niedziela, 8 czerwca 2014

4.


   



   - Ej Jagoda! Poczekaj! – Właśnie wchodziłam do szkoły  gdy usłyszałam wołanie. Odwróciłam się i zobaczyłam Aleksa wychodzącego z auta. W samochodzie siedział jakiś chłopak, pewnie Bartek. Pomyślałam. A za kierownicą jakaś kobieta, której nie rozpoznawałam.
   - Hej – przywitałam chłopaka gdy stanął obok mnie.
   - No hej – uśmiechnął się do mnie wesoło. – Idziemy? Wskazał na drzwi wejściowe do naszego liceum.
   - Chyba tak – również się uśmiechnęłam. – Kto to był? Ta kobieta w samochodzie?
   - Moja macocha, Marta. – Powiedział nie przestając się uśmiechać.
   - Ah… nie wiedziałam. – Odparłam cichutko.
   - Spoko, przecież Bartek nie wziął się z powietrza. – Zaczął się śmiać.
   - Aleks? Co tu robisz z tym dziwadłem, Jagą? – Zapiszczała z niesmakiem jedna dziewczyna z naszej klasy.
   - Z kim? – Zapytał zdziwiony. A ja zażenowana i cała czerwona zaczęłam się wycofywać.
   - Z Dziwną Jagą! – Odpowiedziała.
   - Że z Jagodą? – Wytrzeszczył na nią oczy.
   - Tak geniuszu! – Prychnęła.
   - Po pierwsze ma na imię Jagoda a nie Dziwna Jaga! A po drugie będę przebywał z kim zechcę a ty do tych osób raczej się nie zaliczasz więc żegnam! – Warknął na nią. Dziewczyna osłupiała a my ruszyliśmy w stroną szkoły.
   - Dlaczego nazwała cię Dziwną Jagą? – Zapytał gdy staliśmy już pod klasą.
   - Nie chce o tym gadać – wyszeptałam zdołowana. Chłopak jednak nie chciał dać za wygraną i już otwierał usta gdy nagle zabrzmiał dzwonek a ja weszłam do klasy.

Lekcje mijały w ślimaczym tempie a wszystko dlatego że starałam się unikać wzroku Aleksa, na przerwach też go ignorowałam. To był błąd że tak go polubiłam. Wszystko zaczęło się nawet układać, ludzie zaczynali zapominać o tych wydarzeniach związanych ze mną. Ale musiał się zjawić on. Dziewczyny nie tolerowały mnie jeszcze bardziej niż wcześniej. Też za nimi nie przepadałam tylko że ja nie zatruwałam im życia. Gdy zadzwonił dzwonek kończący naszą ostatnią lekcję, wyszłam z klasy jako pierwsza, jednak nie udało mi się uniknąć spotkania z chłopakiem. Złapał mnie przed wyjściem ze szkoły.
   - Dlaczego mnie unikasz – zapytał.
   - A jak myślisz?
   - To przez tą dziewczynę?
   - Ding, ding, ding mamy zwycięzcę! – Odpowiedziałam z sarkazmem.
   - Jagoda, dla mnie nie ma znaczenia co o tobie mówią, lubię cię taką jaka jesteś i nic tego nie zmieni. – Zaczął mnie przekonywać. Lecz ja podjęłam już decyzję.
   - Jesteś tego pewny? Bo ja nie! Nie wiesz o mnie nic, więc odczep się ode mnie! – Powiedziałam to trochę głośniej niż zamierzałam.
   - Proszę cię, nie mów tak.
   - Daj mi spokój! – Mówiąc to odwróciłam się na pięcie i odeszłam od niego jak najszybciej.

Trzasnęłam drzwiami od mojego pokoju a następnie rzuciłam się na łóżko i zwinęłam w kłębek. Pojedyncze łzy zaczęły spływać mi po policzkach aby później zniknąć w poduszce.
Nie wiedziałam dlaczego płaczę, w ogóle czemu przejmowałam się tak tą znajomością z Aleksem. Pewnie dlatego że się przed nim wczoraj otworzyłam mimo że nie znamy się długo. Nie wiedziałam co miałam o tym myśleć. Usłyszałam dzwonek do drzwi, lecz nie wstałam tylko dalej szlochałam. Jednak ten ktoś nie dawał za wygraną więc powłócząc nogami ruszyłam do drzwi. Jak tylko przekręciłam zamek drzwi się otworzyły i stanęłam oko w oko z moją mamą.
   - Czemu nie otwierasz drzwi? – Krzyknęła.
   - Zasnęłam – skłamałam.
   - Ah, no tak.
   - A ty czemu nie masz klucza? –zapytałam.
   -  Zostawiłam w pracy. Weszła do domu a Majka za nią.
   - Cześć miśka! – Cmoknęłam ją w czoło.
   - Jesteś głodna? – Zapytała mnie mama.
   - Nie, jakoś nie mam apetytu, pójdę na górę się położyć.
   - Dobrze się czujesz? – Zaniepokoiła się.
   - Tak, po prostu jestem śpiąca.
   - O tej godzinie? – Zdumiała się.
   - Nie mogłam w nocy zasnąć. – Odparłam i ruszyłam w stronę schodów. – Dobranoc Maju, Pa mamuś.
   - Pa Jagódko! – Odkrzyknęły chórkiem.
Wkroczyłam do łazienki, umyłam się, wyszczotkowałam zęby i włosy a następnie wróciłam do pokoju przebrana w krótkie spodenki i koszulkę na ramiączkach w czaszki, po czym klapnęłam na łóżku a łzy znowu popłynęły mi po twarzy, nie miałam już  siły ich hamować. Nagle coś zaczęło stukać w szybę. Wstałam więc z łóżka i omal nie krzyknęłam ze strachu. Na drzewie, tuż przy moim oknie siedział Aleks domagający się wpuszczenia go do środka. Przez moment zamierzałam go zignorować  ale wiedziałam że nie odpuści. Otworzyłam więc okno a on wczołgał się do środka.
   - Czyś ty oszalał? – Powiedziałam cicho żeby mama nie usłyszała. – Co tu robisz?
   - Nie zamierzam udawać że cię nie znam i mijać bez słowa w szkole, na ulicy i gdziekolwiek indziej! Przy tobie czuję się normalny, nie boje się że powiem coś nie tak i wszystko zepsuje, uwielbiam z tobą przebywać, rozmawiać i śmiać się. Mimo że nie znamy się tak długo to ufam tobie i nie interesuje mnie zdanie innych tylko twoje! – Mówiąc to szedł w moją stronę, gdy moje plecy trafiły na ścianę nie zatrzymał się tylko podszedł jeszcze bliżej, oparł dłonie na zimnej powierzchni po obu stronach mojej głowy. – Nie zamierzam z ciebie rezygnować, słyszysz? – Tylko kiwnęłam głową, ponieważ nie mogłam wydusić z siebie słowa był tak blisko mnie. – Przepraszam – odsunął się od ściany.
   - Nie ma za co. – Odparłam słabym, łamiącym się głosem.
   - Czy ty płakałaś? – Zapytał zmartwiony.
   - Nie… - Skłamałam szeptem, łudząc się że mi uwierzy.
   - Dlaczego? – Zamiast mu odpowiedzieć to podeszłam do otwartego okna i zamknęłam je, a następnie usiadłam na łóżku, on uczynił to samo.
   - Naprawdę chcesz wiedzieć? – Zapytałam z nadzieją że usłyszę przeczącą odpowiedź.
   - Tak. – Odpowiedział twardo.
   - Dobrze. To zaczęło się w przedszkolu, miałam wtedy 6 lat. Dziewczynka z mojej grupy zabrała mi lalkę, którą akurat się bawiłam. Strasznie się wtedy wściekłam, zaczęłam płakać i krzyczeć a lalka nagle wyrwała się z rąk tego dziecka i uderzyła w ścianę z taka mocą że się rozleciała. Ale na tym się nie skończyło, od tamtej pory jak byłam zła coś się działo. Dzieci nie chciały się ze mną bawić. Przebywałam więc sama i napady złości prawie ustały. Ale nie na długo rok później gdy byłam w 1 klasie podstawówki myślałam że to już minęło, dzieciaki zaczęły ze mną rozmawiać i było dobrze. Tylko że wraz z koleżankami przyszła złość i zaczęło się wszystko od nowa. Właśnie wtedy zaczęli nazywać mnie Dziwną Jagą. Gdy miałam 10 może 11 lat zaczęłam starać się to kontrolować, na początku nic z tego nie wychodziło. Ale po jakimś czasie, jak miałam atak to skutki były mniejsze. Mimo to nie znikły całkowicie. Teraz również są ale prawie nikt ich nie zauważa. Tak jak dzisiaj, nikt nie zauważył że butelka leżąca na ziemi poturlała się 20 metrów dalej a drzwi się przymknęły. Teraz już wiesz. Nie powiedziałam o tym nikomu, nawet tacie, któremu mówiłam wszystko. Jesteś jedyny, który zna mój sekret. Dalej nie chcesz udawać że mnie nie znasz? – Zapytałam myśląc że znam odpowiedź na to pytanie. Lecz nie spodziewałam się tego co powiedział.
   - Jagoda, to nie ma znaczenia. Zależy mi na tobie.
   - Serio? Nie przeraża cię to? – Zapytałam zdziwiona.
   - Nie – odparł. – Ponieważ jesteśmy tacy sami.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No to mamy 4 rozdział. :D mam nadzieje że się spodoba! :D Jak są jakieś błędy do sorka J Tak więc zostawiajcie po sobie komentarze!! A tak w ogóle już prawie koniec roku!! Też się tak cieszycie jak ja?! :D

3.





Byłam w parku, siedziałam na ławce i obserwowałam padający śnieg. Było dość ciepło jak na styczeń co mnie bardzo ucieszyło bo nie przepadam za zimnem. Niebo powoli robiło się czarne i park zataczał się w mroku gdzieniegdzie rozświetlony latarniami. Stwierdzając że mama pewnie będzie się o mnie martwić więc zaczęłam się zbierać z zamiarem wrócenia do domu. Gdy powoli wstałam z ławki zza drzewa wybiegła jakaś postać, która biegła w moim kierunku. Nie wiedząc co zrobić po prostu stałam i patrzyłam na przybliżającą się sylwetkę.
   - Uciekaj! – Wykrzyknął chłopak gdy znalazł się już całkiem blisko mnie. – Uciekaj! Głucha jesteś?!
Popatrzałam zszokowana na przybysza dalej stojąc w miejscu nie przejmując się tym co wykrzykiwał. Nagle za plecami chłopaka zauważyłam niewyraźną postać i to mnie zmotywowało do ucieczki. Aleks złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę starych kamieniczek. Biegliśmy tak bez końca, wbiegając i wybiegając z poszczególnych kamienic i uliczek. Gdy uznał że zgubiliśmy napastnika zatrzymał się w jakimś zaułku ciężko dysząc. Ja upadłam na kolana ledwo łapiąc oddech, nie wiedziałam co się dzieje. Zdezorientowana i wykończona oparłam się plecami o ścianę budynku chowając głowę w dłoniach.
   - Co jest do cholery? – sapnęłam.
   - Nie jesteś tu bezpieczna. – Powiedział przez zaciśnięte zęby. – Zbieraj się, musimy iść dalej, on jest niedaleko i zaraz nas znajdzie!
   - Kto?! – Zapiszczałam zdenerwowana.
   - Nie chcesz wiedzieć.
   - A właśnie że chce! – Oznajmiłam stanowczo. Mój oddech już prawie się uspokoił.
   - Wstawaj, idziemy! – Odparł tylko.
   - Nie dopóki mi nie wyjaśnisz!
   - Uparta… - mruknął pod nosem, po czym dodał głośniej. – Dobrze ale później, teraz musimy już iść i to szybko.
Podniósł mnie z ziemi, złapał za ramię i szybkim krokiem zaczął gdzieś prowadzić. Szliśmy, a raczej truchtaliśmy jakieś czas a następnie wepchał mnie do starego domu. Zamknął za nami starannie drzwi i poszedł do sąsiedniego pokoju nakazując mi podążać za nim. Pomieszczeniem tym okazał się malutki salonik z dwoma fotelami i sofą oraz jednym oknem, które właśnie zasłonił czerwoną zasłoną.
   - Dobra, a teraz mów! – Warknęłam na niego.
   - Uspokój się, okej. – Powiedział zdenerwowany. – Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie. A teraz siedź cicho. – Rozkazał.
   - Nie zamierzam siedzieć cicho! I żądam odpowiedzi, natychmiast! – Wydarłam się.
   - Zamknij się bo nas znaj… - nie dokończył zdania bo drzwi otworzyły się pod wpływem mocnego kopnięcia.

Z krzykiem usiadłam na łóżku, a budzik dzwonił niemiłosiernie. To tylko sen. To tylko sen. To tylko sen. Powtarzałam sobie w myśli. Wyłączyłam te diabelskie urządzenie i podreptałam do łazienki aby zacząć poranną toaletę. Gdy byłam już ubrana i w miarę ogarnięta zeszłam po schodach do kuchni na śniadanie. Będąc już w pomieszczeniu, zdziwiłam się że mamy i młodej jeszcze nie ma. Przecież zaraz 7. Może ma dzisiaj wolne. Pomyślałam, podeszłam do lodówki po mleko, wyciągnęłam z szafki miseczkę i płatki. Z przygotowanym już posiłkiem podeszłam do stołu zrzucając po drodze sztućce na podłogę. Pozbierałam szybko wszystko i zaczęłam jeść. Po chwili usłyszałam otwieranie drzwi, tupanie kapci i skrzypienie podłogi. Do kuchni weszła zaspana mama.
   - Co się stało że tak wcześnie dzisiaj wstałaś? – Ziewnęła.
   - Jak to co się stało? Przecież idę do szkoły…
   - W niedzielę? – Uśmiechnęła się i znowu ziewnęła.
   - Przecież jest poniedziałek, tak? – Zapytałam niepewnie.
   - Nie kochanie, dzisiaj jest niedziele. A teraz proszę cię zachowuj się ciszej bo chcę jeszcze pospać. – Podeszła do mnie i pocałowała w czoło, następnie wróciła do swojej sypialni.
No tak, brawo Jadwigo, gratuluje twojej inteligencji. Pomyślałam i dokończyłam posiłek. Nie wiedząc co ze sobą zrobić poszłam do salonu, ległam na kanapie i włączyłam telewizor. Jak zwykle nic ciekawego w nim nie było. Wyłączyłam więc go, wstałam i podeszłam do szafki aby  napisać na karteczce mamie gdzie wychodzę. „Idę do taty, nie wiem kiedy wrócę. Kocham cię” . położyłam wiadomość na stole kuchennym. Założyłam buty, zapięłam kurtkę  i wyszłam z domu zamykając drzwi na klucz. Spacerowałam odśnieżonymi chodnikami miasta. Moja wędrówka zakończyła się przy bramie cmentarza. Dawno tam nie byłam i tęskniłam za tym miejscem. Weszłam na wydeptaną ścieżkę z pustką w głowie. Doszłam do marmurowego nagrobka, na którym było pełno kwiatów i zniczy. Widniało na nim również zdjęcie zmarłego jak i jego nazwisko. Cześć tatusiu. Pomyślałam, łza spłynęła mi po policzku otarłam ją szybko i uklękłam przy mogile ojca.
Brakowało mi go, i to jak. Umarł rok temu w wypadku samochodowym. On nie prowadził, to jakiś pijany idiota w niego wjechał. Do oczu napłynęły mi kolejne łzy i popłynęły gorące po mojej zmarzniętej twarzy. Poczułam nacisk na ramieniu, lecz nie miałam siły spojrzeć kto stoi obok mnie. Szloch wydostał się  ze mnie sama nie wiem kiedy. W następnej chwili byłam tulona przez kogoś, to mnie otrzeźwiło na tyle że od niego odskoczyłam. Przyjrzałam się przybyszowi i znów zaczęłam płakać. Gdy znowu mnie do siebie przyciągnął nie protestowałam, bo czułam się przy nim bezpiecznie. W końcu to był Aleks. Po kilku minutach, które wydawały się godzinami odsunęłam się od niego i otarłam mokre policzki z łez.
   - Przepraszam. – Wychrypiałam zażenowana.
   - Jagoda, nie masz za co przepraszać. – Odpowiedział zmieszany.
   - Tak  w ogóle co tu robisz?
   - Szedłem do ciebie, przecież mówiłem wczoraj że się dzisiaj zobaczymy. – Uśmiechnął się leciutko.
   - No tak.
   - Powiesz mi co się stało? – Popatrzał na grób ojca. Milczałam jednak. – Oczywiście nie naciskam. Może pójdziemy się przejść?
   - Chętnie – odparłam i wstałam z ziemi otrzepując spodnie ze śniegu.
   - No to chodź, pokaże ci coś. – Powiedział z tajemniczym spojrzeniem.
   - Co? – Zapytałam z ciekawością.
   - Niespodzianka i nie wydusisz tego ze nie żadnym sposobem. – Jęknęłam zawiedziona na co on zareagował leciutkim chichotem. Po kilku minutach marszu odezwał się. – Zamknij oczy i nie podglądaj! – Nakazał.
   - No dobra… - uczyniłam to z niechęcia. Poprowadził mnie ostrożnie na jakąś górkę po czym przystanął.
   - Możesz otworzyć.
Posłusznie odsłoniłam oczy z podekscytowaniem, lecz to co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach. Stałam na polance, która z jednej strony kończyła się dość stromym spadem, lecz dalsze jej granice wyznaczały drzewa parku. Jednak nie to mnie tak zachwyciło bo uczynił to widok. Poranne słońce oświecało nasze miasto, które teraz wyglądało jak z bajki. To już nie były szare ulice tylko uliczki dla przechadzającego się tam słońca, które sprawiało wrażenie jakby to miejsce było zaczarowane.
   - Tu jest niesamowicie! – Nie mogłam ukryć swojego zachwytu.
   - Odkryłem to miejsce kilka tygodni temu. Przychodzę tu i myślę o tym co jest, było i będzie. – Usiadł na jedynej tu ławeczce i umilkł. Przysiadłam się do niego i przez chwilkę siedzieliśmy w milczeniu podziwiając widoki miasta.
   - Tam leży mój ojciec. – Zaczęłam cicho i niepewnie. – zmarł rok temu, pijany kierowca wjechał w niego i przygniótł do muru… - przełknęłam ślinę – był tak zmasakrowany że nie mogłyśmy zobaczyć ciała. – Ostatnie słowa wyszeptałam z gulą w gardle a zbłąkana łza potoczyła się po policzku lecz chłopak starł ją opuszkiem palca.
   - Przykro mi. Ja tez straciłem bliską mi osobę. Moja mama zmarła przy porodzie. – Powiedział spokojnie. – Nie znałem jej lecz ją kocham i czuje że jest zawsze przy mnie. Twój ojciec też jest z tobą, na każdym kroku i pewnie jest z ciebie dumny.
   - Może porozmawiamy o czymś przyjemniejszym? – Zasugerowałam.
   - Tak to dobry pomysł – Jego lewy kącik ust uniósł się lekko do góry.
Przez kilka godzin rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Aleks jednak nie jest takim pajacem za jakiego go uważałam. Jest inteligentnym, zabawnym i czułym chłopakiem a to że jego obecność działała na mnie jak lekarstwo na ból było dodatkowym bonusem. Ma młodszego brata, Bartka, który ma 10 lat oraz kota Kulfona. Koło 15 zadzwonił mi telefon.
   - Tak? – Odebrałam go.
   - Jadziu? Gdzie jesteś? – Usłyszałam zmartwiony głos rodzicielki.
   - Już wracam do domu, zaraz będę. – Uspokoiłam ją.
   - To dobrze. Czekam na ciebie kochanie. – I się rozłączyła.
   - Muszę wracać – powiedziałam do mojego towarzysza. – Odprowadzisz mnie?
   - Pewnie! – Gdy doszliśmy do mojego domu zapytał. – Dasz mi swój numer?
   - Tak, jasne – podałam go chłopakowi. – Dziękuje za dziś, Pa.
   - Nie ma za co, do jutra. – Przytulił mnie na pożegnanie, uśmiechnął się i odszedł. A jaj z uśmiechem na twarzy weszłam do domu.
   - Już jestem! – Krzyknęłam przekręcając zamek w drzwiach.
   - Jestem w kuchni! – Odkrzyknęła mama. Weszłam więc do pomieszczenia, w którym się znajdowała i pocałowałam ją w policzek. – Byłaś u taty?
   - Tak – odpowiedziałam krótko.
   - Ja też na nim tęsknię.
   - Wiem mamuś. Ale boje się o Maję. Musimy jej o nim opowiadać, chcę żeby wiedziała jaki był wspaniały, ale strasznie mi ciężko o tym mówić i nie wiem czy będę wstanie kiedyś o nim tak normalnie rozmawiać.
   - Kochanie to przyjdzie z czasem, musisz się najpierw pogodzić z jego śmiercią. – Przytuliła mnie.
   - Idę poczytać książkę.
   - Zaraz będzie obiad. – Poinformowała.
   - Nie jestem głodna – powiedziałam i zaczęłam się wspinać na schody.
W pokoju przebrałam się z wygodne dresy, chwyciłam książkę, włączyłam cichutko płytę mojego kochanego zespołu i ułożyłam się wygodnie na łóżku. Książka tak mnie wciągnęła że nie zwróciłam uwagi że już jest ciemno za oknami. Wstałam więc i przygotowałam się do snu. Gdy już przysypiałam zawibrował mi telefon pod poduszką. Z niechęcią wyciągnęłam urządzenie i sprawdziłam wiadomość od nieznanego mi numeru. „Dobranoc, Aleks” uśmiechnęłam się i zapisałam kontakt po czym odpłynęłam do krainy snów.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejka :D tak oto mamy 3 rozdział J Mam nadzieję że będzie się podobał!! Ah właśnie, kto czyta komentuje! :*:*:*:* I z góry przepraszam za wszelkie błędy :P A i sorka że taki krótki ale nie miałam za bardzo czasu na pisanie i pomysłu na rozdział. Ale obiecuję że się poprawię :D





     
 








środa, 4 czerwca 2014

2.




Następnego dnia nie poszłam do szkoły, mama nafaszerowała mnie różnymi proszkami na przeziębienie i kazała cały dzień spędzić w łóżku. Gdy wyszła do pracy i zostałam sama wróciłam myślami do mojego snu. Bo ja przecież nie widziałam żadnego zagrożenia w Aleksie. Nie, to był tylko głupi sen wywołany gorączką! Wzięłam jeszcze jedną tabletkę na ból głowy, przewróciłam się na drugi bok, już po chwili zapadłam w niebyt.
 Przez cztery dni leżałam w domu. W piątek popołudniu w końcu zadzwoniła Kasia.
-         - Co się z tobą dzieje? – zapytała zaniepokojona.
-         - Jestem chora.
-         - Ale dasz rade iść jutro do Jarka?
-         - Nie wiem, zależy jak się będę czuła – tak naprawdę nie miałam ochoty tam iść, ale jak ona się uprze to nie ma innego wyjścia.
-         - Dasz radę! Zresztą obiecałaś mi. 
-         - No dobra – powiedziałam.
-         - No to będę tak jak mówiłam, o osiemnastej! Do jutra! – rozłączyła się.
-         - Tak, do jutra – powiedziałam sama do siebie. 
 Czułam się całkiem dobrze, dlatego się szybko ubrałam i wyszłam na spacerek. Niedaleko domu był duży park, idealny na zabicie czasu. Było strasznie zimno, więc wpadłam do malutkiej kawiarni na kawę, świeciła ona pustkami. Podeszłam do lady i zamówiłam kawą z bitą śmietaną oraz jakieś apetycznie wyglądające ciasto. Usiadłam przy stole koło okna żeby móc obserwować padający śnieg. Kelnerka przyniosła moje zamówienie ze sztucznym uśmiechem po czym oddaliła się na zaplecze. Nagle zadzwonił mały dzwoneczek przy drzwiach. Ja jednak nie zainteresowana tym kto zawitał do kawiarenki dalej obserwowałam wirujące płatki.
-         - Hej. – zwróciłam się twarzą do rozmówcy, który usiadł naprzeciwko mnie.
-         - Cześć, Aleks. – przywitałam się z chłopakiem lekko zaskoczona. – Co tu robisz?
-         - Jak to co? – zapytał rozbawiony. – Chce się napić herbaty. A tak szczerze to zobaczyłem cię jak wyglądałaś przez okno i stwierdziłem że się przywitam.
-         - Miło z twojej strony, ale nie musiałeś – uśmiechnęłam się do niego.
-         - Nie musiałem, ale chciałem. A tak w ogóle czemu nie było cię w szkole? – zapytał z ciekawością, miał jednak zaniepokojoną minę.
-         - Byłam… jestem chora – poinformowałam go.
-         - No tak – powiedział, a ja dopiłam swój napój i zaczęłam się zbierać.
-         - Wychodzisz już?
-         - Tak, zaraz wróci mama a ja raczej nie powinnam wychodzić.
-         - Szkoda – zamyślił się na chwilę. – ale będziesz w poniedziałek w szkole?
-         - Tak, raczej tak. – uśmiechnęłam się, ubrałam i już wychodziliśmy na dwór. – No to pa.
-         - Do zobaczenia. – uśmiechnął się smutno i odszedł w drugą stronę.
 Wróciłam do domu kilka minut przed mamą, więc mi się upiekło. Reszta dnia minęła leniwie, bardzo leniwie. Jak nie telewizja to książka, która tak mnie wciągnęła że przez pół nocy nie robiłam nic, oprócz czytania. Noc miałam spokojną zero snów i budzenia się w nocy. Rano a raczej po południu wstałam wypoczęta i już prawie zdrowa. Zanim się obejrzałam była osiemnasta i Kasia pukała do drzwi z promiennym uśmiechem na twarzy.
-         - Hej! I jak gotowa na zabawę?
-         - Tak szczerze to nie mam ochoty tam iść – powiedziałam.
-         - Co?! – krzyknęła oburzona. – Jak to nie masz ochoty?!
-         - Nie jestem jeszcze zdrowa – wyjaśniłam spokojnie.
-         - Słaba wymówka.
-         - Uh.. no dobra chodź – powiedziałam z rezygnacją. Ona zaś zaklaskała po czym zaciągnęła mnie do pokoju.
Po dobrych 2 godzinach, które wydawały się wiecznością byłyśmy gotowe. Kasia miała na sobie czerwony top i czarne rurki, włosy podpięła do góry a makijaż zrobiła dość delikatny jak na nią. No i nie oszukujmy się wyglądała zjawiskowo! Ja natomiast zostałam siłą zmuszona do założenia czarnej, dość krótkiej sukienki na grubych ramiączkach z wykoronkowanymi plecami, do tego mój szczęśliwy naszyjnik z czaszką, który dostałam od ojca, czarnymi perełkami w uszach, kolczykiem w wardze i nosie oraz mocno umalowanymi oczami. Prezentowałam się nawet dobrze, jak na mnie. Kaśka podziwiając swoje dzieło uśmiechała się od ucha do ucha, co dodawało jej tylko uroku!
-         - Jagoda! Wyglądasz fantastycznie! Jednak ma się tą smykałkę do mody! – Zaczęła podskakiwać i klaskać jak opętana.
-         - Kaśka! Uspokój się! 
-         - Dobra! Co nie zmienia faktu jak wyglądasz. – uradowana zbiegła po schodach do salonu. Pobiegłam za nią.
-         - O Boże, Jagódko wyglądasz prześlicznie! – Podeszła do mnie mama i obejrzała mnie z biska po czym przytuliła. – Baw się dobrze kochanie!
-         - Dziękuję mamuś, to my lecimy – wyplątałam się z jej uścisku. – Pa!
Kaśka założyła swoje czarne kozaczki na koturnie i czerwony płaszczyk. Ja natomiast standardowo założyłam czarne glany i kurtkę oraz owinęłam szalik na szyi. Wyszłyśmy z ciepłego domu na pokryte śniegiem ulice. Do Jarka miałyśmy kawałek drogi, którą pokonałyśmy w ciszy. Około 21 byłyśmy na miejscu. Impreza zaczęła się już powoli rozkręcać więc weszłyśmy do środka. W domu chłopaka grała głośno muzyka, na stołach był rozłożony alkohol i przekąski.
-         - Dobra laska ja idę poszukać mojej paczki, zaraz wracam! – Poinformowała mnie towarzyszka przekrzykując muzykę. I już jej nie było.
Jak zawsze musiała mnie zostawić! Znudzona i zniechęcona zaczęłam przechadzać się po domu. Znalazłam się w salonie wypełnionym ludźmi. Usiadłam na wolnej kanapie popijając sok pomarańczowy. Nastolatki przewijały się przez pomieszczenie, osoby z mojej szkoły obrzucały mnie niechętnym spojrzeniem. Po jakiejś godzinie bezczynnego czekania na powrót Kaśki stwierdziłam że raczej jej już dzisiaj nie zobaczę, więc zamierzałam wstać i wracać do domu gdy nagle ktoś usiadł na miejscu obok i złapał za rękę tym samym uniemożliwiając mi wstanie.  Popatrzyłam z niechęcią na przybysza i aż mnie zmurowało. Zobaczyłam te prześliczne oczy, kruczo czarne włosy opadały mu na twarz, kolczyk w brwi lekko migotał z słabym świetle a uśmiech sprawił że zmiękły mi kolana.
-         - Już wychodzisz? – Zapytał wciąż trzymając moją rękę w uścisku.
-         - Taki miałam zamiar.
-         - Czemu? Nie bawisz się za dobrze? – Zapytał.
-         - Jak widać nie – odpowiedziałam. – Możesz mnie już puścić? Chcę wstać.
-         - Emm…no tak, sorka – puścił moją rękę troszkę zmieszany. – Nie możesz jeszcze trochę zostać?
-         - A po co? 
-         - No nie wiem, żeby zatańczyć ze mną? – Jego brwi uniosły się do góry a usta wygięły w lekki uśmiech. 
-         - Eee..
-          - No nie daj się prosić – zrobił minkę smutnego psiaka lecz w jego oczach nadal było rozbawienie.
-         - Dobrze, raz!
Z głośników zabrzmiała jakaś wolna piosenka a Aleks zaprowadził mnie na środek przestronnego pokoju, objął mnie w tali i zaczął się kołysać. Zapatrzona w jego oczy uczyniłam to samo zarzucając moje ręce na jego szyję. Zatonęłam w tym spojrzeniu i nie widziałam już nic oprócz tego chłopaka. Zniknęło pomieszczenie i znajdujący się w nim ludzie. Była tylko spokojna muzyka i on. Nagle chłopak zaczął zmniejszać odległość miedzy nami, po chwili jego oddech ogrzewał delikatnie mój policzek. W tym momencie mój mózg zaczął z powrotem normalnie pracować i odskoczyłam od chłopaka jak oparzona. Porwałam moją kurtkę z oparcia kanapy i pobiegłam w stronę wyjścia. Gdy znalazłam się na ulicy usłyszałam wołanie Aleksa lecz biegłam dalej dopóki nie zatrzymały mnie jego ręce.
-         - Co się stało? – Zapytał zdziwiony moim zachowaniem. Wyrwałam się z jego rąk.
-         - Co to miało być! – Krzyknęłam.
-         - Ale co? Przecież tylko tańczyliśmy.
-         - Jakoś nie wyglądało to tylko na taniec!
-         - Przepraszam, okej! Nie chciałem cię urazić. – Powiedział ze skruszeniem w głosie.
-         - Nie myśl sobie że jak inne na Ciebie lecą to ja tez muszę! – Krzyknęłam i ruszyłam przed siebie.
-         - Poczekaj! Masz racje, wygłupiłem się!
-         - I to jak! – Odwróciłam się przodem do niego.
-         - Mogę Cię chociaż odprowadzić? Nie będziesz chodziła sama o tej godzinie.
-         - Dobra, jak chcesz – odparłam z niechęcią. Połowę drogi powrotnej przeszliśmy w milczeniu. Gdy nagle odezwał się.
-         - Tak w ogóle jak się czujesz?
-         - W jakim sensie? – Zapytałam niepewnie.
-         - Byłaś chora, tak? – Zaśmiał się.
-         - No tak, byłam ale jak widać już nie jestem. – Odpowiedziałam szorstko.
-         - Jagoda, przecież przeprosiłem, mogłabyś o tym zapomnieć i znowu normalnie ze mną rozmawiać? – poprosił.
-         - Masz racje, trochę przesadzam. - Uśmiechnęłam się do niego. – Tu mieszkam.
-         - Ah… no to dobranoc i do jutra.
-         - Tak dobranoc. – Weszłam po schodach po czym odwróciłam się i pomachałam mu na do widzenia a potem weszłam powoli do domu. 
Było już po 23 więc po cichu się rozebrałam i powędrowałam do łazienki żeby wziąć gorący prysznic. Zdjęłam z siebie ubranie i wrzuciłam do kosza na pranie, delikatnie zmyłam makijaż i weszłam pod parujący strumień wody. Rozgrzana i owinięta w ręcznik poszłam do pokoju, przebrałam się w fioletowe spodenki i jakaś starą wyblakłą koszulę taty (już nim nie pachniała), nastawiłam budzik na 6 rano, następnie opatuliłam się kołdrą i mocno zasnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejoo! :P 2 rozdział już napisany :D wgl byłam w szoku że ktoś to czyta ;O ale to fajnie! Jak wam się podoba to zachęcam do zostawiania po sobie komentarzy !!:D tak więc do następnego rozdziału!!! :*:*:*

wtorek, 3 czerwca 2014

1.




      -        Jagoda wstawaj! – usłyszałam głos dobiegający z dołu. 
      -        Już wstaję – mruknęłam pod nosem, po czym przewróciłam się na drugi bok z planem wrócenia do snu.
      -        Wstawaj! Wstawaj! – Majka zaczęła krzyczeć mi do ucha. Zerwałam się na równe nogi.
      -        Która godzina? – zapytałam.
      -        Siódma – odpowiedziała z uśmiechem.
 Założyłam kapcie na nogi i przyjrzałam się mojej małej siostrzyczce. Była ona drobną pięciolatką. Miała śliczne brązowe loczki do ramion i czekoladowe oczy. Pocałowałam ją w czubek głowy i ruszyłam do łazienki. Umyłam szybko zęby, rozczesałam blond, falowane włosy do pasa szczotką, obrysowałam kontury moich oczu czarną kredką i wytuszowałam rzęsy. Przejrzałam się w lustrze, uznawszy że wyglądam przyzwoicie wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam z szafy ciemne, obcisłe spodnie, czarnobiałą koszulkę w paski na grubych ramiączkach i czarny sweterek. Wrzuciłam książki do plecaka i zbiegłam po schodach. Weszłam do jasnej, przestronnej kuchni. Po prawej stronie stała mama przy blacie robiąc kanapki, ona również była blondyną tylko ze ciemną, miała na sobie ciepły niebieski sweterek i jasne spodnie. Wyglądała wspaniale i była dużo ładniejsza ode mnie. Po lewej stronie siedziała już przy stole Maja i śpiewała jakąś piosenkę.
      -        Cześć mamuś – podeszłam do mniej i pocałowałam w policzek, po czym wyjrzałam przez okno zobaczyć jaka była pogoda. No tak śnieg, pomyślałam.
      -        Cześć kochanie, wyspałaś się? – zapytała.
      -        Nawet – odpowiedziałam i usiadłam koło małej. – Co to za piosenką? – zapytałam.
      -        Z przedszkola, ładna?
      -        Oczywiście, zaśpiewaj jeszcze raz – poprosiłam.
      -        Nie chce już! – pisnęła.
      -        To nie – potargałam jej włosy po czym złapałam kanapkę a drugie śniadanie schowałam do plecaka – idę mamuś. Kocham cię – powiedziałam i wyszłam z kuchni kończąc kanapkę.
 Ubrałam czarne glany i kurtkę zimową, owinęłam szalik wokół głowy i wyszłam na dwór zamykając za sobą drzwi. Wyciągnęłam z kieszeni telefon, była siódma czterdzieści, do szkoły mam jakieś dziesięć minut spacerkiem. Po drodze rozmyślałam o mojej siostrze, jak sobie ona poradzi z tą sytuacją za pięć, dziesięć lat? Nie mam pojęcia czy ja sama będę w stanie ją wesprzeć. Odgoniłam od siebie te ponure myśli i weszłam do mojej szkoły. Ostrożnie zeszłam po schodach do szatni, otworzyłam szafkę schowałam kurtkę i zmieniałam buty na czarne trampki. Schowałam kluczyk do kieszeni i ruszyłam na lekcje. Miałam fizykę w sali 304 na drugim piętrze. Nasza szkoła nie była duża, w końcu były tu tylko po trzy klasy na jeden rocznik. Ja chodziłam do 1c, nie była to rewelacyjna klasa  no ale jaka taka jest? Ogółem wolałam samotność więc nie miałam dużo koleżanek, dobra miałam tylko jedną koleżankę Kasię. Chodziła ze mną do klasy, to trochę pulchna, ładna dziewczyna o rudawych włosach i brązowych oczach. W odróżnieniu do mnie była lubiana, więc nie wiedziałam czemu w ogóle zwracała na mnie uwagę. Gdy znalazłam się pod klasą byli już prawie wszyscy. Po chwili zabrzmiał dzwonek i weszliśmy do klasy. Była ona dosyć duża, na parapecie stało kilka kwiatków a ściany były koloru niebieskiego. Pomaszerowałam do ostatniej ławki pod ścianą i rozpakowałam z plecaka swoje książki. Jako ostatni do klasy wszedł pan Kruk a razem z nim jakiś chłopak. Przebiegł on wzrokiem po klasie, gdy nasze oczy się spotkały szybko odwróciłam wzrok.
      -        Dzień dobry – przywitał się nauczyciel. – Usiądź na wolnym miejscu – zwrócił się do chłopaka.
      -        Dobrze – odpowiedział i ruszył w moim kierunki. – Cześć – zwrócił się do mnie.
      -        Hej – odpowiedziałam i zaczęłam notować w zeszycie nie zwracając uwagi no osobę siedzącą koło mnie.
 Przez pół lekcji czułam na sobie wzrok wszystkich dziewczyn z klasy i słyszałam docinki na mój temat. On jednak nie odezwał się do mnie przez resztę lekcji. Z dzisiejszych zajęć nie wyniosłam nic bo nie mogłam się skupić, gdy zadzwonił dzwonek szybko się spakowałam i wyszłam z klasy a nieznajomy został oblężony przez stadko piranii, które chciały go schrupać. Następną lekcją był w-f. Szczerze nienawidziłam tej lekcji. Powodem były złośliwe tarantule z mojej klasy. Zeszłam na parter i ruszyłam do szatni dziewcząt. Przebrana już usiadłam przed salą gimnastyczną i czekałam na rozpoczęcie lekcji. Chwilkę później dziewczyny minęły mnie idąc do szatni z nożami w oczach. Nagle ktoś się do mnie dosiadł, gdy zwróciłam się do tej osoby przodem aż mnie zamurowało. Kołomnie siedział właśnie on. Jego usta ułożone były w lekkim uśmiechu, miał odstające kości policzkowe i, o Boże słodkie dołeczki w policzkach, potargane włosy opadały mu na lekko uniesione brwi do góry, a oczy?! Jego oczy były nieziemskie, intensywnie niebieskie okalane ciemnym wachlarzem rzęs.
      -        Nie lubisz mnie? – było to raczej stwierdzenie nie pytanie.
      -        Ja… ja cię nie znam – wykrztusiłam z siebie. – Więc nie mogę teraz odpowiedzieć na twoje pytanie.
      -        No tak…Aleks, Aleks Mika – przedstawił się z uśmiechem.
      -        Jagoda – odpowiedziała krótko. 
      -        Tak więc już mnie znasz – zaśmiał się.
 Usłyszeliśmy dzwonek i to zakończyło naszą krótką rozmowę. Szybko wstałam z ławki i weszłam na sale żeby żadna dziewczyna nas razem nie widziała. Wiedziałam już dlaczego się nim tak interesowały, był naprawdę przystojny, ale to o niczym nie świadczy. Pewnie jest tak samo zapatrzonym w siebie pajacem jak połowa uczniów w tej szkole. Przez całe czterdzieści pięć minut starałam się nie myśleć o Aleksie, miałyśmy wtedy siatkówkę więc musiałam włożyć w to dużo wysiłku. Gdy po lekcji wychodziłam z szatni Kasia zdawała mi relacje z sobotniej imprezy.
      -        Było naprawdę mega! A właśnie w tą sobotę jest impreza u Jarka, idziemy?
      -        My? – zapytałam zdziwiona.
      -        Tak! – powiedziała entuzjastycznie. – Wiem że nie przepadasz za takimi wypadami, ale proszę, proszę, proszę zgódź się!
      -        Czuję że będę tego żałować!
      -        Dzięki! Dzięki! Dzięki! – piszczała ze szczęścia. - Będę u ciebie w sobotę o osiemnastej!
 Dziewczyna zaczęła trajkotać o ciuchach i chłopakach, więc wszystko wpuszczałam lewym a wypuszczałam prawym uchem. Ciągle przed oczami miałam te cudowne oczy i śliczny uśmiech.
      -        Jagoda! Ty mnie w ogóle nie słuchasz! – poskarżyła się.
      -        Słucham! – zaprotestowałam.
      -        Tak? To o czym mówiłam?
      -        Yyy…ooo…hmm.
      -        Widzisz! O czym tak myślisz że mnie nie słuchasz? – zapytała z ciekawością.
      -        O niczym, serio.
      -        Wiem kiedy kłamiesz! – pokazała mi język. – I robisz to w tej chwili!
      -        Myślałam o Majce… - Kasia zrobiła zbolałą minę. Wiedziałam że mi nie wierzy, ale odpuściła.
 Przez resztę dnia nie odezwał się do mnie ani słowem. Po prostu przejrzał na oczy jaka byłam, nie popularną, zamkniętą w sobie i mało atrakcyjną dziewczyną z nowej klasy. W ogóle czemu się nim tak przejmowałam? Przecież nawet go nie znałam! Wracając do domu, włączyłam głośno muzykę na słuchawkach i zapomniałam o wszystkim. Nic się w danej chwili nie liczyło, tylko ja, moje myśli i płynące dźwięki z telefonu. Byłam tak zatracona w swoim własnym świecie że nie zwróciłam uwagi na śliską drogę. Więc szybko wylądowałam w największej zaspie. Tak oto wróciłam do domu cała przemoczona i zmarznięta. Zdjęłam z siebie mokre ubrania i założyłam stare, znoszone dresy i jakąś flanelową koszulę w kratę z długimi rękawami. Owinęłam się kocem i podreptałam do salonu. Dom był pusty, nic dziwnego było dopiero przed piętnastą a mama odbiera Maje około piętnastej trzydzieści. Wzięłam pilota i włączyłam jakiś durny film. Nie wiedzieć kiedy zasnęłam. Śniło mi się że szłam ciemną uliczką, nagle zaczął padać deszcz i zrobiło się strasznie zimno. Po chwili zauważyłam że ktoś mnie śledzi, zaczęłam uciekać ile sił w nogach! Niestety to nic nie pomagało bo wiatr ciągle mnie spychał a napastnik był coraz bliżej. Gdy mnie w końcu dopadł zaczęłam przeraźliwie krzyczeć. Zwrócił mnie twarzą do siebie tak żebym widziała jego twarz. Wrzeszcząc, zerwałam się na równe nogi. Byłam spocona jakbym przebiegła maraton a moje serce i oddech nie chciały się uspokoić. Przestraszona mama wpadła do pokoju ze strachem w oczach.
      -        Kochanie co się stało? Jesteś rozpalona! – wykrzyknęła, przykładając mi dłoń do czoła.
      -        Miałam zły sen.
      -        Jak wróciłam do domu już spałaś, więc cię nie budziłam tylko poszłam robić obiad. Obiad!   – wybiegła jak burza z pokoju. Zaraz jednak była z powrotem trzymając termometr i paracetamol w prawej a kubek z wodą w lewej ręce. – Zmierz temperaturę i weź tabletkę.
      -        Dobrze – posłusznie wsadziłam termometr pod pachę i popiłam lek wodą.
      -        I jak? – zapytała po chwili.
      -        Trzydzieści dziewięć stopni. – poinformowałam ją, patrząc na pomiar mojej temperatury.
      -        Marsz do łóżka i nigdzie mi nie wychodź! – pogroziła palcem.
 Pomaszerowałam więc, do swojej sypialni i wskoczyłam na łóżko szczelnie okrywając się kołdrą. Po chwili odpłynęłam w niebyt, prześladowana widokiem złowrogiej twarzy napastnika ze snu, Aleksa.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
  No to tak....1 rozdział za mną i mam nadzieje że będzie się go dobrze czytać.! ;*


Hej!
No to tak na początek powiem że to mój pierwszy blog..! A zaczynam go pisać tak z nudów :)
Mam nadzieje że nie będzie nudny! W ogóle pisze tak jakoś sztywno… dobra to tak.. nie wiem jeszcze o czym będzie ale będzie na pewno o czymś ;) tak więc 1 rozdział będzie niebawem :D