Take me down to the river bend
Take me down to the fighting end
Wash the poison from off my skin
Show me how to be whole again
Fly me up on a silver wing
Past the black where the sirens sing
Warm me up in the nova's glow
And drop me down to the dream below
'Cause I’m only a crack
In this castle of glass
Hardly anything there
For you to see
For you to see
Bring me home in a blinding dream
Through the secrets that I have seen
Wash the sorrow from off my skin
And show me how to be whole again
'Cause I’m only a crack
In this castle of glass
Hardly anything there
For you to see
For you to see
'Cause I’m only a crack
In this castle of glass
Hardly anything else
I need to be
'Cause I’m only a crack
In this castle of glass
Hardly anything there
For you to see
For you to see
For you to see
Śpiewałam na całe gardło i skakałam
po łóżku. Nic się wtedy dla mnie nie liczyło. Była muzyka i ja. Nie było mojej
mamy, która udawała że nic się ze mną nie dzieje. Nie było pogardliwych
spojrzeń moich rówieśników ani przypadkowych przechodniów na ulicy. Nie czułam
w tamtym momencie żadnego bólu, który towarzyszył mi codziennie od śmierci
ojca. Byłam w swoim świecie, gdzie nie było cierpienia, rozpaczy ani zmartwień.
Była to niedziela. Siedziałam sama w domu, ponieważ mama z siostrą były w kościele.
Nie byłam w tamtym miejscu od roku. Nie chciałam tam chodzić, bo po co? Nie byłam
już tą samą dziewczyną co kiedyś, nie liczyły się już dla mnie dobre stopnie
ani akceptacja. Była godzina 12 a ja nadal byłam ubrana w samą bieliznę. Dałam
głośniej i zaczęłam się przyglądać mojemu odbiciu w dużym lustrze, które było
drzwiami mojej sporej szafy. Widziałam w nim jak zwykle mało atrakcyjną
dziewczynę z zapadniętymi i intensywnie zielonymi oczami. Tylko one mi się
podobają, reszta mnie to była jakaś pomyłka. Z głośników rozbrzmiały pierwsze
nuty Days Are Numbered zespołu BVB. Kocham tą piosenkę.
Our days are numbered
In the world of fools
We feel the hunger
And follow no ones rules
Everybody wants eternal life
Nobody can seen to get it right, oh
Our days are numbered and your no fool
Nobody's fool
Podśpiewywałam i wybierałam ubrania.
Wybór padł na czarne poprzecierane rurki, koszulkę z czaszką oraz szarą bluzą z
nadrukiem. Następnie wpadłam do łazienki i zrobiłam mocny makijaż oczu.
Wyglądałam znośnie więc wyłączyłam muzykę i zbiegłam po schodach na dół. Nie
zawracałam sobie głowy jedzeniem tylko założyłam swoje czarne glany i kurtkę.
Zakluczyłam drzwi i ruszyłam przed siebie. Po kilku minutach spaceru wyciągnęłam telefon i wybrałam numer. Po piątym sygnale usłyszałam zaspany głos.
- Halo?
- Hej, obudziłam cię? – Zapytałam niepewnie, chociaż znałam odpowiedź.
- No może – zaśmiał się a potem ziewnął.
- Miałbyś może dzisiaj ochotę się spotkać? – Byłam zdenerwowana.
- Z tobą? – Zapytał zaskoczony.
- Nie, z moim kotem. – Odpowiedziałam z sarkazmem.
- Ale ja wole z tobą. – Stwierdził rozbawiony.
- To dobrze bo nie mam kota. – Zaśmiałam się.
- To o której się widzimy?
- Może za pół godziny w parku koło mostu? – Zaproponowałam.
- Mi pasuje, do zobaczenia.
- To pa. – Pożegnałam się i zakończyłam rozmowę. Ruszyłam w stronę
miejsca gdzie miałam się spotkać z Aleksem. Po 20 minutach byłam na miejscu.
Usiadłam więc na ławce, włożyłam słuchawki do uszu i czekałam. Po trzeciej
piosence poczułam że ktoś mnie przytula od tyłu. Zerwałam się z ławki jak
oparzona.
- Spokojnie to tylko ja! – Uniósł ręce do góry i uśmiechnął się
rozbrajająco. Serce zabiło mi szybciej.
- Sorka, przestraszyłeś mnie – pokazałam mu język a potem przytuliłam go
na powitanie i usiedliśmy na ławce.
- A więc jak tak? – Zapytał mnie.
- A jakoś leci. - Dalsza rozmowa potoczyła się sama. Śmialiśmy się i
wygłupialiśmy. Bardzo lubiłam tego chłopaka, czułam się przy nim tak swobodnie,
nie musiałam nikogo udawać byłam po prostu sobą. Przy nim byłam szczęśliwa a
serce miło przyjemnie trzepotało. Nie byłam pewna ale chyba się w nim
zakochałam.
<godzinę później>
Spacerowałam z Aleksem po parku i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.
W pewnym momencie schyliłam się i nabrałam śniegu w ręce, uformowałam śnieżkę i
trafiłam chłopaka w głowę a następnie zaczęłam uciekaj ile sił w nogach. Lecz
chłopak był szybszy i już po chwili mnie dogonił, złapał w tali i wylądowaliśmy
i zaspie. Śmiałam się jak głupia a on ciągle trzymał mnie w mocnym uścisku. Gdy
się uspokoiłam popatrzyliśmy sobie w oczy. Mika zaczął zmniejszać odległość
między nami, po chwili nasze oddechy mieszały się ze sobą i czułam słabo
wyczuwalny smak jego pasty do zębów. Nasze usta złączyły się na chwilę w
niepewnym pocałunku. Chłopak odsunął się na kilka milimetrów by sprawdzić moją
reakcję. Gdy zobaczył że nie protestuję znowu połączył nasze wargi już w trochę
śmielszym pocałunku. Zaczęłam niepewnie poruszać ustami. Uczucie było
niesamowite. Oderwałam się od niego i uśmiechnęłam od ucha do ucha a następnie
wtuliłam się w jego tors. Leżeliśmy tak jeszcze chwilkę.
- Chodźmy do mnie na herbatkę, dobrze? – Zaproponował zadowolony z
siebie.
- Jasne – uśmiechnęłam się i wstałam. Chłopak poszedł w moje ślady i
złapał mnie za rękę. Ruszyliśmy w kierunku jego domu. Po kilku minutach
stanęliśmy przed drzwiami, które zaczął otwierać kluczem.
- Zapraszam – otworzył przede mną drzwi i gestem zaprosił do środka.
- Oh dziękuję – dygnęłam leciutko i wkroczyłam do domu. Zaprowadził mnie
do salonu i posadził na wygodnej kanapie.
- Jakiej herbatki się napijesz?
- Owocowej z łyżeczką cukru.
- Poczekaj, zaraz wrócę mała. – Wystawił mi język i wyszedł.
- Jaka mała! – Zawołam za nim z udawanym oburzeniem. Po kilku minutach
wrócił z ciepłymi napojami i ciasteczkami.
- Gdzie twoja rodzinka? – Zapytałam kiedy usiadł koło mnie.
- Pojechali do babci i wrócą we wtorek – uśmiechnął się łobuzerski.
Cały dzień miło spędziłam u Aleksa,
wieczorem włączyliśmy jakiś horror, w połowie filmu odpłynęłam w słodki niebyt.
Obudziłam się w ramionach chłopaka,
telewizor był włączony i cicho brzęczał. Widać było że on też usnął. Wyciągnęłam
telefon z kieszeni spodni. Gdy go odblokowałam to ujrzałam dziesięć
nieodebranych wiadomości od mamy i dwa razy więcej wiadomości od niej. Spojrzałam
za zegarek, była 2 w nocy, powoli wyplątałam się z uścisku chłopaka. Ruszyłam do
przedpokoju i ubrałam się po cichu. Usłyszałam jak Aleks wypowiada moje imię i
wstaje lecz zanim zdążył wejść do pomieszczenia ja już biegłam chodnikiem na
spotkanie ze śmiercią.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No siema, siema :D Mamy 6 !! cieszmy się i radujmy.
Mam nadzieję że się podoba ;P Rozdział
krótki ale ważne że jest :D
Ja osobiście mam już dosyć tego dnia
bo wszystko wali mi się dzisiaj na głowę, więc mam nadzieje że będą jakieś
komentarze, które poprawiłyby mi baaardzo humorek :D:D więc nie krępujcie się!!
:* sorka za jakiekolwiek błędy.! Miłego wieczorku i słodziutkich snów!! :*

Castle of Glass *__* ♥
OdpowiedzUsuńRozdział super. Naprawdę. Jest coraz lepiej ;) I o co chodzi z śmiercią?! Mam nadzieję, że nikt nie umrze... Byłoby naprawdę źle. No i co jeszcze? Są nowe na Until It's Gone. No i ten tego... Pozdrowienia i życzę weny! :p
Ta śmierć to jej zła mamisia ^^
OdpowiedzUsuńA ja Ci tu wjadę z spamem :D Nowy na UIG ;) I jak czytasz Numb to też nowy :p
OdpowiedzUsuń