- Jagoda wstawaj! – usłyszałam głos dobiegający z dołu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~- Już wstaję – mruknęłam pod nosem, po czym przewróciłam się na drugi bok z planem wrócenia do snu.- Wstawaj! Wstawaj! – Majka zaczęła krzyczeć mi do ucha. Zerwałam się na równe nogi.- Która godzina? – zapytałam.- Siódma – odpowiedziała z uśmiechem.Założyłam kapcie na nogi i przyjrzałam się mojej małej siostrzyczce. Była ona drobną pięciolatką. Miała śliczne brązowe loczki do ramion i czekoladowe oczy. Pocałowałam ją w czubek głowy i ruszyłam do łazienki. Umyłam szybko zęby, rozczesałam blond, falowane włosy do pasa szczotką, obrysowałam kontury moich oczu czarną kredką i wytuszowałam rzęsy. Przejrzałam się w lustrze, uznawszy że wyglądam przyzwoicie wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam z szafy ciemne, obcisłe spodnie, czarnobiałą koszulkę w paski na grubych ramiączkach i czarny sweterek. Wrzuciłam książki do plecaka i zbiegłam po schodach. Weszłam do jasnej, przestronnej kuchni. Po prawej stronie stała mama przy blacie robiąc kanapki, ona również była blondyną tylko ze ciemną, miała na sobie ciepły niebieski sweterek i jasne spodnie. Wyglądała wspaniale i była dużo ładniejsza ode mnie. Po lewej stronie siedziała już przy stole Maja i śpiewała jakąś piosenkę.- Cześć mamuś – podeszłam do mniej i pocałowałam w policzek, po czym wyjrzałam przez okno zobaczyć jaka była pogoda. No tak śnieg, pomyślałam.- Cześć kochanie, wyspałaś się? – zapytała.- Nawet – odpowiedziałam i usiadłam koło małej. – Co to za piosenką? – zapytałam.- Z przedszkola, ładna?- Oczywiście, zaśpiewaj jeszcze raz – poprosiłam.- Nie chce już! – pisnęła.- To nie – potargałam jej włosy po czym złapałam kanapkę a drugie śniadanie schowałam do plecaka – idę mamuś. Kocham cię – powiedziałam i wyszłam z kuchni kończąc kanapkę.Ubrałam czarne glany i kurtkę zimową, owinęłam szalik wokół głowy i wyszłam na dwór zamykając za sobą drzwi. Wyciągnęłam z kieszeni telefon, była siódma czterdzieści, do szkoły mam jakieś dziesięć minut spacerkiem. Po drodze rozmyślałam o mojej siostrze, jak sobie ona poradzi z tą sytuacją za pięć, dziesięć lat? Nie mam pojęcia czy ja sama będę w stanie ją wesprzeć. Odgoniłam od siebie te ponure myśli i weszłam do mojej szkoły. Ostrożnie zeszłam po schodach do szatni, otworzyłam szafkę schowałam kurtkę i zmieniałam buty na czarne trampki. Schowałam kluczyk do kieszeni i ruszyłam na lekcje. Miałam fizykę w sali 304 na drugim piętrze. Nasza szkoła nie była duża, w końcu były tu tylko po trzy klasy na jeden rocznik. Ja chodziłam do 1c, nie była to rewelacyjna klasa no ale jaka taka jest? Ogółem wolałam samotność więc nie miałam dużo koleżanek, dobra miałam tylko jedną koleżankę Kasię. Chodziła ze mną do klasy, to trochę pulchna, ładna dziewczyna o rudawych włosach i brązowych oczach. W odróżnieniu do mnie była lubiana, więc nie wiedziałam czemu w ogóle zwracała na mnie uwagę. Gdy znalazłam się pod klasą byli już prawie wszyscy. Po chwili zabrzmiał dzwonek i weszliśmy do klasy. Była ona dosyć duża, na parapecie stało kilka kwiatków a ściany były koloru niebieskiego. Pomaszerowałam do ostatniej ławki pod ścianą i rozpakowałam z plecaka swoje książki. Jako ostatni do klasy wszedł pan Kruk a razem z nim jakiś chłopak. Przebiegł on wzrokiem po klasie, gdy nasze oczy się spotkały szybko odwróciłam wzrok.- Dzień dobry – przywitał się nauczyciel. – Usiądź na wolnym miejscu – zwrócił się do chłopaka.- Dobrze – odpowiedział i ruszył w moim kierunki. – Cześć – zwrócił się do mnie.- Hej – odpowiedziałam i zaczęłam notować w zeszycie nie zwracając uwagi no osobę siedzącą koło mnie.Przez pół lekcji czułam na sobie wzrok wszystkich dziewczyn z klasy i słyszałam docinki na mój temat. On jednak nie odezwał się do mnie przez resztę lekcji. Z dzisiejszych zajęć nie wyniosłam nic bo nie mogłam się skupić, gdy zadzwonił dzwonek szybko się spakowałam i wyszłam z klasy a nieznajomy został oblężony przez stadko piranii, które chciały go schrupać. Następną lekcją był w-f. Szczerze nienawidziłam tej lekcji. Powodem były złośliwe tarantule z mojej klasy. Zeszłam na parter i ruszyłam do szatni dziewcząt. Przebrana już usiadłam przed salą gimnastyczną i czekałam na rozpoczęcie lekcji. Chwilkę później dziewczyny minęły mnie idąc do szatni z nożami w oczach. Nagle ktoś się do mnie dosiadł, gdy zwróciłam się do tej osoby przodem aż mnie zamurowało. Kołomnie siedział właśnie on. Jego usta ułożone były w lekkim uśmiechu, miał odstające kości policzkowe i, o Boże słodkie dołeczki w policzkach, potargane włosy opadały mu na lekko uniesione brwi do góry, a oczy?! Jego oczy były nieziemskie, intensywnie niebieskie okalane ciemnym wachlarzem rzęs.- Nie lubisz mnie? – było to raczej stwierdzenie nie pytanie.- Ja… ja cię nie znam – wykrztusiłam z siebie. – Więc nie mogę teraz odpowiedzieć na twoje pytanie.- No tak…Aleks, Aleks Mika – przedstawił się z uśmiechem.- Jagoda – odpowiedziała krótko.- Tak więc już mnie znasz – zaśmiał się.Usłyszeliśmy dzwonek i to zakończyło naszą krótką rozmowę. Szybko wstałam z ławki i weszłam na sale żeby żadna dziewczyna nas razem nie widziała. Wiedziałam już dlaczego się nim tak interesowały, był naprawdę przystojny, ale to o niczym nie świadczy. Pewnie jest tak samo zapatrzonym w siebie pajacem jak połowa uczniów w tej szkole. Przez całe czterdzieści pięć minut starałam się nie myśleć o Aleksie, miałyśmy wtedy siatkówkę więc musiałam włożyć w to dużo wysiłku. Gdy po lekcji wychodziłam z szatni Kasia zdawała mi relacje z sobotniej imprezy.- Było naprawdę mega! A właśnie w tą sobotę jest impreza u Jarka, idziemy?- My? – zapytałam zdziwiona.- Tak! – powiedziała entuzjastycznie. – Wiem że nie przepadasz za takimi wypadami, ale proszę, proszę, proszę zgódź się!- Czuję że będę tego żałować!- Dzięki! Dzięki! Dzięki! – piszczała ze szczęścia. - Będę u ciebie w sobotę o osiemnastej!Dziewczyna zaczęła trajkotać o ciuchach i chłopakach, więc wszystko wpuszczałam lewym a wypuszczałam prawym uchem. Ciągle przed oczami miałam te cudowne oczy i śliczny uśmiech.- Jagoda! Ty mnie w ogóle nie słuchasz! – poskarżyła się.- Słucham! – zaprotestowałam.- Tak? To o czym mówiłam?- Yyy…ooo…hmm.- Widzisz! O czym tak myślisz że mnie nie słuchasz? – zapytała z ciekawością.- O niczym, serio.- Wiem kiedy kłamiesz! – pokazała mi język. – I robisz to w tej chwili!- Myślałam o Majce… - Kasia zrobiła zbolałą minę. Wiedziałam że mi nie wierzy, ale odpuściła.Przez resztę dnia nie odezwał się do mnie ani słowem. Po prostu przejrzał na oczy jaka byłam, nie popularną, zamkniętą w sobie i mało atrakcyjną dziewczyną z nowej klasy. W ogóle czemu się nim tak przejmowałam? Przecież nawet go nie znałam! Wracając do domu, włączyłam głośno muzykę na słuchawkach i zapomniałam o wszystkim. Nic się w danej chwili nie liczyło, tylko ja, moje myśli i płynące dźwięki z telefonu. Byłam tak zatracona w swoim własnym świecie że nie zwróciłam uwagi na śliską drogę. Więc szybko wylądowałam w największej zaspie. Tak oto wróciłam do domu cała przemoczona i zmarznięta. Zdjęłam z siebie mokre ubrania i założyłam stare, znoszone dresy i jakąś flanelową koszulę w kratę z długimi rękawami. Owinęłam się kocem i podreptałam do salonu. Dom był pusty, nic dziwnego było dopiero przed piętnastą a mama odbiera Maje około piętnastej trzydzieści. Wzięłam pilota i włączyłam jakiś durny film. Nie wiedzieć kiedy zasnęłam. Śniło mi się że szłam ciemną uliczką, nagle zaczął padać deszcz i zrobiło się strasznie zimno. Po chwili zauważyłam że ktoś mnie śledzi, zaczęłam uciekać ile sił w nogach! Niestety to nic nie pomagało bo wiatr ciągle mnie spychał a napastnik był coraz bliżej. Gdy mnie w końcu dopadł zaczęłam przeraźliwie krzyczeć. Zwrócił mnie twarzą do siebie tak żebym widziała jego twarz. Wrzeszcząc, zerwałam się na równe nogi. Byłam spocona jakbym przebiegła maraton a moje serce i oddech nie chciały się uspokoić. Przestraszona mama wpadła do pokoju ze strachem w oczach.- Kochanie co się stało? Jesteś rozpalona! – wykrzyknęła, przykładając mi dłoń do czoła.- Miałam zły sen.- Jak wróciłam do domu już spałaś, więc cię nie budziłam tylko poszłam robić obiad. Obiad! – wybiegła jak burza z pokoju. Zaraz jednak była z powrotem trzymając termometr i paracetamol w prawej a kubek z wodą w lewej ręce. – Zmierz temperaturę i weź tabletkę.- Dobrze – posłusznie wsadziłam termometr pod pachę i popiłam lek wodą.- I jak? – zapytała po chwili.- Trzydzieści dziewięć stopni. – poinformowałam ją, patrząc na pomiar mojej temperatury.- Marsz do łóżka i nigdzie mi nie wychodź! – pogroziła palcem.Pomaszerowałam więc, do swojej sypialni i wskoczyłam na łóżko szczelnie okrywając się kołdrą. Po chwili odpłynęłam w niebyt, prześladowana widokiem złowrogiej twarzy napastnika ze snu, Aleksa.
No to tak....1 rozdział za mną i mam nadzieje że będzie się go dobrze czytać.! ;*
Kolejny dobry blog :) uwielbiam czytać takie opowiadania. Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały. Pozdrawiam i życzę weny twórczej ;*
OdpowiedzUsuńJak narazie super , podobnie jak twoj drugi blog , który również czytam ;)
OdpowiedzUsuń