Następnego dnia nie poszłam do szkoły, mama nafaszerowała
mnie różnymi proszkami na przeziębienie i kazała cały dzień spędzić w łóżku.
Gdy wyszła do pracy i zostałam sama wróciłam myślami do mojego snu. Bo ja
przecież nie widziałam żadnego zagrożenia w Aleksie. Nie, to był tylko głupi
sen wywołany gorączką! Wzięłam jeszcze jedną tabletkę na ból głowy,
przewróciłam się na drugi bok, już po chwili zapadłam w niebyt.
Przez cztery dni
leżałam w domu. W piątek popołudniu w końcu zadzwoniła Kasia.
-
- Co się z tobą dzieje? – zapytała zaniepokojona.
-
- Jestem chora.
-
- Ale dasz rade iść jutro do Jarka?
-
- Nie wiem, zależy jak się będę czuła – tak
naprawdę nie miałam ochoty tam iść, ale jak ona się uprze to nie ma innego
wyjścia.
-
- Dasz radę! Zresztą obiecałaś mi.
-
- No dobra – powiedziałam.
-
- No to będę tak jak mówiłam, o osiemnastej! Do
jutra! – rozłączyła się.
-
- Tak, do jutra – powiedziałam sama do siebie.
Czułam się całkiem
dobrze, dlatego się szybko ubrałam i wyszłam na spacerek. Niedaleko domu był
duży park, idealny na zabicie czasu. Było strasznie zimno, więc wpadłam do
malutkiej kawiarni na kawę, świeciła ona pustkami. Podeszłam do lady i
zamówiłam kawą z bitą śmietaną oraz jakieś apetycznie wyglądające ciasto.
Usiadłam przy stole koło okna żeby móc obserwować padający śnieg. Kelnerka
przyniosła moje zamówienie ze sztucznym uśmiechem po czym oddaliła się na zaplecze.
Nagle zadzwonił mały dzwoneczek przy drzwiach. Ja jednak nie zainteresowana tym
kto zawitał do kawiarenki dalej obserwowałam wirujące płatki.
-
- Hej. – zwróciłam się twarzą do rozmówcy, który
usiadł naprzeciwko mnie.
-
- Cześć, Aleks. – przywitałam się z chłopakiem
lekko zaskoczona. – Co tu robisz?
-
- Jak to co? – zapytał rozbawiony. – Chce się
napić herbaty. A tak szczerze to zobaczyłem cię jak wyglądałaś przez okno i
stwierdziłem że się przywitam.
-
- Miło z twojej strony, ale nie musiałeś –
uśmiechnęłam się do niego.
-
- Nie musiałem, ale chciałem. A tak w ogóle czemu
nie było cię w szkole? – zapytał z ciekawością, miał jednak zaniepokojoną minę.
-
- Byłam… jestem chora – poinformowałam go.
-
- No tak – powiedział, a ja dopiłam swój napój i
zaczęłam się zbierać.
-
- Wychodzisz już?
-
- Tak, zaraz wróci mama a ja raczej nie powinnam
wychodzić.
-
- Szkoda – zamyślił się na chwilę. – ale będziesz
w poniedziałek w szkole?
-
- Tak, raczej tak. – uśmiechnęłam się, ubrałam i
już wychodziliśmy na dwór. – No to pa.
-
- Do zobaczenia. – uśmiechnął się smutno i odszedł
w drugą stronę.
Wróciłam do domu
kilka minut przed mamą, więc mi się upiekło. Reszta dnia minęła leniwie, bardzo
leniwie. Jak nie telewizja to książka, która tak mnie wciągnęła że przez pół
nocy nie robiłam nic, oprócz czytania. Noc miałam spokojną zero snów i budzenia
się w nocy. Rano a raczej po południu wstałam wypoczęta i już prawie zdrowa.
Zanim się obejrzałam była osiemnasta i Kasia pukała do drzwi z promiennym
uśmiechem na twarzy.
-
- Hej! I jak gotowa na zabawę?
-
- Tak szczerze to nie mam ochoty tam iść –
powiedziałam.
-
- Co?! – krzyknęła oburzona. – Jak to nie masz
ochoty?!
-
- Nie jestem jeszcze zdrowa – wyjaśniłam
spokojnie.
-
- Słaba wymówka.
-
- Uh.. no dobra chodź – powiedziałam z rezygnacją.
Ona zaś zaklaskała po czym zaciągnęła mnie do pokoju.
Po dobrych 2 godzinach, które wydawały się wiecznością
byłyśmy gotowe. Kasia miała na sobie czerwony top i czarne rurki, włosy podpięła
do góry a makijaż zrobiła dość delikatny jak na nią. No i nie oszukujmy się
wyglądała zjawiskowo! Ja natomiast zostałam siłą zmuszona do założenia czarnej,
dość krótkiej sukienki na grubych ramiączkach z wykoronkowanymi plecami, do
tego mój szczęśliwy naszyjnik z czaszką, który dostałam od ojca, czarnymi
perełkami w uszach, kolczykiem w wardze i nosie oraz mocno umalowanymi oczami. Prezentowałam
się nawet dobrze, jak na mnie. Kaśka podziwiając swoje dzieło uśmiechała się od
ucha do ucha, co dodawało jej tylko uroku!
-
- Jagoda! Wyglądasz fantastycznie! Jednak ma się tą
smykałkę do mody! – Zaczęła podskakiwać i klaskać jak opętana.
-
- Kaśka! Uspokój się!
-
- Dobra! Co nie zmienia faktu jak wyglądasz. –
uradowana zbiegła po schodach do salonu. Pobiegłam za nią.
-
- O Boże, Jagódko wyglądasz prześlicznie! –
Podeszła do mnie mama i obejrzała mnie z biska po czym przytuliła. – Baw się
dobrze kochanie!
-
- Dziękuję mamuś, to my lecimy – wyplątałam się z
jej uścisku. – Pa!
Kaśka założyła swoje czarne kozaczki na koturnie i czerwony
płaszczyk. Ja natomiast standardowo założyłam czarne glany i kurtkę oraz
owinęłam szalik na szyi. Wyszłyśmy z ciepłego domu na pokryte śniegiem ulice. Do
Jarka miałyśmy kawałek drogi, którą pokonałyśmy w ciszy. Około 21 byłyśmy na
miejscu. Impreza zaczęła się już powoli rozkręcać więc weszłyśmy do środka. W domu
chłopaka grała głośno muzyka, na stołach był rozłożony alkohol i przekąski.
-
- Dobra laska ja idę poszukać mojej paczki, zaraz
wracam! – Poinformowała mnie towarzyszka przekrzykując muzykę. I już jej nie
było.
Jak zawsze musiała mnie zostawić! Znudzona i zniechęcona
zaczęłam przechadzać się po domu. Znalazłam się w salonie wypełnionym ludźmi. Usiadłam
na wolnej kanapie popijając sok pomarańczowy. Nastolatki przewijały się przez
pomieszczenie, osoby z mojej szkoły obrzucały mnie niechętnym spojrzeniem. Po jakiejś
godzinie bezczynnego czekania na powrót Kaśki stwierdziłam że raczej jej już
dzisiaj nie zobaczę, więc zamierzałam wstać i wracać do domu gdy nagle ktoś
usiadł na miejscu obok i złapał za rękę tym samym uniemożliwiając mi wstanie. Popatrzyłam z niechęcią na przybysza i aż mnie
zmurowało. Zobaczyłam te prześliczne oczy, kruczo czarne włosy opadały mu na
twarz, kolczyk w brwi lekko migotał z słabym świetle a uśmiech sprawił że
zmiękły mi kolana.
-
- Już wychodzisz? – Zapytał wciąż trzymając moją
rękę w uścisku.
-
- Taki miałam zamiar.
-
- Czemu? Nie bawisz się za dobrze? – Zapytał.
-
- Jak widać nie – odpowiedziałam. – Możesz mnie już
puścić? Chcę wstać.
-
- Emm…no tak, sorka – puścił moją rękę troszkę
zmieszany. – Nie możesz jeszcze trochę zostać?
-
- A po co?
-
- No nie wiem, żeby zatańczyć ze mną? – Jego brwi
uniosły się do góry a usta wygięły w lekki uśmiech.
-
- Eee..
-
- No nie daj się prosić – zrobił minkę smutnego
psiaka lecz w jego oczach nadal było rozbawienie.
-
- Dobrze, raz!
Z głośników zabrzmiała jakaś wolna piosenka a Aleks
zaprowadził mnie na środek przestronnego pokoju, objął mnie w tali i zaczął się
kołysać. Zapatrzona w jego oczy uczyniłam to samo zarzucając moje ręce na jego
szyję. Zatonęłam w tym spojrzeniu i nie widziałam już nic oprócz tego chłopaka.
Zniknęło pomieszczenie i znajdujący się w nim ludzie. Była tylko spokojna
muzyka i on. Nagle chłopak zaczął zmniejszać odległość miedzy nami, po chwili
jego oddech ogrzewał delikatnie mój policzek. W tym momencie mój mózg zaczął z powrotem
normalnie pracować i odskoczyłam od chłopaka jak oparzona. Porwałam moją kurtkę
z oparcia kanapy i pobiegłam w stronę wyjścia. Gdy znalazłam się na ulicy
usłyszałam wołanie Aleksa lecz biegłam dalej dopóki nie zatrzymały mnie jego
ręce.
-
- Co się stało? – Zapytał zdziwiony moim zachowaniem.
Wyrwałam się z jego rąk.
-
- Co to miało być! – Krzyknęłam.
-
- Ale co? Przecież tylko tańczyliśmy.
-
- Jakoś nie wyglądało to tylko na taniec!
-
- Przepraszam, okej! Nie chciałem cię urazić. –
Powiedział ze skruszeniem w głosie.
-
- Nie myśl sobie że jak inne na Ciebie lecą to ja
tez muszę! – Krzyknęłam i ruszyłam przed siebie.
-
- Poczekaj! Masz racje, wygłupiłem się!
-
- I to jak! – Odwróciłam się przodem do niego.
-
- Mogę Cię chociaż odprowadzić? Nie będziesz
chodziła sama o tej godzinie.
-
- Dobra, jak chcesz – odparłam z niechęcią. Połowę
drogi powrotnej przeszliśmy w milczeniu. Gdy nagle odezwał się.
-
- Tak w ogóle jak się czujesz?
-
- W jakim sensie? – Zapytałam niepewnie.
-
- Byłaś chora, tak? – Zaśmiał się.
-
- No tak, byłam ale jak widać już nie jestem. –
Odpowiedziałam szorstko.
-
- Jagoda, przecież przeprosiłem, mogłabyś o tym
zapomnieć i znowu normalnie ze mną rozmawiać? – poprosił.
-
- Masz racje, trochę przesadzam. - Uśmiechnęłam
się do niego. – Tu mieszkam.
-
- Ah… no to dobranoc i do jutra.
-
- Tak dobranoc. – Weszłam po schodach po czym odwróciłam
się i pomachałam mu na do widzenia a potem weszłam powoli do domu.
Było już po 23 więc po cichu się rozebrałam i powędrowałam
do łazienki żeby wziąć gorący prysznic. Zdjęłam z siebie ubranie i wrzuciłam do
kosza na pranie, delikatnie zmyłam makijaż i weszłam pod parujący strumień
wody. Rozgrzana i owinięta w ręcznik poszłam do pokoju, przebrałam się w
fioletowe spodenki i jakaś starą wyblakłą koszulę taty (już nim nie pachniała),
nastawiłam budzik na 6 rano, następnie opatuliłam się kołdrą i mocno zasnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejoo! :P 2 rozdział już napisany :D wgl byłam w szoku że
ktoś to czyta ;O ale to fajnie! Jak wam się podoba to zachęcam do zostawiania
po sobie komentarzy !!:D tak więc do następnego rozdziału!!! :*:*:*
Hejo, suuupeeer bloog, oby tak dalej, z niecierpliwością czekam na następny rozdział :)huehuehue ;* <3
OdpowiedzUsuńmasz wielki talent, czekamy na więcej! :3
OdpowiedzUsuńSuper! Dopiero teraz tu trafiłam i muszę przyznać,że jak na początkującą osobę radzisz sobie całkiem nieżle :> Ciekawie się zapowiada, i niezmiernke się cieszę,że nie muszę dużo nadrabiać :) Możesz informować mnie o nowych? Wystarczy napisać NOWY w zakładce ,,spam" na moim blogu ;) Co powiesz na wspólną wymianę komentarzami? :*
OdpowiedzUsuńWeny!
Super że się podoba!! :D Jasne, Będę cię informować o nowych wpisach :D :*:*:*
OdpowiedzUsuń