czwartek, 12 czerwca 2014

5.


Nie mogłam wydusić z siebie głosu. Po plecach przebiegły mi nieprzyjemne ciarki. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć.
   - Żartujesz sobie, prawda? Prawda? – Zapytałam niespokojnie.
   - Jagoda, to nie są żadne żarty. – Odparł. – Mogę to udowodnić.
   - Jak?
   - Patrz – wstał, podszedł do jednej z półek a następnie zaczął się wpatrywać w małego porcelanowego słonika. Figurka nagle zaczęła lewitować, przefrunęła pomieszczenie i wylądowała bezpiecznie u moich stóp.
   - Jak ty to…? – Byłam zdumiona.
   - Ty też tak potrafisz, albo dopiero będziesz potrafić, to zależy na jakim etapie jesteś. – Uśmiechnął się do mnie. – Chcesz spróbować?
   - Sama nie wiem.. – bałam się.
   - Spokojnie, nic się nie stanie. – Przekonywał mnie.
   - Nie, muszę pomyśleć. Chce zostać sama. – Poinformowałam.
   - Dobra, ale nie będziesz mnie unikać? – Zapytał.
   - Nie, ale proszę zostaw mnie samą.
   - Dobrze. – Wstał, otworzył okno i wyszedł przez nie a następnie rzucił przez ramę. – Pa – i już go nie było.
Usiadłam na podłodze i oparłam się o łóżko. To niemożliwe że jest jeszcze ktoś taki jak ja. Ale przecież widziałam co zrobił. I w ogóle jak mu się to udało? Jak on nad tym panuje? Rozmyślałam, zdjęłam gumkę z ręki. Wyobraziłam sobie jak szybuje w powietrzu, lecz nic takiego się nie stało. Po kilku minutach odrzuciłam ją gdzieś na bok i wczołgałam się rozdrażniona pod ciepłą kołderkę. Sen zjawił się nawet nie wiem kiedy.

Rano obudziłam się wypoczęta i rześka. Popatrzałam na zegarek, była 7:20.
   - Co?! 7:20?! O nie! – Zerwałam się na równe nogi zaczęłam się ogarniać z prędkością światła. – Zaspałam, tylko nie to. - Wrzuciłam do plecaka co mi wpadło pod rękę i wybiegłam z pokoju. W kuchni siedziała mama z moja siostrzyczką. – Hej wam! Pa wam! – Wypadłam z domu i zaczęłam maszerować do szkoły. Dzień był piękny, słońce świeciło, śnieg iskrzył się i skrzypiał pod moimi butami. Zdążę, zdążę, zdążę. Powtarzałam sobie te słowo jak mantrę.
Gdy znalazłam się przy bramie szkoły nikogo już tam niebyło. Wkroczyłam na korytarz i skierowałam się do klasy. Otworzyłam niepewnie drzwi i weszłam do środka. Wszystkie oczy w pomieszczeniu skierowały się na mnie, wymamrotałam jakieś przeprosiny za spóźnienie i zaczęłam iść do mojej ławki. Kiedy przechodziłam koło ławki dziewczyny, która wczoraj naskoczyła na Aleksa, potknęłam się o coś i nastała ciemność.


*Aleks*
   Stałem przed szkołą i czekałem na Jagodę. Nie zjawiała się jednak. Rozbrzmiał dzwonek na lekcję więc pomaszerowałem na zajęcia. Jakieś 10 minut po rozpoczęciu się zajęć otworzyły się niepewnie drzwi od klasy, wślizgnęła się przez nie drobna blondyneczka z kolczykiem w wardze i nosie. Była ładna i to jak. Wymamrotała jakieś przeprosiny za spóźnienie i zaczęła iść w kierunku końca sali. Jednak gdy przechodziła koło tej wrednej dziewczyny, która urządziła mi wczoraj szopkę przed szkołą, potknęła się o nogę tego wrednego babsztyla. Widziałem jak Jagoda leci, uderza się mocno głową o kant ławki a następnie z jeszcze większą siłą jej głowa odbija się od podłogi. W pomieszczeniu zapadła cisza, wszyscy czekali aż dziewczyna się podniesie, jednak to się nie stało. Jedyne co zobaczyliśmy to kałużę krwi, która tworzyła się pod włosami dziewczyny. Szybko zerwałem się na równe nogi i podbiegłem do niej. Jej noga była wygięta pod dziwnym kontem a ona sama leżała na plecach z zamkniętymi oczami.
   - Zadzwońcie po pogotowie! – Wydarłem się,  następnie sprawdziłem czy Jagoda oddycha. Oddychała ale płytko. – Dzwoni ktoś?!
   - Tak zaraz przyjadą. – Odpowiedział ktoś za mną.
Klęcząc na podłodze głaskałem jej dłoń i modliłem się żeby otworzyła oczy. Mijały sekundy, minuty i nic. Dalej leżała jak martwa. Błagałem ją żeby się obudziła. Nikt w klasie nie wiedział co ze sobą zrobić. Dalej siedzieli w ławkach jakby byli posągami i patrzyli się na nas. Nauczyciel pochylał się nad nią co chwilkę. Po jakiś 10 minutach usłyszałem wycie karetki, chwile później do klasy wparowało trzech ratowników i kazali wszystkim opuścić pomieszczenie. Ja się jednak nie ruszyłem i dalej trzymałem nieprzytomna za rękę.
   - Proszę się odsunąć! – Nakazał mi jeden z mężczyzn, odszedłem kawałek od dziewczyny ale ciągle miałem ją na oku. – Długo jest nieprzytomna? – Zapytał ratownik?
   - Od jakiś 15 minut, uderzyła się głową w ławkę a następnie w podłogę.
   - Niedobrze, ma otwarta ranę z tyłu głowy! – powiedział do drugiego mężczyzny. – Przenosimy ją na nosze.
Dosunęli wszystkie ławki, położyli nosze koło Jadzi a następnie we dwójkę przenieśli ją na nie. Gdy wychodzili z klasy ruszyłem za nimi. Przed klasą stała owa sprawczyni, która miała obojętny wyraz twarzy, nie było na niej widać  zmartwienia ,żalu ani skruchy. To mnie zdenerwowało jeszcze bardziej.
   - Zadowolona jesteś z siebie?! Widziałem jak podstawiłaś jej haka! Suka! – Warknąłem na nią i dogoniłem nosze. – Mogę z nią pojechać do szpitala? – Zapytałem jednego z ratowników, kiwnął tylko głową.

   Siedziałem w poczekalnie, gdy tylko weszliśmy do szpitala Jagodę zabrali. Czekałem i czekałem, lecz nic się nie dowiedziałem. Nagle do szpitala wbiegła jakaś kobieta, była zdenerwowana i pytała w recepcji o Jadwigę. Podszedłem do niej i opowiedziałem co się stało. Gdy mama dziewczyny wszystkiego się dowiedziała podszedł do nas lekarz.
   - Pani jest matką tej dziewczyny z rozbitą głową? – Zapytał.
   - Tak! Co z nią? – Zapytała zdenerwowana.
   - Ma poważny wstrząs mózgu i skręconą kostkę oraz założyliśmy jej pięć szwów z tyłu głowy. Teraz jest w śpiączce ale jej sten jest stabilny.
   - Kiedy się wybudzi?
   - Za kilka dni. Niestety wstrząśnienie mózgu jest poważne. Proszę się nie martwić, córka niedługo wróci do zdrowia. – Pocieszał ją.
   - Czy możemy ją zobaczyć? – Zapytałem szybko.
   - Tak – Zaprowadził nas do Jagody. Leżała w sali numer 45. Była podpięta do różnych urządzeń. Jej matka podeszła do niej i złapała za rękę. Ja stałem przy łóżku i przyglądałem się śpiącej piękności.

*Jagoda*
   Strasznie bolała mnie głowa. Słyszałam też jakąś rozmowę. Nie rozumiałam słów, tylko słyszałam głosy. Rozpoznałam głos mamy i… Aleksa. Chciałam otworzyć oczy lecz nie mogłam. Chciałam złapać moją rodzicielkę za rękę lecz kończyny miałam jak z ołowiu. W sali był jeszcze ktoś, nie wiedziałam kto ale zaczęłam powoli rozumieć to co mówi.
   - Zaraz powinna się wybudzić, może nawet już nas słyszy. - Poczułam czuły dotyk na policzku.
   - Kochanie słyszysz mnie? – Zapytała mama. Chciałam jej powiedzieć że tak ale nie mogłam i to było takie denerwujące. Zamknęła moją rękę w swojej dłoni. Nie wiem jak ale zdołałam ja leciutko uścisnąć. A następnie zatrzepotałam powoli powiekami a z ust wydobył mi się szept.
   - Gdzie ja jestem? – Wychrypiałam.
   - W szpitalu słońce, ale już jest dobrze. – Pocałowała mnie w czoło.
   - Głowa mnie boli. – Pożaliłam się.
   - Aleks, zawołasz pielęgniarkę?
   - Już idę, witaj z powrotem Jagoda. – Uśmiechnął się do mnie i zniknął za drzwiami.
   - Co się stało?
   - Miałaś wypadek, koleżanka z klasy podstawiła ci nogę i przewróciłaś się. Masz wstrząśnienie mózgu.
   - Długo byłam nieprzytomna?
   - Tydzień. – Odpowiedziała ze smutkiem.
   - A kiedy wyjdę? – Zapytałam.
   - Za kilka dni. Kochanie ja musze już iść. Zostawiłam Maję z opiekunką.
   - A która jest godzina?
   - Po 19, tak więc kochanie ja idę i będę jutro po pracy z Mają, nawet nie wiesz jak za tobą tęskni. Dobranoc. – Pocałowała mnie jeszcze raz w czoło i wyszła. Po chwili weszła pielęgniarka w towarzystwie lekarza i Aleksa.
   - Dobry wieczór panienko. Jak się czujesz? – Zapytał miłym głosem. Był koło czterdziestki i nawet przystojny.
   - Głowa mnie boli i jestem skołowana.
   - To normalne, siostro podaj środki przeciwbólowe. – Dostałam coś do kroplówki a następnie wyszli. Zostałam z sali sama z Aleksem.
   - Martwiłem się o ciebie. - powiedział cichutko.
   - Niepotrzebnie.
   - Nie wiesz jak to wyglądało. - Usiadł na krzesełku koło mojego łóżka. – Pamiętasz cokolwiek?
   - Pamiętam tylko że byłeś wieczorem u mnie w domu, rozmawialiśmy i ty powiedziałeś… powiedziałeś że też… że ty też potrafisz to co ja. To moje ostatnie wspomnienia. Opowiesz mi dokładnie co się stało? – Zapytałam z nadzieją.
   - Spóźniłaś się na lekcje, szłaś do swojej ławki i ta wredna suka, Lena podstawiła ci nogę. Upadłaś i uderzyłaś się w głowę. Nie ruszałaś się. Bałem się o ciebie.- Powiedział smutno.
   - Ale już nie musisz. –Uśmiechnęłam się i złapałam go za rękę. – Już jest wszystko okej. Jestem strasznie zmęczona.
   - Prześpij się. Wpadnę jutro po szkole. – Też się uśmiechnął, wstał z krzesła , pocałował moją rękę i wyszedł. Szybko dopłynęłam.

   W sobotę rano wypuścili mnie ze szpitala. Lekarz ściągnął mi już szwy. Teraz miałam tylko nie wykonywać gwałtownych ruchów i dużo odpoczywać. Aleks i mama odwiedzali mnie codziennie. Majka też wpadła dwa razy. Lena została zawieszona na 2 tygodnie oraz miała obniżoną ocenę z zachowania. Czułam się już dobrze, głowa mnie nie bolała a noga była pawie zdrowa. Wieczorem miałam już dość siedzenia w czterech ścianach więc ubrałam się cieplutko i zeszłam do salonu gdzie siedziała moja rodzinka. Mama na początku nie chciała się zgodzić, ale jakoś ja przekonałam więc chwilkę później spacerowałam bo zaśnieżonych ulicach miasta. Trafiłam do mojego ulubionego parku z fontanną. Usiadłam na ławeczce i obserwowałam słońce, które chowało się za drzewami. Po jakimś czasie zrobiło się ciemno i bardzo zimno. Zaczęłam więc wracać do domu, gdy byłam w połowie parku usłyszałam gwizdanie za sobą, odwróciłam się i zauważyłam dwóch mężczyzn po dwudziestce.
   - Hej mała! Chcesz się zabawić?! – Darli się.
Przyspieszyłam kroku. Na moje nieszczęście oni również. Puściłam się biegiem przed siebie, wybiegłam z parku i nie wiedząc gdzie niosą mnie nogi biegłam, napastnicy zaczęli mnie doganiać. Skręciłam w jakąś nie znaną mi ulicę. Przed sobą zobaczyłam wyłaniającą się postać z ciemności. Nie zdążyłam nawet krzyknąć i już byłam w jego objęciach. Chłopak zatkał mi usta dłonią i popchał w stronę śmietnika. Schowałam się za nim i czekałam. Mój wybawca przyłożył palec do ust, widząc że załapałam o co mu chodzi wyszedł z powrotem na ulice. Mężczyźni, którzy mnie gonili zapytali się go czy mnie widział.
   - Taka szczupła blondynka? – Zapytał.
   - Tak, widziałeś ją? – Warknął któryś z nich zadyszany.
   - Pobiegła w stronę mostu. Szybka jest. – Zaśmiał się. Faceci pobiegli wskazane przez niego miejsce a on wrócił do mnie. - Nic ci się nie stało?
   - Nie, dziękuję – pomógł mi wstać a ja go mocno przytuliłam, nawet nie wiem kiedy zaczęłam szlochać. – Gdyby nie ty to oni pewnie by mnie…
   - Ciii, spokojnie, już ich nie ma. – Usiadł na jakimś kartonie i wziął mnie na kolana a potem mocno przytulił i zaczął kołysać.
Tuliłam się do niego, łzy przestały lecieć a ja dalej na nim siedziałam. Czułam się z nim bezpiecznie. Podniosłam głowę do góry, słabe światło latarni oświetlało nas delikatnie. Patrzyła na mnie tymi spokojnymi i pięknymi oczami. Podniosłam swoja rękę i przejechałam opuszkami palców po jego twarzy. Coś dziwnego działo się z moim brzuchem. Coś mi się w nim przyjemnie przewracało. Poczułam dreszcze na całym ciele. Zaczęliśmy powoli przysuwać do siebie twarze. Czułam jego oddech na moich ustach. Nie wiedząc kiedy odsunął się ode mnie i powoli zaczynał wstawać. Zawiedziona i zagubiona uczyniłam to samo co on.
   - Aleks, skąd się tu wziąłeś? -  Zapytałam.
   - Twoja mama dzwoniła że wyszłaś na spacer i poprosiła mnie żebym cię poszukał i dotrzymał towarzystwa. – Odpowiedział troszkę zaczerwieniony.
   - Dziękuję. – Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek. – Odprowadzisz mnie?
   - Tak… nie puściłbym cię  samej. - Odpowiedział jeszcze bardziej czerwony. A potem ruszyliśmy w stronę mojego miejsca zamieszkanie.
   - Twoje włosy są naturalne, czy farbowane? – Zapytałam po kilku minutach milczenia.
   - Naturalne – zaśmiał się.
   - Z tymi niebieskimi oczami i czarnymi włosami wyglądasz intrygująco. – Również zachichotałam.
   - No wiesz, ma się to coś! – Wyszczerzył się a ja go szturchnęłam.
 Tak o to zaczęła się wojna na kuksańce. Nagle Aleks zaczął mnie łaskotać a ja turlałam się ze śmiechu na ziemi. Chłopak stracił równowagę i przygniótł mnie swoim ciałem. Leżeliśmy tak razem śmiejąc się w niebogłosy, ludzie którzy nas mijali patrzyli się jak na chorych umysłowo i pewnie mieli rację.
   - Idiota! – Zapiszczałam roześmiana.
   - Foch – Zrobił obrażoną minkę.
   - Oj tam – Potargałam mu włosy i wstałam. Ruszyliśmy w dalszą drogę. Pod domem przytuliłam go jeszcze mocno i weszłam do domu.

*Aleks*
   Wracałem do domu z nieschodzącym uśmiechem na twarzy. Przed oczami ciągle miałem obraz Jagody. Żołądek przyjemnie mi się przewracał. Nie wiem co się ze mną działo. Uwielbiałem jak dziewczyna się uśmiechała, jej kolczyk wspaniale wyglądał na pełnej, dolnej wardze a jej intensywne zielone oczy błyszczały. Gdyby jej mama nie zadzwoniła i ja bym nie wiedział gdzie lubiła przesiadywać to mogła stać się tragedia. Odpędziłem te okropne myśli. Otworzyłem drzwi furtki i zacząłem się wspinać po schodach do mojego domu.
   - Aleksander! Przyjdź do salonu. – Usłyszałem wołanie ojca gdy zamykałem drzwi frontowe. Ruszyłem  w jego kierunki.
   - Tak?
   - Gdzie byłeś? Jest już po 23. – Zapytał trochę zły.
   - Byłem z Jagodą.
   - Z Jadwigą? To dobrze, musisz jej niedługo powiedzieć. – Oświadczył beznamiętnie.
   - Ona jeszcze nie jest gotowa na prawdę.
   - Za półtora miesiąca ma siedemnaste urodziny i musi się wszystkiego dowiedzieć przed nimi. Aleks, to czy jest gotowa czy nie to nie mam znaczenia. Musi się nauczyć panowania nad sobą. Masz na to trzy tygodnie, jak jej nie powiesz ja to zrobię, zrozumiałeś. – Powiedział i wyszedł z pomieszczenia.
Zły i zmęczony poszedłem się umyć a następnie położyłem się do łóżka. Myślałem o Tej kruchej blondyneczce. Ojciec miał rację, musi się o wszystkim dowiedzieć, zasługuje na to, po tym wszystkim co przeszła. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
  No Hejoo ^^ I oto mamy następną część opowiadania. Dziękuję wszystkim za komentarze :D Są one bardzo motywujące :D Tak więc do następnego wpisu! :* A i zostawiajcie po sobie komentarzyki :*:*:* <33

5 komentarzy:

  1. Naprawdę się postarałaś, bardzo fajny rozdział!!! *.* szybko dawaj następny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę fajne :) Tylko trochę nie zgadza się z tym biegnięciem oraz złamaną kostką. Znaczy się wiem, że już wyzdrowiała, ale tak trochę dziwne, że od razu biegła. Nic więcej nie mam. Oczywiście nie traktuj tego komentarza jako hejta, bo nim nie jest :D + U mnie nowy na Until It's Gone ;) Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest super <3 Akcja się rozwija,jest ciekawie ^^ Zaintrygowałaś mnie, tym rozdziałem..Aleks <3 Uwielbiam go, i poproszę jeszcze więcej <3 Weny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ogółem fauny rozdział , ale mam uwagę co do włosów Jagody. Raz piszesz ze są blond a innym razem ze są ciemne :/ tak tak wiem upierdpiwa jestem , ale to troszkę razi ;b

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona jest blondynką :D nie wiem czemu napisałam inaczej i nie mam teraz siły tego poprawić ale pewnie się zamyśliłam i wyszło co wyszło :(

      Usuń