Byłam w
parku, siedziałam na ławce i obserwowałam padający śnieg. Było dość ciepło jak
na styczeń co mnie bardzo ucieszyło bo nie przepadam za zimnem. Niebo powoli
robiło się czarne i park zataczał się w mroku gdzieniegdzie rozświetlony
latarniami. Stwierdzając że mama pewnie będzie się o mnie martwić więc zaczęłam
się zbierać z zamiarem wrócenia do domu. Gdy powoli wstałam z ławki zza drzewa
wybiegła jakaś postać, która biegła w moim kierunku. Nie wiedząc co zrobić po
prostu stałam i patrzyłam na przybliżającą się sylwetkę.
- Uciekaj! – Wykrzyknął chłopak gdy znalazł
się już całkiem blisko mnie. – Uciekaj! Głucha jesteś?!
Popatrzałam
zszokowana na przybysza dalej stojąc w miejscu nie przejmując się tym co
wykrzykiwał. Nagle za plecami chłopaka zauważyłam niewyraźną postać i to mnie
zmotywowało do ucieczki. Aleks złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę starych
kamieniczek. Biegliśmy tak bez końca, wbiegając i wybiegając z poszczególnych
kamienic i uliczek. Gdy uznał że zgubiliśmy napastnika zatrzymał się w jakimś
zaułku ciężko dysząc. Ja upadłam na kolana ledwo łapiąc oddech, nie wiedziałam
co się dzieje. Zdezorientowana i wykończona oparłam się plecami o ścianę
budynku chowając głowę w dłoniach.
- Co jest do cholery? – sapnęłam.
- Nie jesteś tu bezpieczna. – Powiedział
przez zaciśnięte zęby. – Zbieraj się, musimy iść dalej, on jest niedaleko i
zaraz nas znajdzie!
- Kto?! – Zapiszczałam zdenerwowana.
- Nie chcesz wiedzieć.
- A właśnie że chce! – Oznajmiłam stanowczo.
Mój oddech już prawie się uspokoił.
- Wstawaj, idziemy! – Odparł tylko.
- Nie dopóki mi nie wyjaśnisz!
- Uparta… - mruknął pod nosem, po czym dodał
głośniej. – Dobrze ale później, teraz musimy już iść i to szybko.
Podniósł
mnie z ziemi, złapał za ramię i szybkim krokiem zaczął gdzieś prowadzić.
Szliśmy, a raczej truchtaliśmy jakieś czas a następnie wepchał mnie do starego
domu. Zamknął za nami starannie drzwi i poszedł do sąsiedniego pokoju nakazując
mi podążać za nim. Pomieszczeniem tym okazał się malutki salonik z dwoma
fotelami i sofą oraz jednym oknem, które właśnie zasłonił czerwoną zasłoną.
- Dobra, a teraz mów! – Warknęłam na niego.
- Uspokój się, okej. – Powiedział zdenerwowany.
– Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie. A teraz siedź cicho. – Rozkazał.
- Nie zamierzam siedzieć cicho! I żądam odpowiedzi,
natychmiast! – Wydarłam się.
- Zamknij się bo nas znaj… - nie dokończył
zdania bo drzwi otworzyły się pod wpływem mocnego kopnięcia.
Z krzykiem
usiadłam na łóżku, a budzik dzwonił niemiłosiernie. To tylko sen. To tylko sen.
To tylko sen. Powtarzałam sobie w myśli. Wyłączyłam te diabelskie urządzenie i
podreptałam do łazienki aby zacząć poranną toaletę. Gdy byłam już ubrana i w
miarę ogarnięta zeszłam po schodach do kuchni na śniadanie. Będąc już w
pomieszczeniu, zdziwiłam się że mamy i młodej jeszcze nie ma. Przecież zaraz 7.
Może ma dzisiaj wolne. Pomyślałam, podeszłam do lodówki po mleko, wyciągnęłam z
szafki miseczkę i płatki. Z przygotowanym już posiłkiem podeszłam do stołu
zrzucając po drodze sztućce na podłogę. Pozbierałam szybko wszystko i zaczęłam
jeść. Po chwili usłyszałam otwieranie drzwi, tupanie kapci i skrzypienie
podłogi. Do kuchni weszła zaspana mama.
- Co się stało że tak wcześnie dzisiaj
wstałaś? – Ziewnęła.
- Jak to co się stało? Przecież idę do
szkoły…
- W niedzielę? – Uśmiechnęła się i znowu
ziewnęła.
- Przecież jest poniedziałek, tak? –
Zapytałam niepewnie.
- Nie kochanie, dzisiaj jest niedziele. A
teraz proszę cię zachowuj się ciszej bo chcę jeszcze pospać. – Podeszła do mnie
i pocałowała w czoło, następnie wróciła do swojej sypialni.
No tak,
brawo Jadwigo, gratuluje twojej inteligencji. Pomyślałam i dokończyłam posiłek.
Nie wiedząc co ze sobą zrobić poszłam do salonu, ległam na kanapie i włączyłam
telewizor. Jak zwykle nic ciekawego w nim nie było. Wyłączyłam więc go, wstałam
i podeszłam do szafki aby napisać na
karteczce mamie gdzie wychodzę. „Idę do
taty, nie wiem kiedy wrócę. Kocham cię” . położyłam wiadomość na stole
kuchennym. Założyłam buty, zapięłam kurtkę i wyszłam z domu zamykając drzwi na klucz. Spacerowałam
odśnieżonymi chodnikami miasta. Moja wędrówka zakończyła się przy bramie
cmentarza. Dawno tam nie byłam i tęskniłam za tym miejscem. Weszłam na wydeptaną
ścieżkę z pustką w głowie. Doszłam do marmurowego nagrobka, na którym było
pełno kwiatów i zniczy. Widniało na nim również zdjęcie zmarłego jak i jego
nazwisko. Cześć tatusiu. Pomyślałam, łza spłynęła mi po policzku otarłam ją
szybko i uklękłam przy mogile ojca.
Brakowało mi
go, i to jak. Umarł rok temu w wypadku samochodowym. On nie prowadził, to jakiś
pijany idiota w niego wjechał. Do oczu napłynęły mi kolejne łzy i popłynęły gorące
po mojej zmarzniętej twarzy. Poczułam nacisk na ramieniu, lecz nie miałam siły
spojrzeć kto stoi obok mnie. Szloch wydostał się ze mnie sama nie wiem kiedy. W następnej
chwili byłam tulona przez kogoś, to mnie otrzeźwiło na tyle że od niego
odskoczyłam. Przyjrzałam się przybyszowi i znów zaczęłam płakać. Gdy znowu mnie
do siebie przyciągnął nie protestowałam, bo czułam się przy nim bezpiecznie. W końcu
to był Aleks. Po kilku minutach, które wydawały się godzinami odsunęłam się od
niego i otarłam mokre policzki z łez.
- Przepraszam. – Wychrypiałam zażenowana.
- Jagoda, nie masz za co przepraszać. –
Odpowiedział zmieszany.
- Tak
w ogóle co tu robisz?
- Szedłem do ciebie, przecież mówiłem
wczoraj że się dzisiaj zobaczymy. – Uśmiechnął się leciutko.
- No tak.
- Powiesz mi co się stało? – Popatrzał na
grób ojca. Milczałam jednak. – Oczywiście nie naciskam. Może pójdziemy się przejść?
- Chętnie – odparłam i wstałam z ziemi otrzepując
spodnie ze śniegu.
- No to chodź, pokaże ci coś. – Powiedział z
tajemniczym spojrzeniem.
- Co? – Zapytałam z ciekawością.
- Niespodzianka i nie wydusisz tego ze nie
żadnym sposobem. – Jęknęłam zawiedziona na co on zareagował leciutkim
chichotem. Po kilku minutach marszu odezwał się. – Zamknij oczy i nie podglądaj!
– Nakazał.
- No dobra… - uczyniłam to z niechęcia. Poprowadził
mnie ostrożnie na jakąś górkę po czym przystanął.
- Możesz otworzyć.
Posłusznie odsłoniłam
oczy z podekscytowaniem, lecz to co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach. Stałam
na polance, która z jednej strony kończyła się dość stromym spadem, lecz dalsze
jej granice wyznaczały drzewa parku. Jednak nie to mnie tak zachwyciło bo uczynił
to widok. Poranne słońce oświecało nasze miasto, które teraz wyglądało jak z
bajki. To już nie były szare ulice tylko uliczki dla przechadzającego się tam
słońca, które sprawiało wrażenie jakby to miejsce było zaczarowane.
- Tu jest niesamowicie! – Nie mogłam ukryć
swojego zachwytu.
- Odkryłem to miejsce kilka tygodni temu. Przychodzę
tu i myślę o tym co jest, było i będzie. – Usiadł na jedynej tu ławeczce i
umilkł. Przysiadłam się do niego i przez chwilkę siedzieliśmy w milczeniu
podziwiając widoki miasta.
- Tam leży mój ojciec. – Zaczęłam cicho i
niepewnie. – zmarł rok temu, pijany kierowca wjechał w niego i przygniótł do
muru… - przełknęłam ślinę – był tak zmasakrowany że nie mogłyśmy zobaczyć ciała.
– Ostatnie słowa wyszeptałam z gulą w gardle a zbłąkana łza potoczyła się po
policzku lecz chłopak starł ją opuszkiem palca.
- Przykro mi. Ja tez straciłem bliską mi osobę.
Moja mama zmarła przy porodzie. – Powiedział spokojnie. – Nie znałem jej lecz
ją kocham i czuje że jest zawsze przy mnie. Twój ojciec też jest z tobą, na
każdym kroku i pewnie jest z ciebie dumny.
- Może porozmawiamy o czymś przyjemniejszym?
– Zasugerowałam.
- Tak to dobry pomysł – Jego lewy kącik ust uniósł
się lekko do góry.
Przez kilka
godzin rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Aleks jednak nie jest takim pajacem za
jakiego go uważałam. Jest inteligentnym, zabawnym i czułym chłopakiem a to że
jego obecność działała na mnie jak lekarstwo na ból było dodatkowym bonusem. Ma
młodszego brata, Bartka, który ma 10 lat oraz kota Kulfona. Koło 15 zadzwonił
mi telefon.
- Tak? – Odebrałam go.
- Jadziu? Gdzie jesteś? – Usłyszałam zmartwiony
głos rodzicielki.
- Już wracam do domu, zaraz będę. –
Uspokoiłam ją.
- To dobrze. Czekam na ciebie kochanie. – I się
rozłączyła.
- Muszę wracać – powiedziałam do mojego
towarzysza. – Odprowadzisz mnie?
- Pewnie! – Gdy doszliśmy do mojego domu
zapytał. – Dasz mi swój numer?
- Tak, jasne – podałam go chłopakowi. –
Dziękuje za dziś, Pa.
- Nie ma za co, do jutra. – Przytulił mnie
na pożegnanie, uśmiechnął się i odszedł. A jaj z uśmiechem na twarzy weszłam do
domu.
- Już jestem! – Krzyknęłam przekręcając zamek
w drzwiach.
- Jestem w kuchni! – Odkrzyknęła mama. Weszłam
więc do pomieszczenia, w którym się znajdowała i pocałowałam ją w policzek. –
Byłaś u taty?
- Tak – odpowiedziałam krótko.
- Ja też na nim tęsknię.
- Wiem mamuś. Ale boje się o Maję. Musimy jej
o nim opowiadać, chcę żeby wiedziała jaki był wspaniały, ale strasznie mi
ciężko o tym mówić i nie wiem czy będę wstanie kiedyś o nim tak normalnie
rozmawiać.
- Kochanie to przyjdzie z czasem, musisz się
najpierw pogodzić z jego śmiercią. – Przytuliła mnie.
- Idę poczytać książkę.
- Zaraz będzie obiad. – Poinformowała.
- Nie jestem głodna – powiedziałam i
zaczęłam się wspinać na schody.
W pokoju przebrałam
się z wygodne dresy, chwyciłam książkę, włączyłam cichutko płytę mojego
kochanego zespołu i ułożyłam się wygodnie na łóżku. Książka tak mnie wciągnęła
że nie zwróciłam uwagi że już jest ciemno za oknami. Wstałam więc i
przygotowałam się do snu. Gdy już przysypiałam zawibrował mi telefon pod
poduszką. Z niechęcią wyciągnęłam urządzenie i sprawdziłam wiadomość od
nieznanego mi numeru. „Dobranoc, Aleks” uśmiechnęłam się i zapisałam kontakt po
czym odpłynęłam do krainy snów.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejka :D tak
oto mamy 3 rozdział J Mam nadzieję że będzie się podobał!! Ah właśnie, kto czyta komentuje! :*:*:*:*
I z góry przepraszam za wszelkie błędy :P A i sorka że taki krótki ale nie miałam za bardzo czasu na pisanie i pomysłu na rozdział. Ale obiecuję że się poprawię :D
genialne, czekam na jeszcze *_*
OdpowiedzUsuńMatko, ten sen *,* Szczerze, trochę się wystraszyłam bo myślałam,że to dzieje się naprawdę. Podziwiam jej upór,postąpiłabym tak samo gdyby ktoś nie chciał mi wyjaśnić co się dzieje. No, może ewentualnie załatwiłabym sprawę odrobiną przemocy xD Smutny ten wątek ze śmiercią jej ojca,zrobiło mi się przykro,bardzo chciałabym ją przytulić :c Szkoda mi też Maji, mam nadzieję,że wszystko będzie dobrze :*
OdpowiedzUsuńWeny! U mnie dalej 22, jeśli chcesz,zapraszam :*
Chętnie wpadnę :*
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej *_* Ten sen był bardzo realistyczny. Myślałam, ze to naprawdę, a tu miła niespodzianka :D Pozdrowienia i życzę weny ;)
OdpowiedzUsuńTo Jadzia czy Jagoda? :
OdpowiedzUsuńRozdzial całkiem spoko
Jadwiga ale zawsze mowowili na nią Jagoda. Nwm jak ja to zrobilam ale cii. :))
UsuńTaaaaki słodki ten aleks ;)
OdpowiedzUsuń