- Nie dotykaj mnie! – Wrzasnęłam na niego gdy wyciągnął do mnie rękę.
Jeszcze bardziej zwiększyłam odległość między nami. – Kto a raczej co to było?
I kim ty jesteś do chuja?!
- Uspokój się. – Powiedział spokojnie. – Powiem ci wszystko ale nie
tutaj. Chodź.
- Nie.
- Jagoda dobrze wiesz że możesz mi ufać. Proszę cię. – Aleks wyciągnął
do mnie rękę. Zignorowałam to i sama wstałam.
- Prowadź. – Odetchnęłam głęboko.
Podniósł
rzucony wcześniej przez niego miecz, wytarł go o jakąś szmatę a następnie miecz
złożył się do wielkości małego noża, schował go do pochwy i ruszył przed
siebie, niechętnie poszłam za nim. Przez cała drogę milczeliśmy. Trzymałam się
w pewnej odległości od niego. Po około trzydziestu minutach marszu dotarliśmy
na obrzeża miasta. Zatrzymał się przed jakąś bramą i otworzył ją dziwnym
kluczem a następnie zaprosił mnie teatralnym ukłonem abym ruszyła ścieżką. Przez
kolejne pięć minut szliśmy żwirową dróżką. Po bokach rósł gęsto lasek. Nigdy
nie byłam w tamtej części miasta. Przed nami zaczęła pojawiać się polana, na
której stała ogromna posiadłość, przypominała ona zamek. Miała cztery piętra a
po bokach znajdowały się wieżyczki. Cały budynek był wykonany w stylu barokowym
i był tak piękny że zaparło mi dech w piersiach.
- Chodź. – Nakazał mi mój towarzysz.
- Gdzie my jesteśmy?
- Zaraz wszystko tobie wyjaśnię, cierpliwości. – Odpowiedział tylko.
- Super..- mruknęłam pod nosem z wściekłością.
Wprowadził mnie do środka przez wielkie dębowe drzwi. Gdy tylko przekroczyłam
próg stanęłam jak wryta. Hol był ogromny, piękna marmurowa podłoga, pełno
kwiatów na drewnianych, zdobionych stolikach, ściany pomalowane na kremowy
kolor a na nich ogromne portrety, zaczęłam się im przyglądać i to co zobaczyłam
na jednym z nich sprawiło że zamarło mi serce a łzy napłynęły do oczu.
- C…co tu r..robi mój ojciec? – Zapytałam cicho. Nic nie odpowiedział
tylko popatrzył się na mnie i nakazał mi gestem dłoni iść za nim, lecz ja nie
miałam zamiaru tego robić. – Głuchy jesteś?! Nie zamierzam nigdzie iść dopóki
się nie dowiem!!
- Jak chcesz się czegokolwiek dowiedzieć to idź i rób co karze. – Odparł
sucho.
Poszłam więc za nim wściekła i
zrozpaczona. Weszliśmy po schodach na pierwsze piętro. Weszliśmy do
pomieszczenia mieszczącego się za czarnymi, ciężkimi drzwiami. Okazało się że
to wielka biblioteka z mahoniowymi stołami i miękkimi fotelami. Usiadłam na
jednym z nich i czekałam na wyjaśnienia.
- Czekam. – Warknęłam na niego.
- Dobrze. Miałem powiedzieć to tobie jutro ale dzisiejsza sytuacja
zmieniła trochę moje plany.
- Do rzeczy. – Odparłam głosem wypranym z emocji.
- No to tak… nie wiem od czego zacząć.. – Zamyślił się.
- Najlepiej od początku..- Powiedziałam z sarkazmem.
- Tak więc… jest pewna historia, powinna ona
wyjaśnić tobie choć trochę . Przed wiekami na świecie panował spokój, a był on
zawdzięczany aniołom. Chroniły one ludzi i całą Ziemię, żyli z przyrodą w
zgodzie i harmonii. Pewnego dnia pewna grupa aniołów zbuntowała się i chciała
przejąć władzę nad światem, mówili ze
ludzie nie są warci tego żebyśmy żyli z nimi w takich stosunkach, uważali że
powinni nam służyć. Gdy owa grupa zaczęła wcielać swoje plany w życie, rada
wtrąciła się w ich postępowanie i zostali oni wygnani z królestwa aniołów,
Nieba, na Ziemię. Upadli chcąc zemścić się na aniołach zaczęli mordować istoty
ludzkie. Anioły chcąc bronić ludzi stworzyli Posłańców, którzy mieli posyłać
upadłych do piekła na wieczność. Posłańcy mieli nadprzyrodzone moce, mogli
kontrolować materię, jednak nie mogli kontrolować zwierząt oraz ludzi lecz
mogli wyczuwać ich intencję lub wpływać na ich zachowanie jak byli ulegli, oraz
przenikać do ich snów. Wojna ta toczy się do dziś. Co jakiś czas pojedyncze
anioły buntują się i zostają zesłani do reszty zdrajców. Upadli z czasem
zaczęli się zmieniać, mogli przyjmować różne postacie i deformować się. Stali
się cieniami.
- Cieniami? – Zapytałam z niedowierzaniem. –
Najarałeś się czegoś czy co?
- Możesz mi nie przerywać? Wracając do
tematu, my nazywamy ich cieniami, ludzie demonami, złymi mocami… Posłańcy mogli
płodzić dzieci, pierworodne dziecko każdego z nich odziedziczało umiejętności,
które zaczynają się ujawniać u każdego z nich około 15 roku życia a osiągają
pełną moc w wieku 17 lat. Twój ojciec był naszym jakby to określić…przywódcą,
jednak rok temu dopadły go cienie.
- Jak to go dopadły?! Przecież on zginął w
wypadku! Mówiłam tobie przecież! – Oburzyłam się.
- Tak wam tylko powiedzieli, demony wysysają
z człowieka całą energię życiową,
człowiek po takiej śmierci wygląda tragicznie, dlatego tak wam powiedziano.
Posłuchaj Jagoda, ty jesteś jego pierworodną córką, odziedziczyłaś po nim moce,
które obudziły się w tobie już w wieku 6 lat! To jest niewiarygodne. Za trzy
tygodnie twoje umiejętności zbudzą się całkowicie, ty już jesteś silna a co
dopiero jak skończysz 17 lat! Musisz przejść trening. To jest właśnie ośrodek
treningowy jak i dom dla nas, mieszkają tu Posłańcy, jesteśmy tu bezpieczni
ponieważ jest to miejsce święte. A od dziś jest to również twój dom.
- Powaliło cię? Ja mam już dom!
- Tam już nie jest bezpiecznie. Twój ojciec
zabezpieczył go, ale z dniem w którym się o tym wszystkim dowiesz ochrona
znika, cienie dopadną cię. A nam brakuje ludzi żeby dalej robili za twoja
ochronę… - Zamilkł szybko.
- Jak to dalej? Czy to znaczy że wy mnie
śledzicie przez cały ten czas??
- Uspokój się, masz całodobową ochronę. Tak
na wypadek..- Speszył się.
- Czy ty tez jesteś moim ochroniarzem?! –
Zapytałam gniewnie.
- Jagoda…
- Czyli byłam dla ciebie tylko przydzielonym
zadaniem?! – Zapytałam z rozpaczą.
- Na początku tak, miałem się do ciebie
zbliżyć, wszystko wyjaśnić i sprowadzić tutaj…
- Jak mogłeś! A ja tobie ufałam! Nienawidzę
cię!! – Wydarłam się na niego.
- Proszę cię, zrozum mnie – Był zrozpaczony.
- Nie zbliżaj się do mnie!! Nie chcę cię już
więcej widzieć. – Odwróciłam się na pięcie i wyszłam z pomieszczenia.
Nie chciałam tam już być, musiałam się
wydostać. Zbiegłam po schodach i podbiegłam do drzwi frontowych, były
zamknięte. Zaczęłam szukać innej drogi ucieczki ale nic z tego. W panice
wpadłam na jakiegoś chłopaka, który złapał mnie w pasie i zaczął uspokajać.
- Ciii, wszystko będzie dobrze. – Opadłam z
sił i zaczęłam wypłakiwać się w ramię nieznajomego. – Jestem Edgar, a ty? –
Zapytał mnie gdy już się uspokoiłam i wyplątałam z jego objęć.
- Jagoda..
- Jesteś nowa co? Dopiero się o wszystkim
dowiedziałaś? – Uśmiechnął się smutno.
- Tak… czy jest stąd jakieś wyjście? Muszę
wrócić do domu.
- Przykro mi ale musisz tu zostać. Nie
puszcze cię teraz. – Odpowiedział smutno.
- Dlaczego?
-Ponieważ musisz przejść szkolenie, niestety
ja też niemiałem innego wyboru.
- Jagoda! Tu jesteś! Szukałem cię.- Podbiegł
do nas zdyszany Aleks.
- Niepotrzebnie! Mówiłam ci że nie chce cię
widzieć, okłamałeś mnie! Wszystko to było jedno wielkie kłamstwo! – Powiedziałam
a w gardle zaczęła rosnąć mi gula.
- Posłuchaj…- Zaczął ale nie skończył bo
zwrócił się do mojego towarzysza. – A ty co tu robisz?
- Wracam z kolacji.- wyjaśnił.
- To wracaj do pokoju. – Powiedział władczo
Aleks.
- A ty kim jesteś że mi rozkazujesz? – Zapytał
zaczepnie.
- Synem tymczasowego przywódcy! A teraz
zmiataj.
- Oh przepraszam już idę – Odparł zirytowany.
– Do zobaczenia Jagoda! – Uśmiechnął się do mnie słodko a ja się
zaczerwieniłam.
- Kto to był? I czemu się czerwienisz? –
Zapytał zły gdy Edgar odszedł.
- A co cię to interesuje! Już nie jesteś
moim ochroniarzem więc spadaj!
- Jadziu, na początku byłaś tylko moim
rozkazem ale ja naprawdę cię polubiłem i to bardzo. – Zbliżył się do mnie a ja
odskoczyłam.
- Nie dotykaj mnie! Już ci to mówiłam, a
teraz zabierz mnie do domu! – rozkazałam. Popatrzał na mnie ze smutkiem, widać
było że go zraniłam.
- To nie możliwe. Teraz pokażę ci pokój. –
Zaprowadziła mnie na drugie piętro i pokazał mój pokój. – Masz tu szafę z
ubraniami, łazienka jest naprzeciwko twojego pokoju. Jak będziesz czegoś
potrzebować daj mi znać.
- Od ciebie nic już nie chcę. – popatrzał
się tylko na mnie smutno i wyszedł.
Padłam zrozpaczona na
łóżko i zaczęłam szlochać. Nie mogłam się uspokoić przez dość długi czas. Jak on mógł mnie tak oszukać? Ufałam mu! Jaka
ja byłam głupia! Tylko te myśli tłukły się w mojej głowie. Nie wiedziałam
kiedy zasnęłam z wykończenia.
Obudziłam się gdy na dworze robiło się już
jasno. Przeciągnęłam się i przewróciłam na drugi bok z zamiarem ponownego
uśnięcia. Jednak po chwili wróciły do mnie wspomnienia z poprzedniego dnia i
szubko usiadłam na łóżku. O nie, pewnie
mama się o mnie martwi. Pomyślałam. Wstałam z łóżka i ruszyłam do łazienki.
Gdy załatwiłam już potrzebę wyszłam z niej i jak najszybciej zniknęłam w „moim”
pokoju. Gdy przekroczyłam próg stanęłam jak wryta.
- Co ty tu robisz? – Warknęłam nieprzyjemnie.
– Myślałam że wczoraj wyjaśniłam tobie jasno że nie chcę cię więcej widzieć.
- Uspokój się. Od dziś jestem twoim
trenerem..- poinformował mnie.
- Ha! Chyba nie..!
- Zbieraj się, za 10 minut masz być gotowa.-
odparł tylko.
- Chyba śnisz.. nie mam zamiaru nigdzie iść,
no chyba że do domu! – Moje spojrzenie ciskało błyskawicami. Ruszyłam przed
siebie i położyłam się na łóżku, wyciągnęłam słuchawki. – Zostaw mnie samą!
- Chciałabyś..- Powiedział tylko i zanim się
obejrzałam przerzucił mnie przez ramię tak że w tamtym momencie zwisałam głową
w dół.
Zaczęłam okładać go
pięściami po plecach i szarpać się. Niestety nic to nie pomogło. Wyszedł z
pomieszczenia, wniósł mnie na czwarte piętro i przeszedł przez jakieś drzwi,
następnie postawił mnie na ziemi.
- Nigdy więcej tego nie rób! – Krzyknęłam i
skierowałam się do wyjścia, drzwi były zamknięte. – Wypuść mnie!
- Po treningu. – Uśmiechnął się z satysfakcję.
- Phi..
- Będziemy tu siedzieć tak długo dopóki nie
opanujesz podstaw. – Poinformował mnie dalej rozbawiony moim zachowaniem. – A swoja
drogą, nigdy nie myślałem że jesteś taka wojownicza.
- Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz! I nie
dowiesz się.. – uśmiechnęłam się nieszczerze. Widać było że sprawiłam jemu tym
przykrość.
- Są dwa etapy szkolenia. Pierwszy polega na
okiełznaniu twoich umiejętności i nauczenie cię z nich korzystać. Drugi zaś
polega na walce. Musisz nauczyć się zabijać cienie.
- Powodzenia..
- Usiądź. – Nakazał mi. Dopiero w tamtym
momencie zwróciłam uwagę na otoczenie, stałam po środku szarego pokoju, w
którym nie znajdowało się nic oprócz naszej dwójki.
- Gdzie?
- Na ziemi..- Mówiąc to sam usiadł po
turecku i czekał na mnie, jakoś cały bunt ze mnie uleciał, usiadłam bo
wiedziałam że i tak zmusiłby mnie do tego. Mimo iż byłam na niego wściekła to
cieszyłam się że jestem w jego towarzystwie.
- Co teraz? – Zapytałam obojętnym tanem.
- Rozluźnij się… dobrze, pomyśl teraz o
czymś miłym, odtrąć całą złość..
-Łatwo powiedzieć. - Odburknęłam
- Cicho, trzymaj – podał mi czerwoną
piłeczkę.- zamknij oczy i wyobraź sobie że ta piłeczka drga, unosi się,
szybuje. Musisz ją zobaczyć w swojej wyobraźni, spokojnie to wymaga cza…-
zamilkł nagle a ja otworzyłam oczy. Piłka nie leżała już na mojej ręce tylko
wisiała w powietrzu pomiędzy nami.
- To ja miałam ćwiczyć a nie ty..-
zadrwiłam.
- Ale to ty robisz.
- Jak ja? – Piłeczka spadła na ziemie. – Nic
nie czułam, tylko widziałam w wyobraźni jak lewituje… to nie mogłam być ja.
- Nic nie czułaś? Nie sprawiało ci to
trudności? Mało komu udaje się coś takiego na pierwszej lekcji a jak nawet to
tracą na tym sporo energii …to jest niesamowite. – Nie mógł się nadziwić.
Przez kilka godzin
musiałam powtarzać tą czynność jeszcze miliony razy a jego entuzjazm nie słabł.
Mówił że po takim czasie ćwiczeń powinnam być wykończona a głowa powinna mnie
boleć niemiłosiernie, a ja natomiast miałam lekką migrenę i byłam strasznie głodna.
Wyszliśmy więc z sali i ruszyliśmy do ogromnej kuchni, która mieściła się na
parterze.
- Na co masz ochotę?
- Na nic – odpowiedziałam.
- Jagoda, musisz jeść.. jak dla mnie to i
tak jesteś za chuda a musisz mieć siły na treningi.
- Męczysz, dobra zrób mi tosty z czekoladą. –
Uśmiechnął się i zaczął robić mi przekąskę. – Dużo jest osób takich jak my?
- Hmm… na świecie jest jeszcze kilka takich
ośrodków, ale nas jest coraz mniej, cienie zmniejszają naszą liczebność co dnia
a my nie wiemy jak sobie z tym poradzić. – Posmutniał.
- Aha. – Speszyłam się.
- Proszę, smacznego.-Postawił talerz pełen
tostów przede mną i usiadł obok mnie. Zajadaliśmy się w ciszy.
- Ja już pójdę. – Oznajmiłam po zjedzeniu.
- Nie chcesz jeszcze zostać? – Zapytał z
nadzieją.
- Nie, od dziś jesteś tylko moim trenerem… i
niech tak zostanie.
- Proszę cię! Zapomnijmy o tym.
- O czym? O tym że mnie
oszukałeś? Nie, jakoś nie mam ochoty o tym zapomnieć. – Wyszłam szybko z kuchni
i ruszyłam biegiem do mojego, tymczasowego pokoju.
`~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest i 8 :D ~
Oby się wam podobał! :D
Komentujcie i wgl!! Serio z każdego komentarza
cieszę się jak z prezentu pod choinkę :D
Wakacje pięknie się zaczęły… tylko
pada i pada -,-
Miłego wieczorku :*
Rozdział czytałam wczoraj około 23, więc nie miałam siły by dodać komentarz. A tym bardziej go napisać. Wiesz co? Widać, że się rozwijasz i chcesz tego. Można powiedzieć, że jestem z Ciebie dumna. Ten rozdział jest naprawdę dobry. Gdzieś wyłapałam chyba literówkę albo to nie było u Ciebie. Nie wiem... Tyle czytam tych Blogów, że się już gubię. Eh... dobra. Czyżby Edgar coś miał namieszać? :D Wiesz o co mi chodzi. A ta akcja z przerzucaniem przez ramię Jagody - świetne ;) Więc... chyba tyle. Mam nadzieję, że nie zakończysz tego Bloga za szybko. Pozdrowienia i weny! PS. Zapraszam na Andrew Shinji Shinoda (taki mój stary nowy Blog).
OdpowiedzUsuńI wjadę tu Ci z spamem. U mnie na UIG nowy ;)
OdpowiedzUsuń