poinformował mnie.
   - Ha! Chyba nie..!
   - Zbieraj się, za 10 minut masz być gotowa.- odparł tylko.
   - Chyba śnisz.. nie mam zamiaru nigdzie iść, no chyba że do domu! – Moje spojrzenie ciskało błyskawicami. Ruszyłam przed siebie i położyłam się na łóżku, wyciągnęłam słuchawki. – Zostaw mnie samą!
   - Chciałabyś..- Powiedział tylko i zanim się obejrzałam przerzucił mnie przez ramię tak że w tamtym momencie zwisałam głową w dół.
Zaczęłam okładać go pięściami po plecach i szarpać się. Niestety nic to nie pomogło. Wyszedł z pomieszczenia, wniósł mnie na czwarte piętro i przeszedł przez jakieś drzwi, następnie postawił mnie na ziemi.
   - Nigdy więcej tego nie rób! – Krzyknęłam i skierowałam się do wyjścia, drzwi były zamknięte. – Wypuść mnie!
   - Po treningu. – Uśmiechnął się z satysfakcję.
   - Phi..
   - Będziemy tu siedzieć tak długo dopóki nie opanujesz podstaw. – Poinformował mnie dalej rozbawiony moim zachowaniem. – A swoja drogą, nigdy nie myślałem że jesteś taka wojownicza.
   - Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz! I nie dowiesz się.. – uśmiechnęłam się nieszczerze. Widać było że sprawiłam jemu tym przykrość.
   - Są dwa etapy szkolenia. Pierwszy polega na okiełznaniu twoich umiejętności i nauczenie cię z nich korzystać. Drugi zaś polega na walce. Musisz nauczyć się zabijać cienie.
   - Powodzenia..
   - Usiądź. – Nakazał mi. Dopiero w tamtym momencie zwróciłam uwagę na otoczenie, stałam po środku szarego pokoju, w którym nie znajdowało się nic oprócz naszej dwójki.
   - Gdzie?
   - Na ziemi..- Mówiąc to sam usiadł po turecku i czekał na mnie, jakoś cały bunt ze mnie uleciał, usiadłam bo wiedziałam że i tak zmusiłby mnie do tego. Mimo iż byłam na niego wściekła to cieszyłam się że jestem w jego towarzystwie.
   - Co teraz? – Zapytałam obojętnym tanem.
   - Rozluźnij się… dobrze, pomyśl teraz o czymś miłym, odtrąć całą złość..
   -Łatwo powiedzieć. - Odburknęłam
   - Cicho, trzymaj – podał mi czerwoną piłeczkę.- zamknij oczy i wyobraź sobie że ta piłeczka drga, unosi się, szybuje. Musisz ją zobaczyć w swojej wyobraźni, spokojnie to wymaga cza…- zamilkł nagle a ja otworzyłam oczy. Piłka nie leżała już na mojej ręce tylko wisiała w powietrzu pomiędzy nami.
   - To ja miałam ćwiczyć a nie ty..- zadrwiłam.
   - Ale to ty robisz.
   - Jak ja? – Piłeczka spadła na ziemie. – Nic nie czułam, tylko widziałam w wyobraźni jak lewituje… to nie mogłam być ja.
   - Nic nie czułaś? Nie sprawiało ci to trudności? Mało komu udaje się coś takiego na pierwszej lekcji a jak nawet to tracą na tym sporo energii …to jest niesamowite. – Nie mógł się nadziwić.
Przez kilka godzin musiałam powtarzać tą czynność jeszcze miliony razy a jego entuzjazm nie słabł. Mówił że po takim czasie ćwiczeń powinnam być wykończona a głowa powinna mnie boleć niemiłosiernie, a ja natomiast miałam lekką migrenę i byłam strasznie głodna. Wyszliśmy więc z sali i ruszyliśmy do ogromnej kuchni, która mieściła się na parterze.
   - Na co masz ochotę?
   - Na nic – odpowiedziałam.
   - Jagoda, musisz jeść.. jak dla mnie to i tak jesteś za chuda a musisz mieć siły na treningi.
   - Męczysz, dobra zrób mi tosty z czekoladą. – Uśmiechnął się i zaczął robić mi przekąskę. – Dużo jest osób takich jak my?
   - Hmm… na świecie jest jeszcze kilka takich ośrodków, ale nas jest coraz mniej, cienie zmniejszają naszą liczebność co dnia a my nie wiemy jak sobie z tym poradzić. – Posmutniał.
   - Aha. – Speszyłam się.
   - Proszę, smacznego.-Postawił talerz pełen tostów przede mną i usiadł obok mnie. Zajadaliśmy się w ciszy.
   - Ja już pójdę. – Oznajmiłam po zjedzeniu.
   - Nie chcesz jeszcze zostać? – Zapytał z nadzieją.
   - Nie, od dziś jesteś tylko moim trenerem… i niech tak zostanie.
   - Proszę cię! Zapomnijmy o tym.
   - O czym? O tym że mnie oszukałeś? Nie, jakoś nie mam ochoty o tym zapomnieć. – Wyszłam szybko z kuchni i ruszyłam biegiem do mojego, tymczasowego pokoju.
`~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest i 8 :D ~
Oby się wam podobał! :D
Komentujcie i wgl!! Serio z każdego komentarza cieszę się jak z prezentu pod choinkę :D
Wakacje pięknie się zaczęły… tylko pada i pada -,-
Miłego wieczorku :*

piątek, 27 czerwca 2014

7.


Zamknęłam za sobą cichutko drzwi. Rozebrałam się i chciałam pójść do pokoju lecz drogę zastąpiła mi moja mama.
   - Gdzie byłaś?! – Warknęła ze złością.
   - Nigdzie.. – odburknęłam.
   - Nie przeginaj!
   - Ważne że wróciłam! – Krzyknęłam i wbiegłam po schodach.
   - Jeszcze nie skończyłam! – Usłyszałam za sobą.
   - A ja tak! I daj mi spokój. – Wbiegłam do pokoju i zamknęłam drzwi na klucz.
Usłyszałam tylko jak drzwi od sypialni mamy zamykają się. Miałam więc na tamten moment spokój. Wiedziałam że miała prawo się denerwować. Kochałam mamę i to bardzo, ale od śmierci taty zmieniła się, teraz tylko udaje że jest szczęśliwa. I mimo że wiedziałam, że mnie kocha to również wiedziałam że za śmierć ojca obwiniała mnie tak samo, jak ja obwiniałam samą siebie. Wgramoliłam się do łóżka i zasnęłam.

   Obudziłam się jak słońce za oknem było już wysoko. Był to poniedziałek. Miałam wolne od szkoły na tydzień. Wstałam i podreptałam pod prysznic. Moje myśli powędrowały do moich przyszłych urodzin. 14 marca. Nie cierpiałam tej daty, a to miało być za miesiąc. Owinęłam się ręcznikiem i ubrałam. Położyłam się na łóżku i wróciłam myślami do poprzedniego wieczoru. Całowałam się z Aleksem, ale to nic nie znaczyło. Nie mogło nic znaczyć. Byliśmy tylko przyjaciółmi i chciałam żeby tak już zostało. Przynajmniej na tamtą chwilę. To potoczyło się za szybko. Musiałam to sobie z nim wyjaśnić, musiałam jemu powiedzieć że nie byłam i nie wiedziałam kiedy będę gotowa na związek. Mając nadzieje że on o wszystkim już zapomniał, włączyłam muzykę. W głośnikach rozbrzmiały pierwsze dźwięki piosenki The death of me.

I ask myself over and over and over again
 Trapped in my brain
 Pull it out from the threads in my skull

 (Am I alone?)
 Surrounded by shadows I think I might just be suffocating
 The devil came to take me to hell,
 But I'm already there.

 Am I Insane?!
 Am I Insane?!
 Am I Insane?!
 The devil came to take me to hell,
 But I'm already there!

 I won't let you be the death of me,
 No, I refuse to let you bring me down. (Bring me down!)
 I won't let you make me out to be,
 The one who's in the wrong.
 And i've lost my mind before!

 But now I'm back!
 And I'm better than ever!

 (Am I Insane?)
 I've rolled myself over and screamed 'til I spit up blood.
 Trapped in my brain,
 The answer has taken my hands to pull my eyeballs out.

 (Am I Alone?)
 The voices who fight in my brain just won't fucking go away.
 The devil came to take me to hell,
 But I'm already there!

  Poczułam jak mój telefon wibruje pod poduszką. Śpiewając odblokowałam telefon i odczytałam wiadomość.
   Aleks: Czemu nie było cię w szkole? Chciałem pogadać bo wczoraj, a raczej dzisiaj nie było okazji bo zwiałaś. Martwię się :c
  Ja: Nie ma mnie w szkole do końca tygodnia. Musiałam zwiać bo nie chciałam cię budzić a mama się do mnie dobijała…
  Aleks: Mogłaś mnie obudzić a nie wracałaś o takiej godzinie sama do domu! A właśnie jak tam w domu?
  Ja: Nie wiem, mama była zła ale nie miałam ochoty z nią rozmawiać.
  Aleks: To moja wina… :c
  Ja: Przestań! To nie jest nikogo wina.. po prostu zasnęliśmy, chyba nas za to nie powieszą.. :P
  Aleks: Ehh, masz dzisiaj czas? :*
  Ja: Może… a co? :P
  Aleks: No bo może się spotkamy? ^^
  Ja: Oki, no to wpadnij koło 14 :D
  Aleks: Hahaha. Jest 14:30 ;D
  Ja: Serio?! O.o  No to o 15?
  Aleks: Dobrze :*
Przyłożyłam telefon do serca i przytuliłam. Zachowywałam się jak te wszystkie nastolatki z filmów i przez to zaczęłam się śmieć jak głupia. Wstałam i podeszłam do lusterka wraz z przyborami do malowania. Zrobiłam mój standardowy makijaż. Mocno pomalowane oczy, lekki jasny podkład, poprawiłam jeszcze tylko kolczyki i przyjrzałam się swojemu strojowi. Czarne rurki, które były standardem i fioletowa koszulka, zarzuciłam jeszcze zwykłą czarną bluzę, rozczesałam włosy i byłam gotowa do wyjścia. Gdy zakładałam moje kochane glany ktoś zapukał do drzwi. Założyłam jeszcze kurtkę i wyszłam na dwór do chłopaka. Jego promienny uśmiech spowodował u mnie szybsze bicie serca.
   - Hej – Przywitałam się z uśmiechem.
   - No hej – przytulił mnie na powitanie i ruszyliśmy przed siebie. Po kilku minutach maszerowania dotarliśmy nad malutki stawik w parku i usiedliśmy na ławce. Siedzieliśmy tak chwile w milczeniu a po chwili chłopak się do mnie przytulił.
   - Aleks? – Zapytałam niepewnie.
   - Tak?
   - No bo ja chciałam pogadać…
   - Jasne – Uśmiechnął się.
   -Bo ja cię lubię i w ogóle ale to się dzieje za szybko. Moglibyśmy na razie o tym co było wczoraj zapomnieć i dalej się przyjaźnić? No bo ja jeszcze nie jestem na to gotowa… - Wyrzuciłam z siebie cichutko i szybko.
   -Jagoda… ja rozumiem, jak chcesz możemy do tego nie wracać, ale dalej mi na tobie zależy. – Odpowiedział z czułością.

  Przez następne dwa i pół tygodnia jeszcze bardziej zbliżyłam się do Aleksa. Dużo ze sobą spędzaliśmy czasu, chodziliśmy razem do szkoły, uczyliśmy się i wygłupialiśmy. Widziałam w nim przyjaciela, którego nigdy nie miałam, mogłam z nim szczerze porozmawiać o wszystkim, był dla mnie oparciem. Tego dnia miałam wyjść z chłopakiem do kina. Był piątek, 22 lutego. Już prawie wychodziłam z domu gdy nagle zatrzymała mnie moja mama.
   - Gdzie wychodzisz?
   - Idę do kina. – Odparłam spokojnie.
   - Kiedy wrócisz?
   - Nie wiem.
   - Jagoda, nie bądź taka.. wiesz że się o ciebie martwię.
   - Wiem mamo, będę koło 22. Dobrze? – Zapytałam.
   - Dobrze. Kocham cię – Pocałowała mnie w czoło i wyszła, zostawiając mnie sama w pomieszczeniu. Ubrałam się ciepło i wyszłam. Z chłopakiem byłam umówiona na 19:30 pod kinem. Szłam więc powolutku w tamtą stronę, na ulicach było już dość ciemno i drogę oświecały tylko lampy. W tamtym okresie działo się coś dziwnego. Moje umiejętności tak jakby się wzmocniły, ale panowałam nad nimi i utrzymywałam kontrole nad wszystkim, a przyjęłam to z niemałym zdumieniem. Od kina dzieliły mnie jakieś dwie ulice, wtedy poczułam silny ucisk na moim ramieniu. Odwróciłam się gwałtownie i stanęłam oko w oko z jakimś mężczyzną. Miał on około dwudziestu paru lat. Był przystojny i to bardzo, około merta osiemdziesiąt a jego oczy były czarne jak smoła, nieprzeniknione i groźne.
   - Mam cię. – Warknął na mnie. Jego proste, białe zęby zaczęły żółknąć i deformować się. Krzyknęłam z przerażenia. Wepchnął mnie w jakąś uliczkę i spoliczkował. – Spokojnie mała. Jak będziesz grzeczna to nic nie poczujesz. Zabiję cię szybko i bezboleśnie. Ale nie teraz, jesteś mi jeszcze potrzebna. – Wysyczał i popchał mnie na śmietnik, wpadłam na niego z impetem i upadłam na ziemię.
  Zrobiło mi się ciemno przed oczami i dzwoniło mi w uszach. Napastnik śmiał się ze mnie jakbym była dla niego wspaniałą rozrywką. Nie wiadomo kiedy w uliczkę wbiegła zakapturzona postać z mieczem w ręku, tak z MIECZEM! Ja sama w szoku przypatrywałam się jak mój wybawca i ten stwór zadawali sobie ciosy, w sekundę wyrosły temu czemuś  ogromne ostre pazury, którymi próbował zabić chłopaka. Po chwili pochłonęła mnie całkowita ciemność.
  Ocknęłam się w czyiś ramionach. Tuż przy mojej twarzy znajdowała się twarz chłopaka. Powoli wracały mi wspomnienia z przed mojej utraty przytomności i odskoczyłam od niego jak oparzona. Byłam przerażona tym co się stało. Rozglądałam się niespokojnie i natrafiłam wzrokiem na truchlejące szczątki, które w ciągu kilku sekund zamieniły się w proch.
   - C..c..co się dzieje d..do cholery! – Zająkałam się a łzy mimowolnie popłynęły mi po policzkach.
   - Spokojnie, już po wszystkim. Jesteś już bezpieczna. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej! Hej! Jak tam i wgl? :D

Rozdzialik krótki ale to chyba norma :c No ale postaram się żeby następny był dłuższy.
Mam nadzieje że chociaż troszkę będzie się podobał :D
A tak na marginesie…. Jak tak zakończenie roku?! 
Czekam na komentarze !!  Te komy wiele dla mnie znaczą więc się nie krępujcie i piszcie!! Sorka za wszystkie błędy i literówki :D :*:* Miłego rozpoczęcia wakacji !!!!!! <33 x.x


Kocham to zdjęcie *-*
Andy<33











wtorek, 17 czerwca 2014

6


 Take me down to the river bend
 Take me down to the fighting end
 Wash the poison from off my skin
 Show me how to be whole again

 Fly me up on a silver wing
 Past the black where the sirens sing
 Warm me up in the nova's glow
 And drop me down to the dream below

 'Cause I’m only a crack
 In this castle of glass
 Hardly anything there
 For you to see
 For you to see

 Bring me home in a blinding dream
 Through the secrets that I have seen
 Wash the sorrow from off my skin
 And show me how to be whole again

 'Cause I’m only a crack
 In this castle of glass
 Hardly anything there
 For you to see
 For you to see

 'Cause I’m only a crack
 In this castle of glass
 Hardly anything else
 I need to be

 'Cause I’m only a crack
 In this castle of glass
 Hardly anything there
 For you to see
 For you to see
 For you to see
Śpiewałam na całe gardło i skakałam po łóżku. Nic się wtedy dla mnie nie liczyło. Była muzyka i ja. Nie było mojej mamy, która udawała że nic się ze mną nie dzieje. Nie było pogardliwych spojrzeń moich rówieśników ani przypadkowych przechodniów na ulicy. Nie czułam w tamtym momencie żadnego bólu, który towarzyszył mi codziennie od śmierci ojca. Byłam w swoim świecie, gdzie nie było cierpienia, rozpaczy ani zmartwień. Była to niedziela. Siedziałam sama w domu, ponieważ mama z siostrą były w kościele. Nie byłam w tamtym miejscu od roku. Nie chciałam tam chodzić, bo po co? Nie byłam już tą samą dziewczyną co kiedyś, nie liczyły się już dla mnie dobre stopnie ani akceptacja. Była godzina 12 a ja nadal byłam ubrana w samą bieliznę. Dałam głośniej i zaczęłam się przyglądać mojemu odbiciu w dużym lustrze, które było drzwiami mojej sporej szafy. Widziałam w nim jak zwykle mało atrakcyjną dziewczynę z zapadniętymi i intensywnie zielonymi oczami. Tylko one mi się podobają, reszta mnie to była jakaś pomyłka. Z głośników rozbrzmiały pierwsze nuty Days Are Numbered zespołu BVB. Kocham tą piosenkę.

Our days are numbered
 In the world of fools
 We feel the hunger
 And follow no ones rules

 Everybody wants eternal life
 Nobody can seen to get it right, oh
 Our days are numbered and your no fool
 Nobody's fool

Podśpiewywałam i wybierałam ubrania. Wybór padł na czarne poprzecierane rurki, koszulkę z czaszką oraz szarą bluzą z nadrukiem. Następnie wpadłam do łazienki i zrobiłam mocny makijaż oczu. Wyglądałam znośnie więc wyłączyłam muzykę i zbiegłam po schodach na dół. Nie zawracałam sobie głowy jedzeniem tylko założyłam swoje czarne glany i kurtkę. Zakluczyłam drzwi i ruszyłam przed siebie. Po kilku minutach spaceru wyciągnęłam telefon i wybrałam numer. Po piątym sygnale usłyszałam zaspany głos.
   - Halo?
   - Hej, obudziłam cię? – Zapytałam niepewnie, chociaż znałam odpowiedź.
   - No może – zaśmiał się a potem ziewnął.
   - Miałbyś może dzisiaj ochotę się spotkać? – Byłam zdenerwowana.
   - Z tobą? – Zapytał zaskoczony.
   - Nie, z moim kotem. – Odpowiedziałam z sarkazmem.
   - Ale ja wole z tobą. – Stwierdził rozbawiony.
   - To dobrze bo nie mam kota. – Zaśmiałam się.
   - To o której się widzimy?
   - Może za pół godziny w parku koło mostu? – Zaproponowałam.
   - Mi pasuje, do zobaczenia.
   - To pa. – Pożegnałam się i zakończyłam rozmowę. Ruszyłam w stronę miejsca gdzie miałam się spotkać z Aleksem. Po 20 minutach byłam na miejscu. Usiadłam więc na ławce, włożyłam słuchawki do uszu i czekałam. Po trzeciej piosence poczułam że ktoś mnie przytula od tyłu. Zerwałam się z ławki jak oparzona.
   - Spokojnie to tylko ja! – Uniósł ręce do góry i uśmiechnął się rozbrajająco. Serce zabiło mi szybciej.
   - Sorka, przestraszyłeś mnie – pokazałam mu język a potem przytuliłam go na powitanie i usiedliśmy na ławce.
   - A więc jak tak? – Zapytał mnie.
   - A jakoś leci. - Dalsza rozmowa potoczyła się sama. Śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Bardzo lubiłam tego chłopaka, czułam się przy nim tak swobodnie, nie musiałam nikogo udawać byłam po prostu sobą. Przy nim byłam szczęśliwa a serce miło przyjemnie trzepotało. Nie byłam pewna ale chyba się w nim zakochałam.

<godzinę później>
  Spacerowałam z Aleksem po parku i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. W pewnym momencie schyliłam się i nabrałam śniegu w ręce, uformowałam śnieżkę i trafiłam chłopaka w głowę a następnie zaczęłam uciekaj ile sił w nogach. Lecz chłopak był szybszy i już po chwili mnie dogonił, złapał w tali i wylądowaliśmy i zaspie. Śmiałam się jak głupia a on ciągle trzymał mnie w mocnym uścisku. Gdy się uspokoiłam popatrzyliśmy sobie w oczy. Mika zaczął zmniejszać odległość między nami, po chwili nasze oddechy mieszały się ze sobą i czułam słabo wyczuwalny smak jego pasty do zębów. Nasze usta złączyły się na chwilę w niepewnym pocałunku. Chłopak odsunął się na kilka milimetrów by sprawdzić moją reakcję. Gdy zobaczył że nie protestuję znowu połączył nasze wargi już w trochę śmielszym pocałunku. Zaczęłam niepewnie poruszać ustami. Uczucie było niesamowite. Oderwałam się od niego i uśmiechnęłam od ucha do ucha a następnie wtuliłam się w jego tors. Leżeliśmy tak jeszcze chwilkę.
   - Chodźmy do mnie na herbatkę, dobrze? – Zaproponował zadowolony z siebie.
   - Jasne – uśmiechnęłam się i wstałam. Chłopak poszedł w moje ślady i złapał mnie za rękę. Ruszyliśmy w kierunku jego domu. Po kilku minutach stanęliśmy przed drzwiami, które zaczął otwierać kluczem.
   - Zapraszam – otworzył przede mną drzwi i gestem zaprosił do środka.
   - Oh dziękuję – dygnęłam leciutko i wkroczyłam do domu. Zaprowadził mnie do salonu i posadził na wygodnej kanapie.
   - Jakiej herbatki się napijesz?
   - Owocowej z łyżeczką cukru.
   - Poczekaj, zaraz wrócę mała. – Wystawił mi język i wyszedł.
   - Jaka mała! – Zawołam za nim z udawanym oburzeniem. Po kilku minutach wrócił z ciepłymi napojami i ciasteczkami.
   - Gdzie twoja rodzinka? – Zapytałam kiedy usiadł koło mnie.
   - Pojechali do babci i wrócą we wtorek – uśmiechnął się łobuzerski.
Cały dzień miło spędziłam u Aleksa, wieczorem włączyliśmy jakiś horror, w połowie filmu odpłynęłam w słodki niebyt.

Obudziłam się w ramionach chłopaka, telewizor był włączony i cicho brzęczał. Widać było że on też usnął. Wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni. Gdy go odblokowałam to ujrzałam dziesięć nieodebranych wiadomości od mamy i dwa razy więcej wiadomości od niej. Spojrzałam za zegarek, była 2 w nocy, powoli wyplątałam się z uścisku chłopaka. Ruszyłam do przedpokoju i ubrałam się po cichu. Usłyszałam jak Aleks wypowiada moje imię i wstaje lecz zanim zdążył wejść do pomieszczenia ja już biegłam chodnikiem na spotkanie ze śmiercią.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
  No siema, siema :D Mamy 6 !! cieszmy się i radujmy.
Mam nadzieję że się podoba ;P Rozdział krótki ale ważne że jest :D
Ja osobiście mam już dosyć tego dnia bo wszystko wali mi się dzisiaj na głowę, więc mam nadzieje że będą jakieś komentarze, które poprawiłyby mi baaardzo humorek :D:D więc nie krępujcie się!! :* sorka za jakiekolwiek błędy.! Miłego wieczorku i słodziutkich snów!! :*

czwartek, 12 czerwca 2014

5.


Nie mogłam wydusić z siebie głosu. Po plecach przebiegły mi nieprzyjemne ciarki. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć.
   - Żartujesz sobie, prawda? Prawda? – Zapytałam niespokojnie.
   - Jagoda, to nie są żadne żarty. – Odparł. – Mogę to udowodnić.
   - Jak?
   - Patrz – wstał, podszedł do jednej z półek a następnie zaczął się wpatrywać w małego porcelanowego słonika. Figurka nagle zaczęła lewitować, przefrunęła pomieszczenie i wylądowała bezpiecznie u moich stóp.
   - Jak ty to…? – Byłam zdumiona.
   - Ty też tak potrafisz, albo dopiero będziesz potrafić, to zależy na jakim etapie jesteś. – Uśmiechnął się do mnie. – Chcesz spróbować?
   - Sama nie wiem.. – bałam się.
   - Spokojnie, nic się nie stanie. – Przekonywał mnie.
   - Nie, muszę pomyśleć. Chce zostać sama. – Poinformowałam.
   - Dobra, ale nie będziesz mnie unikać? – Zapytał.
   - Nie, ale proszę zostaw mnie samą.
   - Dobrze. – Wstał, otworzył okno i wyszedł przez nie a następnie rzucił przez ramę. – Pa – i już go nie było.
Usiadłam na podłodze i oparłam się o łóżko. To niemożliwe że jest jeszcze ktoś taki jak ja. Ale przecież widziałam co zrobił. I w ogóle jak mu się to udało? Jak on nad tym panuje? Rozmyślałam, zdjęłam gumkę z ręki. Wyobraziłam sobie jak szybuje w powietrzu, lecz nic takiego się nie stało. Po kilku minutach odrzuciłam ją gdzieś na bok i wczołgałam się rozdrażniona pod ciepłą kołderkę. Sen zjawił się nawet nie wiem kiedy.

Rano obudziłam się wypoczęta i rześka. Popatrzałam na zegarek, była 7:20.
   - Co?! 7:20?! O nie! – Zerwałam się na równe nogi zaczęłam się ogarniać z prędkością światła. – Zaspałam, tylko nie to. - Wrzuciłam do plecaka co mi wpadło pod rękę i wybiegłam z pokoju. W kuchni siedziała mama z moja siostrzyczką. – Hej wam! Pa wam! – Wypadłam z domu i zaczęłam maszerować do szkoły. Dzień był piękny, słońce świeciło, śnieg iskrzył się i skrzypiał pod moimi butami. Zdążę, zdążę, zdążę. Powtarzałam sobie te słowo jak mantrę.
Gdy znalazłam się przy bramie szkoły nikogo już tam niebyło. Wkroczyłam na korytarz i skierowałam się do klasy. Otworzyłam niepewnie drzwi i weszłam do środka. Wszystkie oczy w pomieszczeniu skierowały się na mnie, wymamrotałam jakieś przeprosiny za spóźnienie i zaczęłam iść do mojej ławki. Kiedy przechodziłam koło ławki dziewczyny, która wczoraj naskoczyła na Aleksa, potknęłam się o coś i nastała ciemność.


*Aleks*
   Stałem przed szkołą i czekałem na Jagodę. Nie zjawiała się jednak. Rozbrzmiał dzwonek na lekcję więc pomaszerowałem na zajęcia. Jakieś 10 minut po rozpoczęciu się zajęć otworzyły się niepewnie drzwi od klasy, wślizgnęła się przez nie drobna blondyneczka z kolczykiem w wardze i nosie. Była ładna i to jak. Wymamrotała jakieś przeprosiny za spóźnienie i zaczęła iść w kierunku końca sali. Jednak gdy przechodziła koło tej wrednej dziewczyny, która urządziła mi wczoraj szopkę przed szkołą, potknęła się o nogę tego wrednego babsztyla. Widziałem jak Jagoda leci, uderza się mocno głową o kant ławki a następnie z jeszcze większą siłą jej głowa odbija się od podłogi. W pomieszczeniu zapadła cisza, wszyscy czekali aż dziewczyna się podniesie, jednak to się nie stało. Jedyne co zobaczyliśmy to kałużę krwi, która tworzyła się pod włosami dziewczyny. Szybko zerwałem się na równe nogi i podbiegłem do niej. Jej noga była wygięta pod dziwnym kontem a ona sama leżała na plecach z zamkniętymi oczami.
   - Zadzwońcie po pogotowie! – Wydarłem się,  następnie sprawdziłem czy Jagoda oddycha. Oddychała ale płytko. – Dzwoni ktoś?!
   - Tak zaraz przyjadą. – Odpowiedział ktoś za mną.
Klęcząc na podłodze głaskałem jej dłoń i modliłem się żeby otworzyła oczy. Mijały sekundy, minuty i nic. Dalej leżała jak martwa. Błagałem ją żeby się obudziła. Nikt w klasie nie wiedział co ze sobą zrobić. Dalej siedzieli w ławkach jakby byli posągami i patrzyli się na nas. Nauczyciel pochylał się nad nią co chwilkę. Po jakiś 10 minutach usłyszałem wycie karetki, chwile później do klasy wparowało trzech ratowników i kazali wszystkim opuścić pomieszczenie. Ja się jednak nie ruszyłem i dalej trzymałem nieprzytomna za rękę.
   - Proszę się odsunąć! – Nakazał mi jeden z mężczyzn, odszedłem kawałek od dziewczyny ale ciągle miałem ją na oku. – Długo jest nieprzytomna? – Zapytał ratownik?
   - Od jakiś 15 minut, uderzyła się głową w ławkę a następnie w podłogę.
   - Niedobrze, ma otwarta ranę z tyłu głowy! – powiedział do drugiego mężczyzny. – Przenosimy ją na nosze.
Dosunęli wszystkie ławki, położyli nosze koło Jadzi a następnie we dwójkę przenieśli ją na nie. Gdy wychodzili z klasy ruszyłem za nimi. Przed klasą stała owa sprawczyni, która miała obojętny wyraz twarzy, nie było na niej widać  zmartwienia ,żalu ani skruchy. To mnie zdenerwowało jeszcze bardziej.
   - Zadowolona jesteś z siebie?! Widziałem jak podstawiłaś jej haka! Suka! – Warknąłem na nią i dogoniłem nosze. – Mogę z nią pojechać do szpitala? – Zapytałem jednego z ratowników, kiwnął tylko głową.

   Siedziałem w poczekalnie, gdy tylko weszliśmy do szpitala Jagodę zabrali. Czekałem i czekałem, lecz nic się nie dowiedziałem. Nagle do szpitala wbiegła jakaś kobieta, była zdenerwowana i pytała w recepcji o Jadwigę. Podszedłem do niej i opowiedziałem co się stało. Gdy mama dziewczyny wszystkiego się dowiedziała podszedł do nas lekarz.
   - Pani jest matką tej dziewczyny z rozbitą głową? – Zapytał.
   - Tak! Co z nią? – Zapytała zdenerwowana.
   - Ma poważny wstrząs mózgu i skręconą kostkę oraz założyliśmy jej pięć szwów z tyłu głowy. Teraz jest w śpiączce ale jej sten jest stabilny.
   - Kiedy się wybudzi?
   - Za kilka dni. Niestety wstrząśnienie mózgu jest poważne. Proszę się nie martwić, córka niedługo wróci do zdrowia. – Pocieszał ją.
   - Czy możemy ją zobaczyć? – Zapytałem szybko.
   - Tak – Zaprowadził nas do Jagody. Leżała w sali numer 45. Była podpięta do różnych urządzeń. Jej matka podeszła do niej i złapała za rękę. Ja stałem przy łóżku i przyglądałem się śpiącej piękności.

*Jagoda*
   Strasznie bolała mnie głowa. Słyszałam też jakąś rozmowę. Nie rozumiałam słów, tylko słyszałam głosy. Rozpoznałam głos mamy i… Aleksa. Chciałam otworzyć oczy lecz nie mogłam. Chciałam złapać moją rodzicielkę za rękę lecz kończyny miałam jak z ołowiu. W sali był jeszcze ktoś, nie wiedziałam kto ale zaczęłam powoli rozumieć to co mówi.
   - Zaraz powinna się wybudzić, może nawet już nas słyszy. - Poczułam czuły dotyk na policzku.
   - Kochanie słyszysz mnie? – Zapytała mama. Chciałam jej powiedzieć że tak ale nie mogłam i to było takie denerwujące. Zamknęła moją rękę w swojej dłoni. Nie wiem jak ale zdołałam ja leciutko uścisnąć. A następnie zatrzepotałam powoli powiekami a z ust wydobył mi się szept.
   - Gdzie ja jestem? – Wychrypiałam.
   - W szpitalu słońce, ale już jest dobrze. – Pocałowała mnie w czoło.
   - Głowa mnie boli. – Pożaliłam się.
   - Aleks, zawołasz pielęgniarkę?
   - Już idę, witaj z powrotem Jagoda. – Uśmiechnął się do mnie i zniknął za drzwiami.
   - Co się stało?
   - Miałaś wypadek, koleżanka z klasy podstawiła ci nogę i przewróciłaś się. Masz wstrząśnienie mózgu.
   - Długo byłam nieprzytomna?
   - Tydzień. – Odpowiedziała ze smutkiem.
   - A kiedy wyjdę? – Zapytałam.
   - Za kilka dni. Kochanie ja musze już iść. Zostawiłam Maję z opiekunką.
   - A która jest godzina?
   - Po 19, tak więc kochanie ja idę i będę jutro po pracy z Mają, nawet nie wiesz jak za tobą tęskni. Dobranoc. – Pocałowała mnie jeszcze raz w czoło i wyszła. Po chwili weszła pielęgniarka w towarzystwie lekarza i Aleksa.
   - Dobry wieczór panienko. Jak się czujesz? – Zapytał miłym głosem. Był koło czterdziestki i nawet przystojny.
   - Głowa mnie boli i jestem skołowana.
   - To normalne, siostro podaj środki przeciwbólowe. – Dostałam coś do kroplówki a następnie wyszli. Zostałam z sali sama z Aleksem.
   - Martwiłem się o ciebie. - powiedział cichutko.
   - Niepotrzebnie.
   - Nie wiesz jak to wyglądało. - Usiadł na krzesełku koło mojego łóżka. – Pamiętasz cokolwiek?
   - Pamiętam tylko że byłeś wieczorem u mnie w domu, rozmawialiśmy i ty powiedziałeś… powiedziałeś że też… że ty też potrafisz to co ja. To moje ostatnie wspomnienia. Opowiesz mi dokładnie co się stało? – Zapytałam z nadzieją.
   - Spóźniłaś się na lekcje, szłaś do swojej ławki i ta wredna suka, Lena podstawiła ci nogę. Upadłaś i uderzyłaś się w głowę. Nie ruszałaś się. Bałem się o ciebie.- Powiedział smutno.
   - Ale już nie musisz. –Uśmiechnęłam się i złapałam go za rękę. – Już jest wszystko okej. Jestem strasznie zmęczona.
   - Prześpij się. Wpadnę jutro po szkole. – Też się uśmiechnął, wstał z krzesła , pocałował moją rękę i wyszedł. Szybko dopłynęłam.

   W sobotę rano wypuścili mnie ze szpitala. Lekarz ściągnął mi już szwy. Teraz miałam tylko nie wykonywać gwałtownych ruchów i dużo odpoczywać. Aleks i mama odwiedzali mnie codziennie. Majka też wpadła dwa razy. Lena została zawieszona na 2 tygodnie oraz miała obniżoną ocenę z zachowania. Czułam się już dobrze, głowa mnie nie bolała a noga była pawie zdrowa. Wieczorem miałam już dość siedzenia w czterech ścianach więc ubrałam się cieplutko i zeszłam do salonu gdzie siedziała moja rodzinka. Mama na początku nie chciała się zgodzić, ale jakoś ja przekonałam więc chwilkę później spacerowałam bo zaśnieżonych ulicach miasta. Trafiłam do mojego ulubionego parku z fontanną. Usiadłam na ławeczce i obserwowałam słońce, które chowało się za drzewami. Po jakimś czasie zrobiło się ciemno i bardzo zimno. Zaczęłam więc wracać do domu, gdy byłam w połowie parku usłyszałam gwizdanie za sobą, odwróciłam się i zauważyłam dwóch mężczyzn po dwudziestce.
   - Hej mała! Chcesz się zabawić?! – Darli się.
Przyspieszyłam kroku. Na moje nieszczęście oni również. Puściłam się biegiem przed siebie, wybiegłam z parku i nie wiedząc gdzie niosą mnie nogi biegłam, napastnicy zaczęli mnie doganiać. Skręciłam w jakąś nie znaną mi ulicę. Przed sobą zobaczyłam wyłaniającą się postać z ciemności. Nie zdążyłam nawet krzyknąć i już byłam w jego objęciach. Chłopak zatkał mi usta dłonią i popchał w stronę śmietnika. Schowałam się za nim i czekałam. Mój wybawca przyłożył palec do ust, widząc że załapałam o co mu chodzi wyszedł z powrotem na ulice. Mężczyźni, którzy mnie gonili zapytali się go czy mnie widział.
   - Taka szczupła blondynka? – Zapytał.
   - Tak, widziałeś ją? – Warknął któryś z nich zadyszany.
   - Pobiegła w stronę mostu. Szybka jest. – Zaśmiał się. Faceci pobiegli wskazane przez niego miejsce a on wrócił do mnie. - Nic ci się nie stało?
   - Nie, dziękuję – pomógł mi wstać a ja go mocno przytuliłam, nawet nie wiem kiedy zaczęłam szlochać. – Gdyby nie ty to oni pewnie by mnie…
   - Ciii, spokojnie, już ich nie ma. – Usiadł na jakimś kartonie i wziął mnie na kolana a potem mocno przytulił i zaczął kołysać.
Tuliłam się do niego, łzy przestały lecieć a ja dalej na nim siedziałam. Czułam się z nim bezpiecznie. Podniosłam głowę do góry, słabe światło latarni oświetlało nas delikatnie. Patrzyła na mnie tymi spokojnymi i pięknymi oczami. Podniosłam swoja rękę i przejechałam opuszkami palców po jego twarzy. Coś dziwnego działo się z moim brzuchem. Coś mi się w nim przyjemnie przewracało. Poczułam dreszcze na całym ciele. Zaczęliśmy powoli przysuwać do siebie twarze. Czułam jego oddech na moich ustach. Nie wiedząc kiedy odsunął się ode mnie i powoli zaczynał wstawać. Zawiedziona i zagubiona uczyniłam to samo co on.
   - Aleks, skąd się tu wziąłeś? -  Zapytałam.
   - Twoja mama dzwoniła że wyszłaś na spacer i poprosiła mnie żebym cię poszukał i dotrzymał towarzystwa. – Odpowiedział troszkę zaczerwieniony.
   - Dziękuję. – Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek. – Odprowadzisz mnie?
   - Tak… nie puściłbym cię  samej. - Odpowiedział jeszcze bardziej czerwony. A potem ruszyliśmy w stronę mojego miejsca zamieszkanie.
   - Twoje włosy są naturalne, czy farbowane? – Zapytałam po kilku minutach milczenia.
   - Naturalne – zaśmiał się.
   - Z tymi niebieskimi oczami i czarnymi włosami wyglądasz intrygująco. – Również zachichotałam.
   - No wiesz, ma się to coś! – Wyszczerzył się a ja go szturchnęłam.
 Tak o to zaczęła się wojna na kuksańce. Nagle Aleks zaczął mnie łaskotać a ja turlałam się ze śmiechu na ziemi. Chłopak stracił równowagę i przygniótł mnie swoim ciałem. Leżeliśmy tak razem śmiejąc się w niebogłosy, ludzie którzy nas mijali patrzyli się jak na chorych umysłowo i pewnie mieli rację.
   - Idiota! – Zapiszczałam roześmiana.
   - Foch – Zrobił obrażoną minkę.
   - Oj tam – Potargałam mu włosy i wstałam. Ruszyliśmy w dalszą drogę. Pod domem przytuliłam go jeszcze mocno i weszłam do domu.

*Aleks*
   Wracałem do domu z nieschodzącym uśmiechem na twarzy. Przed oczami ciągle miałem obraz Jagody. Żołądek przyjemnie mi się przewracał. Nie wiem co się ze mną działo. Uwielbiałem jak dziewczyna się uśmiechała, jej kolczyk wspaniale wyglądał na pełnej, dolnej wardze a jej intensywne zielone oczy błyszczały. Gdyby jej mama nie zadzwoniła i ja bym nie wiedział gdzie lubiła przesiadywać to mogła stać się tragedia. Odpędziłem te okropne myśli. Otworzyłem drzwi furtki i zacząłem się wspinać po schodach do mojego domu.
   - Aleksander! Przyjdź do salonu. – Usłyszałem wołanie ojca gdy zamykałem drzwi frontowe. Ruszyłem  w jego kierunki.
   - Tak?
   - Gdzie byłeś? Jest już po 23. – Zapytał trochę zły.
   - Byłem z Jagodą.
   - Z Jadwigą? To dobrze, musisz jej niedługo powiedzieć. – Oświadczył beznamiętnie.
   - Ona jeszcze nie jest gotowa na prawdę.
   - Za półtora miesiąca ma siedemnaste urodziny i musi się wszystkiego dowiedzieć przed nimi. Aleks, to czy jest gotowa czy nie to nie mam znaczenia. Musi się nauczyć panowania nad sobą. Masz na to trzy tygodnie, jak jej nie powiesz ja to zrobię, zrozumiałeś. – Powiedział i wyszedł z pomieszczenia.
Zły i zmęczony poszedłem się umyć a następnie położyłem się do łóżka. Myślałem o Tej kruchej blondyneczce. Ojciec miał rację, musi się o wszystkim dowiedzieć, zasługuje na to, po tym wszystkim co przeszła. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
  No Hejoo ^^ I oto mamy następną część opowiadania. Dziękuję wszystkim za komentarze :D Są one bardzo motywujące :D Tak więc do następnego wpisu! :* A i zostawiajcie po sobie komentarzyki :*:*:* <33