niedziela, 8 czerwca 2014

3.





Byłam w parku, siedziałam na ławce i obserwowałam padający śnieg. Było dość ciepło jak na styczeń co mnie bardzo ucieszyło bo nie przepadam za zimnem. Niebo powoli robiło się czarne i park zataczał się w mroku gdzieniegdzie rozświetlony latarniami. Stwierdzając że mama pewnie będzie się o mnie martwić więc zaczęłam się zbierać z zamiarem wrócenia do domu. Gdy powoli wstałam z ławki zza drzewa wybiegła jakaś postać, która biegła w moim kierunku. Nie wiedząc co zrobić po prostu stałam i patrzyłam na przybliżającą się sylwetkę.
   - Uciekaj! – Wykrzyknął chłopak gdy znalazł się już całkiem blisko mnie. – Uciekaj! Głucha jesteś?!
Popatrzałam zszokowana na przybysza dalej stojąc w miejscu nie przejmując się tym co wykrzykiwał. Nagle za plecami chłopaka zauważyłam niewyraźną postać i to mnie zmotywowało do ucieczki. Aleks złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę starych kamieniczek. Biegliśmy tak bez końca, wbiegając i wybiegając z poszczególnych kamienic i uliczek. Gdy uznał że zgubiliśmy napastnika zatrzymał się w jakimś zaułku ciężko dysząc. Ja upadłam na kolana ledwo łapiąc oddech, nie wiedziałam co się dzieje. Zdezorientowana i wykończona oparłam się plecami o ścianę budynku chowając głowę w dłoniach.
   - Co jest do cholery? – sapnęłam.
   - Nie jesteś tu bezpieczna. – Powiedział przez zaciśnięte zęby. – Zbieraj się, musimy iść dalej, on jest niedaleko i zaraz nas znajdzie!
   - Kto?! – Zapiszczałam zdenerwowana.
   - Nie chcesz wiedzieć.
   - A właśnie że chce! – Oznajmiłam stanowczo. Mój oddech już prawie się uspokoił.
   - Wstawaj, idziemy! – Odparł tylko.
   - Nie dopóki mi nie wyjaśnisz!
   - Uparta… - mruknął pod nosem, po czym dodał głośniej. – Dobrze ale później, teraz musimy już iść i to szybko.
Podniósł mnie z ziemi, złapał za ramię i szybkim krokiem zaczął gdzieś prowadzić. Szliśmy, a raczej truchtaliśmy jakieś czas a następnie wepchał mnie do starego domu. Zamknął za nami starannie drzwi i poszedł do sąsiedniego pokoju nakazując mi podążać za nim. Pomieszczeniem tym okazał się malutki salonik z dwoma fotelami i sofą oraz jednym oknem, które właśnie zasłonił czerwoną zasłoną.
   - Dobra, a teraz mów! – Warknęłam na niego.
   - Uspokój się, okej. – Powiedział zdenerwowany. – Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie. A teraz siedź cicho. – Rozkazał.
   - Nie zamierzam siedzieć cicho! I żądam odpowiedzi, natychmiast! – Wydarłam się.
   - Zamknij się bo nas znaj… - nie dokończył zdania bo drzwi otworzyły się pod wpływem mocnego kopnięcia.

Z krzykiem usiadłam na łóżku, a budzik dzwonił niemiłosiernie. To tylko sen. To tylko sen. To tylko sen. Powtarzałam sobie w myśli. Wyłączyłam te diabelskie urządzenie i podreptałam do łazienki aby zacząć poranną toaletę. Gdy byłam już ubrana i w miarę ogarnięta zeszłam po schodach do kuchni na śniadanie. Będąc już w pomieszczeniu, zdziwiłam się że mamy i młodej jeszcze nie ma. Przecież zaraz 7. Może ma dzisiaj wolne. Pomyślałam, podeszłam do lodówki po mleko, wyciągnęłam z szafki miseczkę i płatki. Z przygotowanym już posiłkiem podeszłam do stołu zrzucając po drodze sztućce na podłogę. Pozbierałam szybko wszystko i zaczęłam jeść. Po chwili usłyszałam otwieranie drzwi, tupanie kapci i skrzypienie podłogi. Do kuchni weszła zaspana mama.
   - Co się stało że tak wcześnie dzisiaj wstałaś? – Ziewnęła.
   - Jak to co się stało? Przecież idę do szkoły…
   - W niedzielę? – Uśmiechnęła się i znowu ziewnęła.
   - Przecież jest poniedziałek, tak? – Zapytałam niepewnie.
   - Nie kochanie, dzisiaj jest niedziele. A teraz proszę cię zachowuj się ciszej bo chcę jeszcze pospać. – Podeszła do mnie i pocałowała w czoło, następnie wróciła do swojej sypialni.
No tak, brawo Jadwigo, gratuluje twojej inteligencji. Pomyślałam i dokończyłam posiłek. Nie wiedząc co ze sobą zrobić poszłam do salonu, ległam na kanapie i włączyłam telewizor. Jak zwykle nic ciekawego w nim nie było. Wyłączyłam więc go, wstałam i podeszłam do szafki aby  napisać na karteczce mamie gdzie wychodzę. „Idę do taty, nie wiem kiedy wrócę. Kocham cię” . położyłam wiadomość na stole kuchennym. Założyłam buty, zapięłam kurtkę  i wyszłam z domu zamykając drzwi na klucz. Spacerowałam odśnieżonymi chodnikami miasta. Moja wędrówka zakończyła się przy bramie cmentarza. Dawno tam nie byłam i tęskniłam za tym miejscem. Weszłam na wydeptaną ścieżkę z pustką w głowie. Doszłam do marmurowego nagrobka, na którym było pełno kwiatów i zniczy. Widniało na nim również zdjęcie zmarłego jak i jego nazwisko. Cześć tatusiu. Pomyślałam, łza spłynęła mi po policzku otarłam ją szybko i uklękłam przy mogile ojca.
Brakowało mi go, i to jak. Umarł rok temu w wypadku samochodowym. On nie prowadził, to jakiś pijany idiota w niego wjechał. Do oczu napłynęły mi kolejne łzy i popłynęły gorące po mojej zmarzniętej twarzy. Poczułam nacisk na ramieniu, lecz nie miałam siły spojrzeć kto stoi obok mnie. Szloch wydostał się  ze mnie sama nie wiem kiedy. W następnej chwili byłam tulona przez kogoś, to mnie otrzeźwiło na tyle że od niego odskoczyłam. Przyjrzałam się przybyszowi i znów zaczęłam płakać. Gdy znowu mnie do siebie przyciągnął nie protestowałam, bo czułam się przy nim bezpiecznie. W końcu to był Aleks. Po kilku minutach, które wydawały się godzinami odsunęłam się od niego i otarłam mokre policzki z łez.
   - Przepraszam. – Wychrypiałam zażenowana.
   - Jagoda, nie masz za co przepraszać. – Odpowiedział zmieszany.
   - Tak  w ogóle co tu robisz?
   - Szedłem do ciebie, przecież mówiłem wczoraj że się dzisiaj zobaczymy. – Uśmiechnął się leciutko.
   - No tak.
   - Powiesz mi co się stało? – Popatrzał na grób ojca. Milczałam jednak. – Oczywiście nie naciskam. Może pójdziemy się przejść?
   - Chętnie – odparłam i wstałam z ziemi otrzepując spodnie ze śniegu.
   - No to chodź, pokaże ci coś. – Powiedział z tajemniczym spojrzeniem.
   - Co? – Zapytałam z ciekawością.
   - Niespodzianka i nie wydusisz tego ze nie żadnym sposobem. – Jęknęłam zawiedziona na co on zareagował leciutkim chichotem. Po kilku minutach marszu odezwał się. – Zamknij oczy i nie podglądaj! – Nakazał.
   - No dobra… - uczyniłam to z niechęcia. Poprowadził mnie ostrożnie na jakąś górkę po czym przystanął.
   - Możesz otworzyć.
Posłusznie odsłoniłam oczy z podekscytowaniem, lecz to co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach. Stałam na polance, która z jednej strony kończyła się dość stromym spadem, lecz dalsze jej granice wyznaczały drzewa parku. Jednak nie to mnie tak zachwyciło bo uczynił to widok. Poranne słońce oświecało nasze miasto, które teraz wyglądało jak z bajki. To już nie były szare ulice tylko uliczki dla przechadzającego się tam słońca, które sprawiało wrażenie jakby to miejsce było zaczarowane.
   - Tu jest niesamowicie! – Nie mogłam ukryć swojego zachwytu.
   - Odkryłem to miejsce kilka tygodni temu. Przychodzę tu i myślę o tym co jest, było i będzie. – Usiadł na jedynej tu ławeczce i umilkł. Przysiadłam się do niego i przez chwilkę siedzieliśmy w milczeniu podziwiając widoki miasta.
   - Tam leży mój ojciec. – Zaczęłam cicho i niepewnie. – zmarł rok temu, pijany kierowca wjechał w niego i przygniótł do muru… - przełknęłam ślinę – był tak zmasakrowany że nie mogłyśmy zobaczyć ciała. – Ostatnie słowa wyszeptałam z gulą w gardle a zbłąkana łza potoczyła się po policzku lecz chłopak starł ją opuszkiem palca.
   - Przykro mi. Ja tez straciłem bliską mi osobę. Moja mama zmarła przy porodzie. – Powiedział spokojnie. – Nie znałem jej lecz ją kocham i czuje że jest zawsze przy mnie. Twój ojciec też jest z tobą, na każdym kroku i pewnie jest z ciebie dumny.
   - Może porozmawiamy o czymś przyjemniejszym? – Zasugerowałam.
   - Tak to dobry pomysł – Jego lewy kącik ust uniósł się lekko do góry.
Przez kilka godzin rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Aleks jednak nie jest takim pajacem za jakiego go uważałam. Jest inteligentnym, zabawnym i czułym chłopakiem a to że jego obecność działała na mnie jak lekarstwo na ból było dodatkowym bonusem. Ma młodszego brata, Bartka, który ma 10 lat oraz kota Kulfona. Koło 15 zadzwonił mi telefon.
   - Tak? – Odebrałam go.
   - Jadziu? Gdzie jesteś? – Usłyszałam zmartwiony głos rodzicielki.
   - Już wracam do domu, zaraz będę. – Uspokoiłam ją.
   - To dobrze. Czekam na ciebie kochanie. – I się rozłączyła.
   - Muszę wracać – powiedziałam do mojego towarzysza. – Odprowadzisz mnie?
   - Pewnie! – Gdy doszliśmy do mojego domu zapytał. – Dasz mi swój numer?
   - Tak, jasne – podałam go chłopakowi. – Dziękuje za dziś, Pa.
   - Nie ma za co, do jutra. – Przytulił mnie na pożegnanie, uśmiechnął się i odszedł. A jaj z uśmiechem na twarzy weszłam do domu.
   - Już jestem! – Krzyknęłam przekręcając zamek w drzwiach.
   - Jestem w kuchni! – Odkrzyknęła mama. Weszłam więc do pomieszczenia, w którym się znajdowała i pocałowałam ją w policzek. – Byłaś u taty?
   - Tak – odpowiedziałam krótko.
   - Ja też na nim tęsknię.
   - Wiem mamuś. Ale boje się o Maję. Musimy jej o nim opowiadać, chcę żeby wiedziała jaki był wspaniały, ale strasznie mi ciężko o tym mówić i nie wiem czy będę wstanie kiedyś o nim tak normalnie rozmawiać.
   - Kochanie to przyjdzie z czasem, musisz się najpierw pogodzić z jego śmiercią. – Przytuliła mnie.
   - Idę poczytać książkę.
   - Zaraz będzie obiad. – Poinformowała.
   - Nie jestem głodna – powiedziałam i zaczęłam się wspinać na schody.
W pokoju przebrałam się z wygodne dresy, chwyciłam książkę, włączyłam cichutko płytę mojego kochanego zespołu i ułożyłam się wygodnie na łóżku. Książka tak mnie wciągnęła że nie zwróciłam uwagi że już jest ciemno za oknami. Wstałam więc i przygotowałam się do snu. Gdy już przysypiałam zawibrował mi telefon pod poduszką. Z niechęcią wyciągnęłam urządzenie i sprawdziłam wiadomość od nieznanego mi numeru. „Dobranoc, Aleks” uśmiechnęłam się i zapisałam kontakt po czym odpłynęłam do krainy snów.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejka :D tak oto mamy 3 rozdział J Mam nadzieję że będzie się podobał!! Ah właśnie, kto czyta komentuje! :*:*:*:* I z góry przepraszam za wszelkie błędy :P A i sorka że taki krótki ale nie miałam za bardzo czasu na pisanie i pomysłu na rozdział. Ale obiecuję że się poprawię :D





     
 








7 komentarzy:

  1. genialne, czekam na jeszcze *_*

    OdpowiedzUsuń
  2. Matko, ten sen *,* Szczerze, trochę się wystraszyłam bo myślałam,że to dzieje się naprawdę. Podziwiam jej upór,postąpiłabym tak samo gdyby ktoś nie chciał mi wyjaśnić co się dzieje. No, może ewentualnie załatwiłabym sprawę odrobiną przemocy xD Smutny ten wątek ze śmiercią jej ojca,zrobiło mi się przykro,bardzo chciałabym ją przytulić :c Szkoda mi też Maji, mam nadzieję,że wszystko będzie dobrze :*
    Weny! U mnie dalej 22, jeśli chcesz,zapraszam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na więcej *_* Ten sen był bardzo realistyczny. Myślałam, ze to naprawdę, a tu miła niespodzianka :D Pozdrowienia i życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To Jadzia czy Jagoda? :
    Rozdzial całkiem spoko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jadwiga ale zawsze mowowili na nią Jagoda. Nwm jak ja to zrobilam ale cii. :))

      Usuń
  5. Taaaaki słodki ten aleks ;)

    OdpowiedzUsuń