Zamknęłam za sobą cichutko drzwi.
Rozebrałam się i chciałam pójść do pokoju lecz drogę zastąpiła mi moja mama.
- Gdzie byłaś?! – Warknęła ze złością.
- Nigdzie.. – odburknęłam.
- Nie przeginaj!
- Ważne że wróciłam! – Krzyknęłam i wbiegłam po schodach.
- Jeszcze nie skończyłam! – Usłyszałam za sobą.
- A ja tak! I daj mi spokój. – Wbiegłam do pokoju i zamknęłam drzwi na
klucz.
Usłyszałam tylko jak drzwi od
sypialni mamy zamykają się. Miałam więc na tamten moment spokój. Wiedziałam że
miała prawo się denerwować. Kochałam mamę i to bardzo, ale od śmierci taty
zmieniła się, teraz tylko udaje że jest szczęśliwa. I mimo że wiedziałam, że
mnie kocha to również wiedziałam że za śmierć ojca obwiniała mnie tak samo, jak
ja obwiniałam samą siebie. Wgramoliłam się do łóżka i zasnęłam.
Obudziłam się jak słońce za oknem było już wysoko. Był to poniedziałek.
Miałam wolne od szkoły na tydzień. Wstałam i podreptałam pod prysznic. Moje myśli
powędrowały do moich przyszłych urodzin. 14 marca. Nie cierpiałam tej daty, a
to miało być za miesiąc. Owinęłam się ręcznikiem i ubrałam. Położyłam się na
łóżku i wróciłam myślami do poprzedniego wieczoru. Całowałam się z Aleksem, ale
to nic nie znaczyło. Nie mogło nic znaczyć. Byliśmy tylko przyjaciółmi i
chciałam żeby tak już zostało. Przynajmniej na tamtą chwilę. To potoczyło się
za szybko. Musiałam to sobie z nim wyjaśnić, musiałam jemu powiedzieć że nie
byłam i nie wiedziałam kiedy będę gotowa na związek. Mając nadzieje że on o
wszystkim już zapomniał, włączyłam muzykę. W głośnikach rozbrzmiały pierwsze
dźwięki piosenki The death of me.
I ask myself over and over and over again
Trapped in my brain
Pull it out from the threads in my
skull
(Am I alone?)
Surrounded by shadows I think I
might just be suffocating
The devil came to take me to hell,
But I'm already there.
Am I Insane?!
Am I Insane?!
Am I Insane?!
The devil came to take me to hell,
But I'm already there!
I won't let you be the death of
me,
No, I refuse to let you bring me
down. (Bring me down!)
I won't let you make me out to be,
The one who's in the wrong.
And i've lost my mind before!
But now I'm back!
And I'm better than ever!
(Am I Insane?)
I've rolled myself over and
screamed 'til I spit up blood.
Trapped in my brain,
The answer has taken my hands to
pull my eyeballs out.
(Am I Alone?)
The voices who fight in my brain
just won't fucking go away.
The devil came to take me to hell,
But I'm already there!
Poczułam jak mój telefon wibruje pod poduszką. Śpiewając odblokowałam
telefon i odczytałam wiadomość.
Aleks: Czemu nie było cię w
szkole? Chciałem pogadać bo wczoraj, a raczej dzisiaj nie było okazji bo
zwiałaś. Martwię się :c
Ja: Nie ma mnie w szkole do końca
tygodnia. Musiałam zwiać bo nie chciałam cię budzić a mama się do mnie
dobijała…
Aleks: Mogłaś mnie obudzić a nie
wracałaś o takiej godzinie sama do domu! A właśnie jak tam w domu?
Ja: Nie wiem, mama była zła ale nie
miałam ochoty z nią rozmawiać.
Aleks: To moja wina… :c
Ja: Przestań! To nie jest nikogo
wina.. po prostu zasnęliśmy, chyba nas za to nie powieszą.. :P
Aleks: Ehh, masz dzisiaj czas? :*
Ja: Może… a co? :P
Aleks: No bo może się spotkamy?
^^
Ja: Oki, no to wpadnij koło 14 :D
Aleks: Hahaha. Jest 14:30 ;D
Ja: Serio?! O.o No to o 15?
Aleks: Dobrze :*
Przyłożyłam telefon do
serca i przytuliłam. Zachowywałam się jak te wszystkie nastolatki z filmów i
przez to zaczęłam się śmieć jak głupia. Wstałam i podeszłam do lusterka wraz z
przyborami do malowania. Zrobiłam mój standardowy makijaż. Mocno pomalowane
oczy, lekki jasny podkład, poprawiłam jeszcze tylko kolczyki i przyjrzałam się
swojemu strojowi. Czarne rurki, które były standardem i fioletowa koszulka,
zarzuciłam jeszcze zwykłą czarną bluzę, rozczesałam włosy i byłam gotowa do
wyjścia. Gdy zakładałam moje kochane glany ktoś zapukał do drzwi. Założyłam
jeszcze kurtkę i wyszłam na dwór do chłopaka. Jego promienny uśmiech spowodował
u mnie szybsze bicie serca.
- Hej – Przywitałam się z uśmiechem.
- No hej – przytulił mnie na powitanie i
ruszyliśmy przed siebie. Po kilku minutach maszerowania dotarliśmy nad malutki
stawik w parku i usiedliśmy na ławce. Siedzieliśmy tak chwile w milczeniu a po
chwili chłopak się do mnie przytulił.
- Aleks? – Zapytałam niepewnie.
- Tak?
- No bo ja chciałam pogadać…
- Jasne – Uśmiechnął się.
-Bo ja cię lubię i w ogóle ale to się dzieje
za szybko. Moglibyśmy na razie o tym co było wczoraj zapomnieć i dalej się
przyjaźnić? No bo ja jeszcze nie jestem na to gotowa… - Wyrzuciłam z siebie
cichutko i szybko.
-Jagoda… ja rozumiem, jak chcesz możemy do
tego nie wracać, ale dalej mi na tobie zależy. – Odpowiedział z czułością.
Przez następne dwa i pół tygodnia jeszcze
bardziej zbliżyłam się do Aleksa. Dużo ze sobą spędzaliśmy czasu, chodziliśmy
razem do szkoły, uczyliśmy się i wygłupialiśmy. Widziałam w nim przyjaciela,
którego nigdy nie miałam, mogłam z nim szczerze porozmawiać o wszystkim, był
dla mnie oparciem. Tego dnia miałam wyjść z chłopakiem do kina. Był piątek, 22
lutego. Już prawie wychodziłam z domu gdy nagle zatrzymała mnie moja mama.
- Gdzie wychodzisz?
- Idę do kina. – Odparłam spokojnie.
- Kiedy wrócisz?
- Nie wiem.
- Jagoda, nie bądź taka.. wiesz że się o
ciebie martwię.
- Wiem mamo, będę koło 22. Dobrze? – Zapytałam.
- Dobrze. Kocham cię – Pocałowała mnie w
czoło i wyszła, zostawiając mnie sama w pomieszczeniu. Ubrałam się ciepło i
wyszłam. Z chłopakiem byłam umówiona na 19:30 pod kinem. Szłam więc powolutku w
tamtą stronę, na ulicach było już dość ciemno i drogę oświecały tylko lampy. W
tamtym okresie działo się coś dziwnego. Moje umiejętności tak jakby się
wzmocniły, ale panowałam nad nimi i utrzymywałam kontrole nad wszystkim, a
przyjęłam to z niemałym zdumieniem. Od kina dzieliły mnie jakieś dwie ulice,
wtedy poczułam silny ucisk na moim ramieniu. Odwróciłam się gwałtownie i
stanęłam oko w oko z jakimś mężczyzną. Miał on około dwudziestu paru lat. Był
przystojny i to bardzo, około merta osiemdziesiąt a jego oczy były czarne jak
smoła, nieprzeniknione i groźne.
- Mam cię. – Warknął na mnie. Jego proste,
białe zęby zaczęły żółknąć i deformować się. Krzyknęłam z przerażenia. Wepchnął
mnie w jakąś uliczkę i spoliczkował. – Spokojnie mała. Jak będziesz grzeczna to
nic nie poczujesz. Zabiję cię szybko i bezboleśnie. Ale nie teraz, jesteś mi
jeszcze potrzebna. – Wysyczał i popchał mnie na śmietnik, wpadłam na niego z impetem
i upadłam na ziemię.
Zrobiło mi się ciemno przed oczami i dzwoniło
mi w uszach. Napastnik śmiał się ze mnie jakbym była dla niego wspaniałą
rozrywką. Nie wiadomo kiedy w uliczkę wbiegła zakapturzona postać z mieczem w
ręku, tak z MIECZEM! Ja sama w szoku przypatrywałam się jak mój wybawca i ten
stwór zadawali sobie ciosy, w sekundę wyrosły temu czemuś ogromne ostre pazury, którymi próbował zabić
chłopaka. Po chwili pochłonęła mnie całkowita ciemność.
Ocknęłam
się w czyiś ramionach. Tuż przy mojej twarzy znajdowała się twarz chłopaka. Powoli
wracały mi wspomnienia z przed mojej utraty przytomności i odskoczyłam od niego
jak oparzona. Byłam przerażona tym co się stało. Rozglądałam się niespokojnie i
natrafiłam wzrokiem na truchlejące szczątki, które w ciągu kilku sekund
zamieniły się w proch.
- C..c..co się dzieje d..do cholery! –
Zająkałam się a łzy mimowolnie popłynęły mi po policzkach.
-
Spokojnie, już po wszystkim. Jesteś już bezpieczna.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! Hej! Jak tam i
wgl? :D
Mam nadzieje że
chociaż troszkę będzie się podobał :D
A tak na marginesie…. Jak
tak zakończenie roku?!
Czekam na komentarze
!! Te komy wiele dla mnie znaczą więc
się nie krępujcie i piszcie!! Sorka za wszystkie błędy i literówki :D :*:*
Miłego rozpoczęcia wakacji !!!!!! <33 x.x
Kocham to zdjęcie *-*
Andy<33

W końcu! Rozdział fajny, serio :D Ale krótki :C Wiem, wiem. Na Numb też się jakoś nie popisałam długością, ale jest? Jest! No i... WAKACJE!!! Pozdrowienia i weny ;)
OdpowiedzUsuńNiestety wjadę z spamem: Nowy na UIG ;) I na Numb też.
OdpowiedzUsuńUhuhu czaaadowyy !!! ;3 oby tak dalej
OdpowiedzUsuńPRZEPRASZAM ZA SPAM
OdpowiedzUsuń[ff o Oliverze Sykesie]
"Zostawiłeś mnie samą z moją rozpaczą i tęsknotą. Wyjechałeś, zapomniałeś. Poznałeś inną i nagle przestałam być wazna. To mnie zabijało. Każdego dnia byłeś powodem mojej małej śmierci, mojego wewnętrznego upadku i wpadania w cholerny nałóg. Od dwóch rzeczy byłam uzależniona - od naszego ulubionego wina i od ciebie, tyle, że nie mogłam cię smakować codziennie. Więc myślisz, że co? Że jak wrócisz, to wpadnę ci w ramiona? Masz rację, bo moja miłość do ciebie jest nieskończona."
Zapraszam na bloga ramiona-samotnosci.blogspot.com